Awantura o grzejnik zmierza do sądu

Brzmi niewiarygodnie, ale to prawda, a sprawa nie jest błaha. Spór o grzejnik w łazience może zakończyć się w sądzie. Właścicielka mieszkania przy ul. Mickiewicza przekonuje, że kupiła lokal już po remoncie i nie odpowiada za dokonane wcześniej przeróbki. Wspólnota twierdzi jednak, że nielegalna ingerencja w instalację centralnego ogrzewania pozbawiła sąsiadów ciepła, i domaga się przywrócenia poprzedniego stanu.

Historia sięga 2017 roku. Po śmierci szwagra, który zginął potrącony na przejściu dla pieszych w Alejach Żołnierzy I Armii Wojska Polskiego w Chełmie, siostra została sama w mieszkaniu przy ul. Połanieckiej. Po tej tragedii zaczęła mieć problemy ze zdrowiem. Wydawało jej się, że widzi zmarłego męża, więc wspólnie z młodszą siostrą uznaliśmy, że zmiana otoczenia dobrze jej zrobi. Znaleźliśmy mieszkanie przy ul. Mickiewicza, które było wtedy w remoncie. W marcu 2020 roku sfinalizowaliśmy zakup. Wydawało się, że wszystko jest w porządku. Dopiero w listopadzie ubiegłego roku zauważyłem, że w łazience u siostry jest bardzo zimno. Wtedy przyznała, że grzejnik od początku w ogóle nie działa – relacjonuje pan Waldemar, brat właścicielki mieszkania i zarazem jej pełnomocnik.

Okazało się, że podczas remontu, wykonywanego na zlecenie poprzedniego właściciela, w łazience zamontowano grzejnik. Wcześniej pomieszczenie było ogrzewane tzw. świecą, czyli pionową rurą grzewczą przechodzącą przez łazienkę.

– Zarzucono siostrze samowolę budowlaną i brak zgody wspólnoty. Tymczasem to nie my wykonywaliśmy remont. Kupiliśmy mieszkanie już po nim. Uważam, że ewentualne formalności powinien był załatwić poprzedni właściciel. Zwróciłem się do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego z pytaniem, czy wykonanie takich prac wymaga zgody wspólnoty. Otrzymałem odpowiedź, że jeżeli roboty nie dotyczą instalacji gazowej, taka zgoda nie jest potrzebna – przekonuje.

Niedawno rodzeństwo otrzymało jednak pismo, w którym wspólnota domaga się przywrócenia instalacji centralnego ogrzewania w łazience do stanu sprzed remontu. Żąda również pokrycia kosztów opróżnienia i ponownego napełnienia instalacji, jeżeli okaże się to konieczne, a także kosztów ekspertyzy technicznej oraz równoważenia hydraulicznego pionu centralnego ogrzewania, jeśli potwierdzony zostanie wpływ dokonanych zmian na funkcjonowanie instalacji.

Brat właścicielki nie zgadza się z tymi roszczeniami. Twierdzi, że problem można rozwiązać bez kosztownej przebudowy.

– Byłem w tej sprawie także w MPEC. Fachowcy stwierdzili, że wystarczyłaby wymiana tzw. kryzy i wszystko działałoby prawidłowo, ale zarządczyni nie wyraziła na to zgody – mówi.

Rozważa skierowanie sprawy do sądu, jednak obawia się długiego postępowania.

– Mam już ponad 80 lat. Chciałbym doprowadzić tę sprawę do końca, ale adwokat powiedział mi, że proces może potrwać nawet dwa lata – dodaje.

Zarządczyni nieruchomości przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń. Wyjaśnia, że w mieszkaniu dokonano nielegalnej ingerencji w instalację centralnego ogrzewania. Jej zdaniem bez względu na to, kto i kiedy zlecał remont, obecnie za wykonane prace odpowiada właścicielka lokalu.

– Grzejnik został bez wymaganych uzgodnień wpięty w główny pion centralnego ogrzewania. W efekcie zaburzono pracę instalacji, a mieszkańcy znajdujący się wyżej zostali pozbawieni ogrzewania w łazienkach. Tzw. świeca jest elementem wspólnej instalacji centralnego ogrzewania, dlatego wszelkie zmiany powinny zostać poprzedzone przedstawieniem projektu i uzyskaniem zgody wspólnoty. W tym przypadku o taką zgodę nie wystąpiono – wyjaśnia zarządczyni budynku.

Dodaje, że jeżeli kaloryfer nie zostanie usunięty, również rozważy skierowanie sprawy na drogę sądową.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco!

Najnowsze Wydanie
2026-09-07 Nowy Tydzień tygodnik lokalny
5,00 Kup Gazetę