Będzie polski superśmigłowiec?

PZL-Świdnik jako jedyne przedsiębiorstwo w kraju jest zdolne do zaprojektowania, skonstruowania i wykonania śmigłowca

W 2010 roku PZL-Świdnik w wyniku przetargu zostało sprzedane międzynarodowemu koncernowi. Wiele wskazuje na to, że państwo polskie ma zamiar ponownie stać się właścicielem części udziałów świdnickiego zakładu. Celem tych działań ma być budowa polskiego superśmigłowca, który na kilkadziesiąt lat zabezpieczyłby potrzeby armii. Tymczasem na rozstrzygnięcie nadal czeka sprawa przetargu na 50 śmigłowców. W tej chwili ciągle trwają negocjacje dotyczące offsetu. Ostatnio zostały przedłużone do końca września.
Informacje o zamiarze renacjonalizacji PZL-Świdnik kilka dni temu obiegły wszystkie media. Wynikało z nich, że państwo polskie ma zamiar wejść ponownie w posiadanie części udziałów zakładu. Żadna ze stron jednak nie chce potwierdzić prowadzenia takich rozmów. Wiele wskazuje jednak na to, że mimo tego negocjacje się toczą i to dwutorowo, bo na szczeblu ministerialnym i na linii spółka Leonardo, właściciel PZL i Polska Grupa Zbrojeniowa, która zrzesza państwowe firmy działające w branży militarnej. Pojawia się jednak pytanie, po co polski rząd chce odzyskiwać udziały w spółce, którą w 2010 roku sprzedał włosko-angielskiemu gigantowi lotniczemu. – Takie rozwiązanie wpisuje się w plan ministra Morawieckiego, który zakłada rozbudowę polskiego przemysłu obronnego w oparciu o przedsiębiorstwa działające na terenie kraju – mówi poseł Artur Soboń, członek sejmowej komisji obrony. – Pewne jest to, że we współpracy z PZL-Świdnik możemy budować śmigłowce.

O zacieśnianiu współpracy z firmami działającymi na terenie kraju mówił również szef MON, podczas niedawnej wizyty w PZL-Świdnik. – Polska jest zainteresowana rozwojem przemysłu helikopterowego tutaj, w Polsce, na miejscu. MON będzie przykładało wagę przede wszystkim do produktów wyprodukowanych w kraju – mówił Antoni Macierewicz.
Świdnickie przedsiębiorstwo jako jedyne na terenie kraju ma możliwości zaprojektowania, skonstruowania i wykonania śmigłowca. Zgodnie z pojawiającymi się informacjami przejęcie części udziałów PZL-Świdnik mogłoby się odbyć na zasadach wymiany akcji.
Według naszych rozmówców celem współpracy świdnickiego PZL i PGZ byłoby stworzenie nowego śmigłowca na potrzeby polskiej armii. W tej chwili nie wiadomo jednak czy podstawą tej konstrukcji byłby AW149, który PZL-Świdnik oferował w przetargu na śmigłowce wielozadaniowe dla wojska. Drugim rozwiązaniem jest wykorzystanie Sokoła i stworzenie na jego bazie maszyny nowocześniejszej i lepiej wyposażonej.
– Taki śmigłowiec mógłby zabezpieczyć na najbliższe trzy dekady potrzeby zbrojeniowe armii w tym zakresie – dodaje Artur Soboń.

Przetarg w zawieszeniu

Od miesięcy nie rozstrzygnęła się również kwestia przetargu na 50 śmigłowców wielozadaniowych dla polskiej armii. Co prawda już w minionym roku z postępowania zostały wyeliminowane PZL-Świdnik i PZL Mielec. W grze został Airbus Helicopters oferujący śmigłowce Caracal. Obaj konkurenci francuskiego koncernu złożyli pozwy do sądu. Przedstawiciele PZL-Świdnik wykazywali błędy proceduralne i zmiany warunków przetargu dokonane już w czasie trwania postępowania. Pozew został jednak odrzucony.
Przedstawiciele nowego rządu od początku zapowiadali, że cała procedura przetargowa będzie przeanalizowana. Obudzili również nadzieję w Świdniku, że przetarg zostanie unieważniony. Na razie jednak do takiego rozwiązania nie doszło. W tej chwili nadal trwają negocjacje dotyczące offsetu, czyli pakietu inwestycji proponowanych przez Airbus Helicopters. Wiadomo, że powinny one pokrywać koszty zamówienia, czyli wynosić ok. 13 mld zł. Z naszych informacji wynika, że kwota proponowana przez francuskiego oferenta jest niższa. W ostatnich dniach zapadła decyzja o przedłużeniu negocjacji offsetowych do końca września. 
(kal)