Zwierzęta mają lepiej, niż on

Pan Mirosław z Tomaszówki (gm. Sawin) jest bardzo skromnym człowiekiem. Mimo że ostatnio mocno podupadł na zdrowiu, nikomu się nie skarżył, nikogo nie prosił o pomoc. Dopiero wolontariusze Szlachetnej Paczki dostrzegli, że mężczyzna żyje w skrajnych warunkach, za towarzyszy mając jedynie koty i psa.

Mały, mocno sfatygowany domek położony na uboczu wsi. Dookoła obora, stara stodoła, jakieś budynki gospodarcze. Gospodarzem jest pan Mirosław, który od śmierci rodziców, czyli od kilkunastu lat, żyje tu sobie spokojnie w samotności, za jedynych towarzyszy mając kilkanaście kotów i psa. Mężczyzna nigdy nie miał stałego zajęcia, od zawsze utrzymywał się z hodowli bydła, sprzedaży drewna czy drobnych prac u sąsiadów. Był samotnikiem, ale zawsze sobie radził. Aż do teraz, gdy zmogła go choroba. Kilka tygodni temu pan Mirosław ciężko zachorował. Coś złego stało się z jego nogą. Ból był tak wielki, że nasz bohater musiał wzywać karetkę. Od tamtej pory ma bardzo duże problemy z chodzeniem, brakuje mu sił. Całym jego dobytkiem (8 krów i 3 cielaki) zajmuje się jego znajomy. O fatalnych warunkach, w jakich żyje pan Mirosław, świat, a właściwie GOPS w Sawinie, dowiedział się od wolontariuszy Szlachetnej Paczki, którzy dostarczyli mężczyźnie jedzenie i inne podstawowe produkty.
– Znam sytuację tego pana – mówi Jolanta Król, kierownik GOPS w Sawinie. – Próbowaliśmy z nim rozmawiać w ubiegłym roku, ale kontakt z nim jest mocno utrudniony, bo za każdym razem, gdy u niego byliśmy, drzwi domu były zamknięte – wyjaśnia Król, ale obiecuje, że kontakt z panem Mirosławem ponowi. Już następnego dnia po naszej rozmowie, czyli w czwartek (26 stycznia) pani kierownik wraz z pracownikiem socjalnym i sołtysem Tomaszówki odwiedziła pana Mirosława. Tym razem nie było problemu z nawiązaniem kontaktu. – Zawieźliśmy panu Mirosławowi żywność, a przy okazji sprawdziliśmy warunki, w jakich żyje – tłumaczy Król. – O ile jego zwierzęta mają się bardzo dobrze, to tego samego nie można powiedzieć o gospodarzu. Jego dom jest bardzo zaniedbany, w środku znajduje się dużo kotów, o których sterylizacji mężczyzna nie chce nawet słyszeć. Ponieważ pan Mirosław ma ziemię, nie mamy jako GOPS żadnych możliwości, by pomóc mu finansowo. Sołtys zobowiązał się, że wiosną odświeży przynajmniej jedno pomieszczenie w jego domu, a inna pani zaproponowała, że okazjonalnie będzie mu przywozić jedzenie, które pozostanie po organizacji imprez okolicznościowych. To, jak żyje pan Mirosław, jest jego wyborem, jednak będziemy trzymać rękę na pulsie i sprawdzać, jak mu się wiedzie, choć do żadnej pomocy finansowej ten pan się nie kwalifikuje – zapewnia Król. (bm)