Czy tym razem sąd uwzględni akt oskarżenia przeciw ukraińskim bandytom?

Sędzia z Lublina nakazał prokuraturze przeprowadzenie badań fonologicznych Ukraińców podejrzanych o brutalne napady na chełmian. Podejrzani odmówili pobrania próbek głosów. Mają do tego prawo i nikt nie może ich do niczego zmusić. Tylko że bez tego trudno będzie ich skazać. Tak wygląda absurd w polskim prawie.

Nawet najstarsi śledczy nie pamiętają, by kiedykolwiek zdarzyła się tak absurdalna sytuacja. W lipcu tego roku, po miesiącach żmudnej pracy i zerowej współpracy z zatrzymanymi, Prokuratura Rejonowa w Chełmie wysłała do Sądu Okręgowego akt oskarżenia przeciwko Oleksandrowi F., Oleksandrowi S. oraz Maksymowi S. Cała trójka, choć się do tego nie przyznaje, ale też nie pamięta, co wtedy robiła, została oskarżona o udział w najbardziej brutalnych w ciągu ostatnich lat napadach na chełmian.

Na kilkudziesięciu stronach aktu prokurator dokładnie opisał ohydne czyny, których mieli dopuścić się Ukraińcy (bicie gumowym młotkiem, podtapianie w wannie, przystawianie wideł, przypalanie skóry rozgrzaną lokówką do włosów oraz żelazkiem, grożenie dziecku). Podkreślił przy tym, że proces będzie miał charakter poszlakowego, bo nie udało się zebrać żadnych śladów DNA na miejscach przestępstw.

„Mamy do czynienia z szeregiem poszlak, które pozwalają na postawienie ich w stan oskarżenia. Ich wyjaśnienia zawierają sprzeczności i nie są prawdziwe nawet co do dat i miejsc przebywania w Polsce, co potwierdzają chociażby połączenia telefoniczne. Jedynie wyjaśnienia braci F. i S. z ostatniej doby przed zatrzymaniem pokrywają się” – czytamy w akcie.

Zdaniem biegłego z zakresu antropologii i profilowania kryminalnego wszystkie rozboje dokonane były przez tę samą grupę około 10 Ukraińców, którzy działali w różnych konfiguracjach, zaś Oleksandr F. może posiadać szczegółowe informacje na temat wszystkich napadów, w Ochoży-Kolonii, Okszowie i na os. Słoneczne w Chełmie, lub być z nimi bezpośrednio związany, Maksym S. – na temat pierwszego napadu, a Oleksandr S. – tylko ostatniego.

Nie wiadomo, kim byli pozostali sprawcy (ustalono jedynie, że czwartym był brat Oleksandra F., nastolatek, którego ze względu na wiek trzeba było wypuścić, a którym miał się zająć sąd rodzinny), a presja społeczna, by sadyści odpowiedzieli za czyny, których się dopuścili, jest ogromna. Jedynie, na czym śledczy mogli się mocniej oprzeć, to zeznania pokrzywdzonych. Pierwsza ofiara rozpoznała głos Oleksandra F., z kolei trzecia bez żadnych wątpliwości wskazała po głosie na Oleksandra S., jako tego, który przypalał żelazkiem i wydawał polecenia. Wszystkie ofiary zgodnie rozpoznały też chropowaty, gardłowy i niski głos, jako należący do Maksyma S.

Ale, ku ogólnemu zaskoczeniu, sędzia, któremu przydzielono sprawę, odesłał akta z powrotem do chełmskiej prokuratury. Nie pomogło nawet zażalenie na jego decyzję. Sąd nakazał śledczym rozszerzyć materiał dowodowy i przeprowadzić badanie fonologiczne. Tyle że Ukraińcy odmówili pobrania próbek głosów. Choć są podejrzanymi w sprawie, a nie świadkami, mogą tak postąpić i nikt nie może ich do niczego zmusić. Bo według polskiego prawa oskarżony w procesie karnym ma obowiązek poddać się oględzinom zewnętrznym ciała oraz innym badaniom niepołączonym z naruszeniem integralności ciała.

Wolno od niego pobrać odciski, fotografować go, okazać jego wizerunek w celach rozpoznawczych, a w razie odmowy zatrzymać i przymusowo doprowadzić, a także stosować wobec niego siłę fizyczną lub środki techniczne służące obezwładnieniu, w zakresie niezbędnym do wykonania danej czynności. Nie zalicza się do tego jednak obowiązek złożenia próbki pisma czy głosu. Ponadto oskarżony w postępowaniu karnym nie ma obowiązku dowodzenia swojej niewinności ani aktywnego uczestniczenia w pozyskiwaniu dowodów na swoją niekorzyść, a skoro tak, to może odmówić dostarczenia próbek głosu do sporządzenia opinii fonoskopijnej.

Śledczy z Chełma dopisali ten fakt do aktu oskarżenia i ponownie kierują go (w poniedziałek, 7 października) do SO w Lublinie. Tym razem sąd musi się już jakoś ustosunkować, tym bardziej, że w areszcie Ukraińcy planowo mają siedzieć do 20 października, a i tak wielokrotnie przedłużano im areszt tymczasowy. Jedno jest pewne, jeśli już dojdzie do procesu, będzie on długi i trudny, a jakikolwiek wyrok by nie zapadł, któraś ze stron z pewnością złoży apelację. (pc)