Chełmianin zmarł bezpośrednio po interwencji policji. Sprawę bada prokuratura

Agresywnie zachowujący się 64-letni Chełmianin został przez policyjny patrol przewieziony w kajdankach do chełmskiej izby wytrzeźwień. Tam, zaraz po przywiezieniu, miał nagle stracić przytomność, przestać oddychać i mimo prowadzonej reanimacji oraz przyjazdu pogotowia zmarł. Prokuratura prowadzi postępowanie w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.

We wtorek, 21 kwietnia, Komenda Miejska Policji w Chełmie opublikowała na swoim profilu na Facebooku oraz stronie internetowej komunikat zatytułowany „64-latek zmarł w Ośrodku Pomocy Osobom Uzależnionym w Chełmie”. Wynikało z niego, że w poniedziałek, 20 kwietnia, przed godz. 17.00 chełmscy policjanci dostali zgłoszenie o agresywnym mężczyźnie w autobusie komunikacji miejskiej. Zgłaszającą była kierująca autobusem. W komunikacie czytamy, że z jej relacji wynikało, iż nietrzeźwy pasażer wywołał awanturę, a kiedy został wyproszony z pojazdu, zaczął go niszczyć – wyrwał wycieraczki i uderzał w szybę.

– Na tym jednak nie poprzestał i agresję skierował do pasażerów i przechodniów – informowała KMP Chełm. – Agresywny mężczyzna został ujęty przez osoby postronne i przekazany policji. Okazał się nim 64-letni mieszkaniec Chełma, od którego była wyczuwalna wyraźna woń alkoholu. Zgodnie z procedurami funkcjonariusze na miejsce wezwali Zespół Ratownictwa Medycznego, który odstąpił od badania, uznając, że 64-latek nie wymaga pomocy medycznej. Z uwagi na brak możliwości umieszczenia mężczyzny w szpitalu policjanci przewieźli go do Ośrodka Pomocy Osobom Uzależnionym w Chełmie. Na czas doprowadzenia do wytrzeźwienia policjanci założyli mu kajdanki na ręce z tyłu. W trakcie przejazdu 64-latek nadal był agresywny i kopał w drzwi radiowozu. W pomieszczeniu izby wytrzeźwień stracił przytomność i przestał oddychać. Funkcjonariusze wspólnie z personelem izby rozpoczęli resuscytację i przy wykorzystaniu urządzenia AED prowadzili ją do czasu przyjazdu Zespołu Ratownictwa Medycznego. Dalsze działania wykonywali ratownicy medyczni. Niestety, pomimo podjętych czynności nie udało się przywrócić 64-latkowi funkcji życiowych. O zdarzeniu powiadomiono prokuraturę, która szczegółowo wyjaśni okoliczności. Ciało mężczyzny zostało przekazane do badań sekcyjnych.

Niejasne przyczyny śmierci 64-latka wywołały szereg domysłów i komentarzy wśród internautów. Jedna z użytkowniczek Facebooka, twierdząca, że była świadkiem zajścia w autobusie, pisała, że mężczyzna był w pojeździe „może z 10 sekund”, więc w środku nie zdążył być agresywny wobec pasażerów i niczego nie zniszczył. Dopiero po wyproszeniu z autobusu miał wyrwać wycieraczki, a następnie uderzać w szybę od strony kierowcy. Inny wpis sugerował, że 64-latek był już wcześniej znany ze swojego agresywnego i dziwnego zachowania oraz zaczepiał przechodniów w okolicach Placu Łuczkowskiego.

Artur Mazurek, kierownik eksploatacji Chełmskich Linii Autobusowych, zapewnia, że kierująca autobusem, wypraszając 64-latka z pojazdu, zachowała się jak najbardziej prawidłowo, co potwierdzają nagrania z zainstalowanej w autobusie kamery.

– Ten pasażer, wchodząc do autobusu, zataczał się i był brudny. Z tego powodu kierująca zwróciła mu uwagę, aby wysiadł, co jest zgodne z zapisem regulaminu CLA, który brzmi: „Osoby, które mogą zabrudzić innych pasażerów, nietrzeźwe, wzbudzające odrazę brudem lub niechlujstwem mogą być niedopuszczone do przewozu bądź usunięte z autobusu” – mówi kierownik Mazurek. – Pan wysiadł z autobusu, przeszedł przed nim i zaczął uderzać w szybę od strony kierowcy. Wyrwał dwie wycieraczki. Kierująca zadzwoniła po policję. Zachowała się jak najbardziej prawidłowo.

Wyjaśnienia wymaga to, co zdarzyło się dalej. Z informacji policji wynika, że po zatrzymaniu mężczyzny funkcjonariusze wezwali pogotowie, ale ratownicy stwierdzili, że 64-latek nie wymaga pomocy medycznej. Zdecydowano więc przewieźć go do Ośrodka Pomocy Osobom Uzależnionym przy ul. Reformackiej w Chełmie, czyli do izby wytrzeźwień. Ponieważ mężczyzna miał być nadal agresywny, transportowano go skutego kajdankami.

W izbie wytrzeźwień powściągliwie odnoszą się do sprawy, tłumacząc, że jest ona przedmiotem śledztwa, które wyjaśni wszystkie okoliczności tragedii. Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika jednak, że 64-latek już w momencie przywiezienia do izby wytrzeźwień był nieprzytomny i nie dawał oznak życia. Od razu przystąpiono do jego reanimacji.

– Z naszej strony współpracujemy z policją i prokuraturą, która prowadzi postępowanie w tej sprawie – mówi Krzysztof Gocał, dyrektor Ośrodka Pomocy Osobom Uzależnionym w Chełmie. – Kierownik zmiany, opiekun zmiany – sanitariusz oraz lekarz dyżurny zostali przesłuchani przez funkcjonariuszy. Również czekamy na ustalenia śledczych.

W Prokuraturze Rejonowej w Chełmie dowiedzieliśmy się, że postępowanie prowadzone jest w kierunku art. 155 k.k., tj. nieumyślnego spowodowania śmierci, ale na tym etapie brak jest podstaw, aby stwierdzić, że do śmierci 64-latka ktoś się przyczynił. Śledczy podkreślają jednak, że postępowanie jest na wstępnym etapie. Przyczyna zgonu nie jest jeszcze znana, bo choć sekcję zwłok przeprowadzono, na jej wyniki trzeba będzie poczekać. (red)