Nie zgubili, a szukali

Przyjechali na wieś, wypytywali sąsiadów, gdzie ukrywa się oskarżony, wparowali do jego domu. Szukali tego, który miał bez niczyjej zgody opuścić areszt. Od jego matki dowiedzieli się, że winny wciąż „siedzi”. Odjechali ze spuszczonym i głowami. Zapomnieli wcześniej sprawdzić u źródła.

W maju kryminalni z chełmskiej komendy, wspierani przez policjantów z Lublina i Centralnego Biura Śledczego, zatrzymali trzech mężczyzn (60-latka z Rudy-Huty i dwóch 25-latków ze Srebrzyszcza w gm. Chełm i Jagodnego w gm. Sawin). Cała trójka miała uprowadzić 18 maja dwóch innych mężczyzn (22- i 29-latka z gm. Chełm), przetrzymywać ich w swojej „dziupli” i żądać 25 tys. zł za uwolnienie. Porwanie miało być efektem porachunków handlarzy nielegalnych papierosów, a okup – ceną za niespłacone długi. W „grubszą sprawę” kryminalną zamieszani byli prawdopodobnie też czterej inni mieszkańcy naszego powiatu, którzy do tej pory nie zostali zatrzymani. Wobec dwóch z trzech podejrzanych zastosowano areszt.

Na początku lipca wśród mieszkańców wsi Jagodne (gm. Sawin), skąd pochodzi oskarżony i tymczasowo osadzony, Kamil A., ktoś zasiał niepokój. Wieczorami, gdy na dworze było już ciemno, pod okoliczne domy zaczął podjeżdżać samochód z podejrzanymi osobnikami. W środku miał siedzieć nastoletni brat A. i jego koledzy z „szajki”, znani dobrze policji. Jeden z mieszkańców twierdził też, że razem z nimi był K. Kilkukrotnie miało też dojść do prób włamań w całej wsi. Przestraszeni mieszkańcy zaczęli zamykać się w domach, włączać alarmy i wypuszczać psy przed posesje. Próbowali też interweniować w komisariacie w Sawinie i u komendanta chełmskiej policji. Bo, jak „ktoś powiedział”, areszt wobec Kamila A. został uchylony po dziesięciu dniach i mężczyzna przebywa na wolności. Choć prokuratura nic nie wie o jakimkolwiek zwolnieniu (celowym lub „przez pomyłkę”), po wizycie jednego z mieszkańców wsi u komendanta, w środę (6 lipca) kryminalni z Chełma przyjechali do gminy Sawin, by szukać uciekiniera. Zamiast najpierw sprawdzić w zakładzie karnym, zjechali całą wieś i wypytywali sąsiadów A., gdzie jest poszukiwany. Dopiero matka osadzonego uświadomiła ich, że przecież jej syn „siedzi”…
– Potwierdzam, że tego dnia funkcjonariusze byli w miejscu zamieszkania oskarżonego i wykonywali czynności w związku z uzyskanymi przez siebie informacjami – informuje Aneta Wojnarowska z Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
Mundurowi bronią się tym, że w pewnych sytuacjach (gdy liczy się każda chwila), natychmiast interweniują i jadą pod wskazany adres – nie marnują czasu na dokładną weryfikację danych.
Jak mówi asp. Ewa Czyż, rzecznik prasowy chełmskiej komendy, oficjalnie żadnych zgłoszeń przestępstw we wsi i okolicy policjanci nie odnotowali i jednocześnie zapewnia, że teren znajduje się w centrum ich zainteresowania. (pc)

Komentarze