Brudno, bo miasto nie dba

Główny szlak pieszo-rowerowy w centrum miasta to nic innego jak „kupa” wstydu. Jest brudno, śmierdzi i nie da się przejść, ale odpowiedzialnych za utrzymanie czystości najwyraźniej średnio to interesuje.

Może gdyby Mateusz Morawiecki każdego dnia przyjeżdżał do Chełma, ulice byłyby w końcu czyste. Pamiętamy przecież, że przed przyjazdem premiera, w czerwcu, pracownicy miejskiej spółki dokładnie myli kostkę na placu E. Łuczkowskiego. Na co dzień jednak na próżno szukać w Chełmie takich prac. Przykład: ciąg pieszo-rowerowy przy al. Żołnierzy I AWP.

Jedna z najbardziej uczęszczanych przez spacerowiczów i rowerzystów ścieżek w mieście usłana jest ptasimi odchodami, rozdeptanymi owocami z pobliskich drzew, gałęziami i śmieciami. Wygląda to fatalnie, a i przejść trudno. Odchody przylepiają się do butów, śmierdzi, a rowerzyści nierzadko muszą jeździć slalomem między gałęziami.

– Chodniki i przyległe ścieżki rowerowe oczyszczane są mechanicznie i ręcznie zgodnie z harmonogramem. Natomiast w przypadku intensywnych wiatrów i nawałnic pracownicy firmy interwencyjnie oczyszczają powyższe nawierzchnie z zalegających gałęzi i zanieczyszczeń według potrzeb – informuje MPRD w odpowiedzi na pytanie o utrzymanie czystości na tym odcinku.

Szkoda tylko, że nikt w MPRD nie jest w stanie podać harmonogramu czyszczenia jednego z głównych ciągów w mieście. Patrząc na to, jak każdego dnia wygląda aleja, można jedynie domniemywać, że bardzo rzadko pojawia się tu ktoś z chełmskiej spółki. A jeśli to już, to prace kończą się na zgarnięciu „dmuchawą” na trawnik liści i śmieci.

Ptaki siedzące na drzewach wzdłuż alei brudzą na okrągło, a ich odchody jak są, tak i będą, bo miasta nie stać na zakup „odstraszacza” czy wynajęcie sokolnika. Za to pracownicy MPRD rozkładają ręce – ich umowa z miastem wygasa z końcem lipca, a nowy przetarg na oczyszczanie pasów drogowych jeszcze nie został rozstrzygnięty. (pc)