Zwolnienia w PZL – w zakładzie wrze

Ponad sto osób zrezygnowało z pracy w ramach Programu Dobrowolnych Odejść. Kolejne 50 straciło zatrudnienie, zdaniem związkowców, bez jasno określonego powodu. Pracownicy skarżą się również na nowe zakazy i brak premii. Przedstawiciele związków zawodowych dodają do tej listy również brak dialogu z załogą.
W miniony czwartek o godz.. 15 przed bramą główną do PZL-Świdnik rozpoczęła się pikieta. Zorganizowały ją wszystkie cztery związki zawodowe działające w zakładzie.
– Po zachowaniu pracodawcy można wnioskować, że związki zawodowe traktuje jak insekty, których nie zauważa, dopóki mu nie dokuczają. Dlatego dokuczamy – mówił Zbigniew Kwiatkowski, przewodniczący WZZ „Sierpień 80”. – Naszym celem jest przywrócenie normalności w firmie, poczucia bezpieczeństwa i godności pracownika.

W zakładzie lista zwalnianych

Związki zawodowe podnosiły kilka kwestii. Najważniejszą z nich są trwające w PZL zwolnienia pracowników. Z końcem lipca została zamknięta lista osób, które zgłosiły się do Programu Dobrowolnych Odejść. Znalazło się na niej 106 pracowników zakładu. Na tym jednak ruchy kadrowe w PZL się nie zakończyły. W tzw. międzyczasie powstała kolejna lista, tym razem z 59 nazwiskami.
– To są ukryte zwolnienia grupowe, które nie mają żadnych kryteriów – mówi Piotr Sadowski, przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników w PZL-Świdnik. – Przedstawiciele pracodawcy starają się m.in. pozbyć pracowników w taki sposób, żeby nie weszli w okres ochronny. Na liście jest choćby matka samotnie wychowująca dwójkę dzieci, absolwentka Politechniki Lubelskiej. Mamy też przykład pracownika, który dostał zawału, wrócił do pracy, ale z powodu zwolnienia otrzymał wypowiedzenie.
Przedstawiciele związków tłumaczą również, że na liście znalazły się także takie osoby, które naraziły się swoim włoskim przełożonym. – W lipcu pracodawca powiadomił nas o planowanych zwolnieniach z informacją, że pożegnamy się z osobami, którym nie chce się pracować. Natomiast z zawiadomień, które później otrzymywaliśmy, wynikało co innego – mówił Andrzej Kuchta, przewodniczący NSZZ „Solidarność”. – Większość przypadków dotyczy osób, które albo „podpadły” przełożonym, albo przydarzyła im się choroba. Nagle masz do wyboru w takiej sytuacji, że albo idziesz i leczysz się, ale jesteś zagrożony, że zostaniesz zwolniony, albo padasz przy pracy. Tak nie może być.

Gdzie plan naprawczy?

Związkowcy tłumaczą, że sprawa powinna zostać rozwiązana inaczej. – W kryzysowej sytuacji są możliwości zmniejszenia kosztów, choćby przez wprowadzenie „postojowego”. Trzy lata temu zgodziliśmy się na dodatkowe niepłatne dni wolne od pracy – dodawał Andrzej Kuchta.
Andrzej Słotwiński, przedstawiciel załogi w radzie nadzorczej PZL-Świdnik, tłumaczył, że po trzech dobrych latach PZL znalazł się w trudnej sytuacji. Firma ma mniej kontraktów, rezygnuje również z części programów kooperacyjnych, czyli pracy na zlecenie firm zewnętrznych. – Ale kryzysy przychodzą i odchodzą i nie można w związku z tym podejmować pochopnych decyzji. Należy robić wszystko, żeby jak najwięcej programów utrzymać w naszej firmie i tym samym ocalić miejsca pracy – mówił Andrzej Słotwiński.
– Jako związki zawodowe apelujemy do zarządu o przedstawienie programu naprawczego – mówił Jan Siedlecki, przewodniczący ZZ Metalowcy w PZL. – Tymczasem rozwiązania, jakie zostało nam zaproponowane, to outsourcing na ogromną skalę i jednostronne zwolnienia pracowników.

Związki bez odpowiedzi

Przedstawiciele załogi mają również nadzieję, że czwartkowa pikieta zmusi zarząd firmy do respektowania prawa związkowego.
– Chcemy normalnych rozmów, normalnego działania, jak w innych zakładach pracy. Jeśli do pracodawcy wpływa pismo, to ma obowiązek na nie odpowiedzieć – tłumaczył Piotr Sadowski.
– Nie chodzi o to, żebyśmy traktowali się jak wrogowie, bo my naprawdę chcemy dobrze dla tej firmy – dodawał Jan Siedlecki.
Pikieta spotkała się z dużym zainteresowaniem pracowników. Przemówień związkowców wysłuchało kilkaset osób. Przedstawiciele załogi tłumaczą, że na tym sprawa się nie zakończy. – Jeśli nie będzie reakcji pracodawcy, ponownie wejdziemy z nim w spór zbiorowy – mówił Piotr Sadowski.
Przedstawiciele spółki skomentowali w kilku zdaniach wystąpienie pracowników. Poinformowali, że plan outsourcingu został uzgodniony z przedstawicielami związków w kwietniu tego roku. Zwolnienia mają być natomiast „racjonalizacją” zatrudnienia i dotyczyć niewielkiej grupy osób, bo ok. 50 spośród 3 tys. zatrudnionych. Przedstawiciele PZL powtórzyli również informację przekazaną związkowcom dotyczącą kryteriów wyboru osób, którym wręczane są wypowiedzenia. „Proces ten obejmować będzie pracowników mało efektywnych oraz z wysokim poziomem absencji” – czytamy w oświadczeniu. (kal)