Czarny protest kobiet

W poniedziałek, 3 października, blisko trzysta ubranych na czarno kobiet przeszło ulicami miasta, aby wyrazić swój sprzeciw wobec zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji.
– To wojna przeciwko kobietom! Chodzi o to, by pozbawić nas wszelkiej możliwości decydowania o sobie. Nie możemy na to pozwolić – mówi Agnieszka Duch, inicjatorka chełmskiej akcji przeciwko zaostrzeniu ustawy aborcyjnej i od razu zastrzega: – Nie jesteśmy za aborcją i nie znamy nikogo, kto by był. Tu nie chodzi o chęć pozbywania się ciąży. Jesteśmy za wyborem – wyborem kobiet, ich bezpieczeństwem. Ustawa całkowicie zakazująca aborcji pozbawia kobiety wyboru. Odmawia im prawa do wolności, do badań, do ochrony zdrowia.
Podobnego zdania było blisko trzysta chełmianek, które mimo deszczu, w poniedziałek, 3 października, wzięły udział w chełmskim „czarnym proteście”. Zebrały się na deptaku o godz. 11. Stamtąd ruszyły w kierunku placu Gdańskiego. Miały ze sobą klepsydry zawiadamiające o śmierci praw kobiet, wieszaki symbolizujące skrajnie niebezpieczne aborcje i plakaty z hasłami: „Moje ciało – mój wybór”, „Martwa mama nie przytuli” czy „Nie dla inkwizycji”.
Wśród protestujących były osoby w różnym wieku. Znalazło się też kilkunastu panów. – Nie mogło mnie tam zabraknąć. Popieram prawa kobiet, więc poparłem także sprzeciw przeciwko ich ograniczaniu – mówi Zbigniew.
W „czarnym proteście” wzięła także udział Małgorzata Sokół, chełmska radna. – Kompromis aborcyjny, który dotychczas funkcjonował, był moim zdaniem optymalnym rozwiązaniem. Rząd niepotrzebnie wraca do tego tematu i gra na ludzkich emocjach – twierdzi radna. Dodaje, że pozytywnie zaskoczyła ją frekwencja na chełmskim proteście. – Już dawno w naszym mieście nie widziałam takiego poruszenia. Szczególnie, że była to inicjatywa całkowicie oddolna – mówi M. Sokół.

Najgłośniej pod biurem poselskim

Poniedziałkowy marsz miał zakończyć się na placu Gdańskim. Gdy kobiety tam już dotarły, zdecydowały jednak, że odwiedzą jeszcze jedno miejsce – biuro poselskie Beaty Mazurek. Pod oknami biura skandowały hasła: „Rząd nie ciąża, da się usunąć!” oraz „Moja macica – moja sprawa”.
– Projekty dotyczące aborcji były projektami obywatelskimi. Prawo i Sprawiedliwość nie ma z nimi nic wspólnego – komentuje Beata Mazurek. – Co więcej, wielokrotnie publicznie mówiłam, że w naszej partii w kwestiach światopoglądowych nigdy dyscypliny nie było, nie ma i nie będzie. Mówiłam także o tym, że nie poprę projektu, w którym jest mowa o karaniu kobiet. Gdyby protestujące panie podchodziły do tematu poważnie, a nie emocjonalnie, to wiedziałyby o tym i nie protestowałyby pod moim biurem, nie wykorzystywałyby dramatu kobiet do rozpętania niepotrzebnej awantury – mówi posłanka.

Projekt upadł

Po fali protestów w całym kraju, w czwartkowym głosowaniu sejm odrzucił obywatelski projekt ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne. Za odrzuceniem było 352 posłów, przeciwko 58 posłów, 18 wstrzymało się.
– Cóż, bitwę wygrałyśmy, ale czy wojna zakończona? – komentuje Agnieszka Duch. – Oczywiście nie ulega wątpliwości, że się cieszymy, ale zostajemy czujne. I jeszcze raz chciałabym podziękować wszystkim uczestnikom naszego chełmskiego protestu. Jestem dumna, że udało nam się wspólnie pokazać, że nawet w mniejszych miastach ludzie potrafią się zebrać i walczyć o swoje prawa. (mg)