Brat miał Start na widelcu…

BRAT SIENNICA NADOLNA – START KRASNYSTAW 2:2 (1:2)


1:0 – Suduł (10), 1:1 – Chariasz (13), 1:2 – Sołdecki (45), 2:2 – Suduł (79).

BRAT: Pypa (46 Kowalski) – Pachuta, Arkadiusz Kister, Adam Urbański (69 Kalisiewicz), Malinowski, Kniażuk, Arnold Kister, Jopek (75 Witka), Szczepaniuk, Suduł, Aleksander Urbański (88 Korniszuk). Trener – Waldemar Kogut.

START: Skrzypa – Kabasa, Lenard, Saj, Florek (60 Jaroszek), Kowalski (68 Wójtowicz), Dworucha, Chariasz, Kowalczyk (83 Kondraciuk), Sołdecki, Niedrowski. Trener – Marek Kwiecień.

Mecze Brata Cukrownik Siennica Nadolna ze Startem Krasnystaw zawsze wzbudzały dodatkowe emocje. Nie inaczej było i tym razem. Start przyjechał do Siennicy Nadolnej w roli faworyta. W końcu wygrał wszystkie trzy swoje spotkania. Brat natomiast nieco gorzej rozpoczął sezon, a pierwsze zwycięstwo odniósł kilka dni wcześniej w spotkaniu z Hetmanem.

Mecz lepiej zaczęli goście. W 5 min. groźnie uderzał Niedrowski, ale piłka poszybowała obok słupka. W 10 min. niespodziewanie na prowadzenie wyszedł Brat. Po dośrodkowaniu Arnolda Kistera z rzutu wolnego piłkę do siatki skierował Sebastian Suduł. Reakcja Startu na straconą bramkę była natychmiastowa i właściwa.

Celnym strzałem zza pola karnego, po zagraniu od Adriana Kowalskiego, popisał się Daniel Chariasz i w meczu był remis. Przed zejściem do szatni na przerwę goście zdobyli drugiego gola. Podanie Kowalskiego wykorzystał Jakub Sołdecki. W drugiej połowie Brat zaatakował, starając się odrobić straty. W 61 min. Start od utraty gola uratowała poprzeczka. Minutę później po błędzie Mariusza Jaroszka Suduł znalazł się w sytuacji sam na sam z Mateuszem Skrzypą, ale górą był krasnostawski bramkarz. W końcu ataki Brata przyniosły skutek w 79 min., kiedy to do wyrównania doprowadził Suduł.

W ostatnich dziesięciu minutach na boisku było niezwykle ciekawie. W 83 i 84 min. dwie okazje strzeleckie wypracowali sobie goście. Pierwsza zakończyła się tylko rzutem rożnym dla Startu, w drugiej Bartłomiej Dworucha uderzył tuż obok słupka. W 86 min. znów bliski zdobycia gola byli przyjezdni, lecz strzał Wójtowicz obronił bramkarz Brata – Kowalski. W 89 min. po dośrodkowaniu Sołdeckiego strzelał Lenard, ale i tym razem piłka minęła bramkę. Doliczony czas gry należał już do Brata i trzeba przyznać, że gospodarze mieli aż trzy świetne okazje, by rozstrzygnąć losy meczu na swoją korzyść.

W 90 min. Suduł trafił w wewnętrzną część poprzeczki. Minutę później zawodnik Brata znalazł się w sytuacji sam na sam ze Skrzypą i znów górą był golkiper Startu. W drugiej minucie doliczonego czasu gry kolejną wyśmienitą okazję zmarnował Suduł, posyłając „meczową” piłkę z bliskiej odległości tuż obok słupka. – Uff, zremisowaliśmy bardzo szczęśliwie, cieszę się z jednego punktu, Brat miał świetne okazje, poprzeczka, z metra do pustej bramki, naprawdę końcówka meczu to był jeden wielki horror pod naszą bramką.

Bez wątpienia to był najtrudniejszy dotąd przeciwnik, z jakim mierzyliśmy się. Teraz przed nami kolejny mecz w środę, gramy zaległe spotkanie z Bugiem Hanna, potem w sobotę u siebie podejmujemy Unię Białopole i w kolejną środę gramy Puchar z Włodawianką. Mecze co trzy dni dają się nam we znaki, ale musimy sobie jakoś radzić – powiedział po spotkaniu trener Startu, Marek Kwiecień.

Z jednego punktu zadowolony nie był Waldemar Kogut, szkoleniowiec Brata. – Mamy swoje problemy kadrowe, na ławce rezerwowych w zasadzie są sami juniorzy, to też odbija się na naszych wynikach. W kolejnym meczu jesteśmy zespołem lepszym, mamy mnóstwo sytuacji, nawet dwustuprocentowych i nie potrafimy ich wykorzystać. Suduł miał pustą bramkę, mógł wszystko zrobić. Nie wiem, jak strzelił, że obrońca Startu zdążył wślizgiem wybić piłkę. Mamy jeden punkt, a powinny być dziś trzy – stwierdził z kolei W. Kogut. (r)