Były strażnik-gwałciciel znów stanie przed sądem

Cztery lata trwał horror bitej, poniżanej i gwałconej przez męża kobiety. Czy bandyta odpokutował za grzechy? Wciąż nie. Po niespełna dwóch latach wyszedł z aresztu tymczasowego, bo rzekomo bał się kolegów z celi – żyje jak normalny człowiek, pracuje i śmieje się w twarz organom ścigania.

Według prokuratury Bartłomiej K., były już funkcjonariusz służby więziennej w Zakładzie Karnym w Chełmie – pijany i nieprzewidywalny – poniżał, bił i gwałcił swoją żonę. Dewiant okładał kobietę pięściami, a nawet drewnianym szczebelkiem wyjętym z dziecinnego łóżeczka, podduszał ją skórzanym paskiem i poduszką, szarpał za włosy, wykręcał ręce, skakał po niej i stawał na jej szyi. Wielokrotnie przy tym gwałcił kobietę przy dziecku i, wymachując nożem, groził jej zabójstwem.

Przechwalał się, że jest nietykalny i nikt mu nic nie zrobi, a kobieta latami maskowała siniaki pod grubą warstwą makijażu i ubrania. Po kolejnym brutalnym ataku ofiara zabrała kilkuletnią córeczkę i uciekły do babci. Mąż-kat przyjechał i groził również teściowej. Ostatecznie został zatrzymany, a prokuratura przyjęła, że dramat w domu rodziny K. trwał cztery lata, od 2010 do 2014 roku. Oskarżony o brutalne znęcanie się i gwałty na żonie, 14 października 2014 roku, trafił do aresztu tymczasowego. Prokuratura szybko uporała się ze śledztwem i przesłała materiały do sądu.

Ten, 22 marca 2016 roku, zwolnił byłego funkcjonariusza SW z aresztu (wpłacił kilkadziesiąt tysięcy złotych tytułem poręczenia majątkowego). Powód? Biedaczek rzekomo miał być zastraszany przez współosadzonych, bał się o własne życie za kratami. Wrócił więc do domu i, jak opowiadali sąsiedzi, chodził po osiedlu dumny jak paw. I choć zarzuty na nim ciążą, stracił pracę w ZK, to o karze za brutalne gwałty i znęcanie się mówić nie można – od otwarcia przewodu sądowego minęły cztery lata i nic się w tej sprawie nie dzieje, a terminy kolejnych rozpraw przekłada się w nieskończoność.

Patrząc na tę i podobne sprawy (jak choćby sprawę oskarżonego o usiłowanie zabójstwa żony chełmskiego prawnika) – w zestawieniu ze wszystkimi innymi sprawami o znęcanie się i gwałty popełniane przez osoby niezwiązane w jakikolwiek sposób z żadną umundurowaną formacją czy środowiskiem prawniczym – można dopatrywać się dysproporcji w działaniach sądu.

– Okoliczność wymienienia dwóch toczących się spraw karnych, budzących zainteresowanie w małym lokalnym środowisku, w żadnym razie nie przesądza o zachodzeniu opisanego zjawiska – komentuje sędzia Barbara Markowska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie.

Jak podaje sędzia, w sprawie Bartłomieja K. sąd wyznaczył termin na piątek (13 grudnia). – Na najbliższy termin wezwany jest oskarżony w celu dosłuchania, zażądano również danych o karalności. Jak poinformował sąd, nie było w tej sprawie problemów merytorycznych z wydaniem, a jedynie ze stawiennictwem biegłej na rozprawy, dlatego to się przeciągało – tłumaczy rzecznik SO w Lublinie. (pc)