3 do 2 – ale dla kogo?

Wszystkie już chyba sondaże dają zwycięstwo w jesiennych wyborach do Sejmiku PiS-owi i właśnie dlatego być może już po raz trzeci partii tej nie uda się sięgnąć po władzę w województwie.


Bez Żuka trudniej

Zapowiadane szumnie zmiany w ordynacji wyborczej póki co dzielą się na te faktycznie ważne i te, z których Prawo i Sprawiedliwość się wycofuje. Te pierwsze to przede wszystkim zakaz kandydowania jednocześnie na wójtów/burmistrzów/prezydentów miast oraz do rad, w tym do sejmików. Funkcjonalnie uderza to w terenie przede wszystkim w PSL, natomiast w Lublinie i innych metropoliach miało być złośliwością wobec Platformy Obywatelskiej, dla której wystawienie regionalnego lidera, w przypadku Lublina prezydenta Krzysztofa Żuka, zapewniłoby całej liście wiele dodatkowych głosów i zapewne dodatkowy mandat dla listy, a jednocześnie rozwiązałoby problem rywalizacji personalno-frakcyjnych o sejmikową jedynkę. Żuk jednak sam już zapowiedział, że skupi się na staraniach o reelekcję w Lublinie i to pod szyldem własnego komitetu, a więc niby złośliwość się PiS-owi nie udała, ale i PO ma nielichy problem.

Niechciani koalicjanci

Teoretycznie sprawa wydaje się jasna. Układ koalicyjny między Platformą a .Nowoczesną oddaje tej drugiej 20 z 85 pierwszych miejsc w okręgach, a także 27 „dwójek” i 38 „trójek”. Ponieważ partia Katarzyny Lubnauer cieszy się poparciem niemal wyłącznie w większych miastach liczyła także na jedynkę w Lublinie. Lubelskie struktury PO nie chcą o tym jednak słyszeć, wskazując zarówno na niskie wyniki .N, jak i na całkowitą anonimowość jej działaczy. Niezależnie bowiem od tego, czy .Nowoczesna wydelegowałaby Jacka Burego (który ponoć zaklepał to sobie przy ostatnich zmianach personalnych w partii), czy jego żonę – to i tak żadne z nich nie mogłoby się równać rozpoznawalnością zwłaszcza z Adamem Wasilewskim czy nawet Bożeną Lisowską, obecnie reprezentującymi Lublin w Sejmiku z ramienia PO. Prawdopodobnie więc .Nowoczesna będzie musiała obejść się smakiem i zadowolić innym okręgiem (choć nigdzie jako koalicjant nie będzie witana z otwartymi rękoma przez platformersów). Jedyną szansą dla Burego i spółki pozostaje więc, że lubelska PO się, swoim zwyczajem – pokłóci. Większość miejscowych działaczy popiera bowiem Wasilewskiego, ten (również jak zwykle…) się waha, Lisowska tradycyjnie chce się obrazić, a na ochotnika do miasta zgłosił się też Grzegorz Nowakowski, łatwo budzący niechęć formalny szef partii, swoje aspiracje nieśmiało zgłasza również Henryk Łucjan, żelazny kandydat ze środka listy w kolejnych wyborach samorządowych i parlamentarnych, szef Fundacji Rozwoju Lubelszczyzny. A przecież wypadałoby też coś zaproponować liderowi KOD-u, mec. Krzysztofowi Kamińskiemu!

Dylematy prawicy

O dziwo więc PO tym razem wydaje się być bardziej pokłócone od PiS-u. Chociaż PiS-owcy nie powiedzieli przecież ostatniego słowa. Wracając do kwestii zmian w ordynacji, te, z których partia rządząca miała zrezygnować, to zmiana wielkości okręgów, narzucana przez władze wyborcze. To zaś oznacza, że w 5-mandatowym okręgu Lublin-Miasto cała gra rozegra się właśnie między PiS, a PO, po żadna inna siła nie zbliży się nawet przecież do poziomu ok. 14-20 proc. głosów potrzebnych by załapać się do podziału miejsc. Co innego w sąsiednim 9-mandatowym okręgu zwanym umownie puławsko-lubartowskim. To tam mogą rozstrzygnąć się wybory sejmikowe, na „biorące” miejsca mogą liczyć mniejsi gracze, jak Kukiz’15, SLD, Wolność czy OPZZ Rolników. Wynik w Lublinie niemal na pewno znów będzie 3 do 2 – pytanie tylko dla kogo? A pytanie dodatkowe – czy jedynka PiS w mieście równoznaczna będzie z najlepszym wynikiem, a więc i możliwością wejścia w skład nowego Zarządu Województwa w przypadku zwycięstwa formacji Jarosława Kaczyńskiego. Chociaż więc (choćby przez zasiedzenie) wydawałoby się, że „jedynka” należałaby się Andrzejowi Pruszkowskiemu, to wiele wskazuje, że może ją dostać Tomasz Miszczuk, niegdyś już członek Zarządu z ramienia LPR, dobrze umocowany w miejskich strukturach PiS, a ostatnio z sukcesami prezes PKP Informatyka. Tradycyjnym problemem Zjednoczonej Prawicy jest też konieczność takiego potraktowania koalicjantów, by za bardzo się nie obrazili, ale też i by nie dać im miejsc biorących. W przypadku nadchodzących wyborców oznacza to konieczność wpuszczenia po raz kolejny w maliny Zbigniewa Wojciechowskiego z Porozumienia i Bogny Bender-Motyka z Solidarnej Polski. Ta ostatnia poukładała sobie przynajmniej stosunki w ramach SP, po prostu nie zapraszając na zjazd regionalny wszystkich, za którymi nie przepadała. Przedstawicielka tej grupki, Bożena Zybura, może się jednak i tak znaleźć na listach PiS, licząc na poparcie ze strony Wolnych i Solidarnych Kornela Morawieckiego.
Reszta właściwie się nie liczy. Wprawdzie urzędników z nadania PSL jest już w Lublinie tylu, że niemal pewny kandydat tej partii, Marceli Niezgoda, może nawet liczyć na 5 proc. dla listy ludowców, ale ze względu na ordynację nie daje to szans na mandaty z okręgu miejskiego. Czysto symboliczny może być też udział pozostałych i tylko Kukiz’15 ma niewielkie szanse, by otrzeć się o miejsca biorące. W mistrzostwach i tak jednak liczą się tylko dwie, sprawdzone (?) drużyny. TAK