Co knują urzędnicy?

Strach ogarnął chełmskie środowisko oświatowe po bardzo ogólnikowej wypowiedzi Doroty Cieślik, dyrektor Departamentu Edukacji i Sportu w magistracie, odnośnie szykowanych zmian w szkołach podstawowych. Jak udało się nam nieoficjalnie ustalić, może chodzić nie o likwidację którejś z placówek, czego nauczyciele obawiają się najbardziej, ale o stworzenie specjalnego biura, które miałoby zajmować się obsługą finansową szkół. Czy to prawda?

Radny Mariusz Kowalczuk, pytając na komisji oświaty, kultury i sportu rady miasta, czy przypadkiem urzędnicy nie planują zmian sieci szkół w Chełmie, bądź podjęcia innych decyzji związanych z przyszłością miejskiej oświaty, wywołał zaniepokojenie wśród nauczycieli oraz pracowników administracji i obsługi. Jeszcze większy niepokój wzbudziła jednak odpowiedź na jego pytanie, jakiej udzieliła dyrektor Departamentu Edukacji i Sportu, Dorota Cieślik.

Co prawda żadnych szczegółów nie podała, ale oznajmiła, że jeśli zajdą jakieś zmiany, to dotyczyć mogą szkół podstawowych. W liceach i technikach z początkiem nowego roku szkolnego w pierwszych klasach naukę rozpoczęły podwójne roczniki i w tych placówkach żadne zmiany nie są planowane.

Nauczyciele najbardziej boją się ewentualnych likwidacji, bądź wygaszania szkół. Pierwszy scenariusz raczej się nie sprawdzi, bo – jak mówi Ewa Suchań, prezes chełmskiego oddziału ZNP – zgodnie z obowiązującym prawem, nie można zlikwidować żadnej placówki oświatowej, w której uczy się więcej niż 70 dzieci.

Przepisy pozwalają natomiast przekazać szkołę stowarzyszeniu, ale w takiej sytuacji samorząd do końca lutego musiałby zakończyć całą procedurę wstępną, czyli mieć uchwałę intencyjną radnych, opinie związków zawodowych, rady pedagogicznej i rady rodziców oraz potwierdzenia o powiadomieniu wszystkich rodziców o swoich zamiarach. Poza tym bez zgody kuratora oświaty samorząd nie może zlikwidować żadnej szkoły. Kurator Teresa Misiuk, co pokazała w poprzednich latach, raczej niechętnie decyduje się na takie kroki.

Nam udało się nieoficjalnie ustalić, że może chodzić nie o przekształcenie szkół, a o utworzenie specjalnej komórki zależnej od Departamentu Edukacji i Sportu, która miałaby się zająć obsługą finansową placówek. Oznaczałoby to zmniejszenie kosztów na administrację i na pewno większą kontrolę urzędników nad wydatkami, zwłaszcza bieżącymi. Takie rozwiązanie funkcjonowało już za czasów prezydentury Krzysztofa Grabczuka.

Nieoficjalnie mówi się też o oszczędnościach związanych z pracownikami obsługi. Nie od dziś wiadomo, że osoby zatrudnione w obsłudze mają najniższe płace z możliwych. Po wejściu w życie minimalnego wynagrodzenia za pracę na poziomie 2 600 zł, czyli o 350 zł wyższego niż w 2019 r. i tego, że nie można już do osiągnięcia tej kwoty dorzucać dodatków stażowych, z nowym rokiem koszty utrzymania pracowników obsługi mocno poszły w górę. Do redakcji docierają sygnały, jakoby ci pracownicy mieli w najbliższym czasie otrzymać nowe warunki zatrudnienia, związane z pracą w mniejszym wymiarze godzin.

Do tematu będziemy wracać. (s)