Angielski tak, ale nie od razu

Rodzice dzieci trzy- i czteroletnich, uczęszczających do miejskich przedszkoli, skarżą się na brak lekcji języka angielskiego i ograniczone zajęcia z rytmiki. Magistrat zapewnia, że angielski w przedszkolach będzie wdrażany stopniowo, bo w pierwszych tygodniach maluchy muszą mieć czas na adaptację w nowym miejscu.

Nie tak rodzice trzy- i czterolatków wyobrażali sobie pierwsze dni swoich pociech w miejskich przedszkolach. Jak mówią, w żadnej z placówek w najmłodszych oddziałach nie ma lekcji języka angielskiego. W kilku przedszkolach z kolei do jednych zajęć tygodniowo ograniczono zajęcia z rytmiki. – Dlaczego pięciolatki i sześciolatki mają angielski, a nasze dzieci są pomijane? – pyta oburzona mama przedszkolaka uczęszczającego do jednej z publicznych placówek. – W ubiegłym roku szkolnym trzylatki uczyły się angielskiego i nikomu to nie przeszkadzało. Dlaczego rytmika jest tylko raz w tygodniu? Są to zajęcia ruchowe, bardzo potrzebne dzieciom. Moje dziecko bardzo je lubi. My, rodzice, odnosimy wrażenie, jakby oszczędzano na najmłodszych.

Zamieszanie z brakiem lekcji angielskiego odbiło się w mieście szerokim echem. Na niepokojące sygnały natychmiast zareagowali magistraccy urzędnicy. Stanowczo zaprzeczyli, jakoby zajęcia języka angielskiego w najmłodszych grupach zostały zlikwidowane. W komunikacie, opublikowanym w Internecie, zapewnili, że lekcje języka będą stopniowo wdrażane.

Urzędnicy przekonują, że pierwsze tygodnie edukacji przedszkolnej dla najmłodszych grup, dla dobra dzieci, zostały ukierunkowane na ich adaptację w nowym miejscu. Dodatkowe zajęcia mają być wprowadzane, gdy dzieci zaaklimatyzują się w przedszkolach, by nie powodować u nich stresu, zapewnić łagodne wejście w środowisko przedszkolne i nie powodować żadnych zmian w składzie osób opiekujących się dziećmi.

Urzędnicy podkreślają, że czas poświęcony na naukę jest określany w ramowym rozkładzie dnia, za który odpowiada dyrektor danej placówki. Zapewniają też, że miasto nie odebrało przedszkolom pieniędzy przeznaczonych na realizację jakichkolwiek zajęć.

Chyba najwięcej uwag ze strony rodziców skierowano do dyrektor Przedszkola Miejskiego nr 11, Alicji Grzywacz. Ona również zapewnia, że z lekcji angielskiego w najmłodszych grupach nikt nie rezygnował. – Dzieci trzy- i czteroletnie muszą najpierw przejść proces adaptacyjny w przedszkolu. Mamy dwa oddziały z zupełnie nowymi maluszkami. Jest dużo dzieci, które codziennie płaczą, bo są w nowym miejscu. My to rozumiemy, one muszą się przyzwyczaić do przedszkola i potrzebują na to czasu. Sądzę, że zajęcia z angielskiego w najmłodszych grupach ruszą na przełomie września i października.

Tak jest co roku. Planujemy dwie lekcje w tygodniu po 15 minut. Oprócz tego już teraz panie wychowawczynie wprowadzają dzieciom w formie zabawy pierwsze pojedyncze słówka, czy to kolory, czy też nazwy zwierząt. Pięciolatki i sześciolatki mają angielski od pierwszych dni. Co do rytmiki, faktycznie jest raz w tygodniu, ale cała oferta przedszkola jest bogata, bo mamy różne zajęcia, m.in. gimnastykę korekcyjną. Nasi nauczyciele są kreatywni. Ponadto u dzieci pięcioletnich i sześcioletnich najprawdopodobniej wprowadzimy jeszcze jeden język obcy, niemiecki, bo mamy nauczyciela z certyfikatem z tego języka – mówi Alicja Grzywacz.

Identyczna sytuacja jest w największym miejskim przedszkolu, nr 13. – Wprowadzimy angielski w najmłodszych grupach, ale musimy jeszcze trochę poczekać. Zrobimy to pod koniec września. Dzieci na razie adaptują się, poznają panie. Rytmika zaś jest u nas dwa razy w tygodniu, raz przy akompaniamencie nauczyciela z odpowiednimi kwalifikacjami, natomiast drugie zajęcia prowadzą wychowawczynie, korzystając z nagrań muzycznych. Są to zabawy ruchowe przy muzyce – twierdzi Danuta Zagórska, dyrektor PM nr 13. (s)