„Czorek” zszedł z boiska…

Piłkarz, trener, nauczyciel. Odszedł w tragiczny sposób. W sobotę (8 kwietnia) tłumy chełmian towarzyszyły Tomkowi w jego ostatniej drodze.
Chełmskie środowisko piłkarskie poniosło wielką stratę. Tomasz „Czorek” Wieczorek z lokalnym futbolem był związany niemal przez całe swoje życie. Jako 12-letni chłopiec trafił do drużyny trampkarzy Chełmianki. W klubie spędził ponad 7 lat, a przez kolejne 3 lata reprezentował barwy III-ligowego AZS Podlasie Biała Podlaska, gdzie studiował na AWF. W sezonie 1995/1996 trafił do beniaminka 3. ligi – Zadrzewia Zawadówka. Potem grał w Granicy Chełm, przez 2 lata w Unii Rejowiec, a wiosną 1999 roku w Sparcie Rejowiec Fabryczny. Od 1999-2002 r. reprezentował ChKS Chełm, a następnie grał w barwach Kłosa Gmina Chełm. Po krótkiej przygodzie z Astrą Leśniowice, w latach 2003-2006 grał w Chełmiance. Był też asystentem trenera Pawła Łapińskiego, a potem Wojciecha Stopy. Później przez rok związał się z Hutnikiem Ruda-Huta, a w sezonie 2007/2008 występował w Sokole Dubienka. W 2010 roku wrócił do Unii Rejowiec, gdzie był grającym trenerem. W sezonie 2011/2012 pełnił również funkcję grającego trenera w rezerwach Chełmianki. W kolejnym sezonie pracował w Vojsławii Wojsławice, a od 2013 do 2015 r. był trenerem Unii Białopole. Od 2015 r. był ponownie szkoleniowcem Vojsławii. Na koncie ma kilka sportowych sukcesów, m.in. awans z Unią Rejowiec do międzywojewódzkiej czwartej ligi (sezon 1998/1999) z udziałem drużyn z dawnego: chełmskiego, zamojskiego, kieleckiego i tarnobrzeskiego, awans z ChKS w 2002 roku do czwartej ligi i w 2004 roku z Chełmianką ponownie do czwartej ligi. Grał w drużynie z takimi zawodnikami jak Mieczysław Pisz czy Tomasz Jasina, którzy występowali na boiskach ekstraklasy.
Na boisku, jak mówią koledzy, Tomek był specjalistą od długich podań i strzałów z rzutu wolnego. Potrafił zdobyć gola uderzeniem nawet z 40 metrów!
– Pamiętam Tomka, gdy był jeszcze młodym zawodnikiem – wspomina Anatol Obuch, prezes Chełmskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. – Miałem przyjemność prowadzić go w Zadrzewiu Zawadówka. Sumienny zawodnik, bardzo zaangażowany w grę. Bardzo dobrze wywiązywał się ze swoich zadań. Lubiany w szatni, dobry duch zespołu. Z Tomkiem zawsze można było podyskutować na tematy piłkarskie – miał naprawdę dużą wiedzę. Nie odmawiał pomocy, prowadził w hali sportowej różne imprezy czy turnieje piłkarskie. Potrafił zrobić coś tak, by innym sprawiało to radość. Ostatnio zorganizował 50. urodziny Mirkowi Neckarowi, sprawiając jubilatowi ogromną niespodziankę. Rozmawiałem z nim, proponując mu prowadzenie benefisu trenerskiego, który niebawem planuję. Tomek ucieszył się, nie zdążył go jednak poprowadzić…
Bez Tomasza Wieczorka chełmska piłka nożna nie będzie już taka jak dawniej. „Czorek” był lubiany w środowisku. Był nie tylko zawodnikiem, ale i wiernym kibicem reprezentacji Polski. Uczestniczył w wielu wyjazdach na mecze kadry, prowadząc doping już w autokarze. Był znany z bogatego śpiewnika kibica reprezentacji – sam układał słowa wielu przyśpiewek.

Człowiek-orkiestra

„Czorka” znali praktycznie wszyscy. Potrafił nie tylko świetnie kopać piłkę, tak samo spełniał się w rolach nauczyciela wuefu, spikera, konferansjera, barmana, a nawet świętego Mikołaja. Potrafił łączyć kilka profesji, a każdą wolną chwilę starał się poświęcać swojej córeczce, w której był bez pamięci zakochany.
Zawsze z uśmiechem na ustach i kolejnym dowcipem gotów był pomóc każdemu, kto go o to prosił.
– Z Tomkiem znaliśmy się od ponad dwudziestu lat – opowiada Andrzej Pieńkowski, kolega „Czorka” z Zespołu Szkół Technicznych. – Razem graliśmy w piłkę w Astrze Leśniowice i Sokole Dubienka. Żaden człowiek nie jest bez wad, ale Tomek miał ich chyba najmniej. Nikt, tak jak on, nie potrafił rozluźnić atmosfery i pożartować. Trudno mi uwierzyć w to, co się stało, bo Tomek zawsze był pozytywnie nastawiony do świata i do ludzi. Nikogo nie zostawił bez pomocy. Lubiany przez uczniów, głównie za swój sposób bycia. Pamiętam jego kilka powiedzonek ze szkoły. Na pytanie uczniów: „Sorze, gdzie mamy?”, Czorek odpowiadał: „A gdzie taty?”. Chodziło oczywiście o lekcje. To był chyba jedyny człowiek, który na boisku – gdy nie szło, gdy drużyna wysoko przegrywała i nagle strzelała bramkę np. na 1:7 – potrafił krzyknąć: „Mamy ich teraz, jedziemy z nimi!”. Mówi się, że nie ma osób niezastąpionych. Ale „Czorka” trudno będzie zastąpić…
– Zastanawiam się, dlaczego Tomek musiał odejść z tego świata i nie znajduję odpowiedzi. Bardzo przeżywam jego stratę – mówi Marian Sikorski, prezes Chełmskiego Miejskiego Szkolnego Związku Sportowego. – Poznałem go jeszcze w I LO, do którego uczęszczał. Angażował się we wszystkie akcje szkolne, brał udział w wielu zawodach w różnych dyscyplinach sportu, ale najbardziej lubił piłkę nożną. Zapamiętamy go jako człowieka zawsze uśmiechniętego, radosnego, który nigdy nie odmówił pomocy. Nie kojarzę, by Tomek kiedykolwiek powiedział do mnie: „Marian nie mam czasu”. Zawsze zrobił wszystko, o co go poprosiłem. Był koleżeński, bardzo otwarty. Lubił teleturnieje. Pamiętam go z „Randki w Ciemno” i „Jednego z Dziesięciu”. Strata niesamowita, pozostaje wielki żal.
– Niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju – tak o Tomku Wieczorku mówi Barbara Baluk, dyrektor Zespołu Szkół Technicznych, w którym pracował. – Zawsze otwarty, pogodny, uśmiechnięty. Takiego go zapamiętamy. Miał ogromne predyspozycje natury przywódczej, potrafił panować nad grupą. Z chęcią prowadził wszelkie rodzaju uroczystości, miał do tego talent. W każdej chwili można było na niego liczyć. Wiele rzeczy robił z pasją, nie dla pieniędzy.

Środa (5 kwietnia), godz. 4.50

O tej porze dla Tomka czas się zatrzymał. Dla ludzi wiecznie uśmiechnięty optymista, wszystkie swoje problemy i zmartwienia tłumił w sobie. Nocą poszedł pod wiadukt, na tory. Szedł spokojnie naprzeciw jadącego pociągu relacji Chełm – Dęblin. Maszynista zeznał później śledczym, że na dźwięk syreny kolejowej mężczyzna odwrócił się, ale nie zszedł z torów – zaczął iść przed pędzącym w jego stronę pojazdem. Zginął na miejscu. Miał 44 lata. Zostawił żonę, osierocił 7-letnią córkę.
W miejscu, w którym doszło do tragedii, pojawiły się zapalone znicze. Bliscy, znajomi i przyjaciele Tomka próbują poradzić sobie z jego stratą. W sobotę (8 kwietnia) tłumy chełmian pożegnały się z nim w trakcie jego ostatniej drogi. Na swój sposób Tomek też się z nimi pożegnał – kilka godzin przed śmiercią zamieścił w internecie krótki, choć wymowny, filmik. (pc, ps)