Dla psiaków straszne Radysy

Gmina Mełgiew zrezygnowała, Świdnik jednak podpisał umowę ze schroniskiem dla bezdomnych psów w… Radysach w województwie warmińsko-mazurskim.
Schronisko dla bezdomnych zwierząt w Radysach na Mazurach od dawna nie ma dobrej prasy. W 2012 roku skontrolowali je inspektorzy Najwyższej Izby Kontroli i wystawili placówce negatywną opinię. Po ich interwencji schronisko przeszło modernizację. Mimo to w internecie co chwilę pojawiają się petycje w sprawie zamknięcia placówki. Bacznie przyglądają się jej również organizacje zajmujące się bezdomnymi zwierzętami i próbują przekonywać poszczególne gminy, żeby nie podpisały umów ze schroniskiem.
Wiosną tego roku taka sytuacja miała miejsce w przypadku gminy Mełgiew. Urzędnicy początkowo planowali, że zabiorą psy odłowione na ich terenie ze schroniska w Krzesimowie i przewiozą je do Radys. Ostatecznie jednak po wielkiej akcji adopcyjnej czworonogom udało się znaleźć nowe domy. Natomiast na bieżący odłów i utrzymanie zwierząt gmina podpisała umowę ze schroniskiem w Nowodworze niedaleko Lubartowa.
Nowej placówki dla bezdomnych psów z terenu Świdnika musieli również szukać urzędnicy z ratusza. Dwa tygodnie temu ogłosili przetarg na to zadanie. Stanął do niego tylko jeden oferent. W minionym tygodniu okazało się, że jest to schronisko w Radysach. W przetargu nie wystartowało Świdnickie Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami prowadzące placówkę w Krzesimowie, bo schronisko jest w trakcie wygaszania. Przestanie działać na początku 2018 roku. Do tego czasu będzie zajmować się tylko psami, które już są w placówce i szukać im nowych domów.

Urzędnicy ze świdnickiego ratusza mają w tym tygodniu podpisać umowę ze schroniskiem na Mazurach. Przedstawiciele Świdnickiego Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami nie kryją emocji. – Jestem tym zbulwersowana – mówi Maria Ferenc, prowadząca schronisko w Krzesimowie. – Radysy to placówka nastawiona na robienie biznesu na bezdomnych zwierzętach.
Przedstawiciele ratusza tłumaczą z kolei, że na wiosnę pracownicy urzędu i Świdnickiego Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami byli w Radysach i nie mają placówce nic do zarzucenia. – Wiosną kontaktowaliśmy się ze schroniskami w całej Polsce, pytając, czy mają wolne miejsca. Na około 50 placówek odpowiedziało nam kilka i większość odmawiała przyjmowania zwierząt odłowionych na naszym terenie. Tylko schronisko w Radysach było zainteresowane – mówi Łukasz Reszka ze świdnickiego urzędu miasta. – 26 kwietnia przedstawiciele urzędu i stowarzyszenia odwiedzili Radysy i opinie po tej wizycie były pozytywne. Placówka po kontroli NIK zrealizowała wszystkie zalecenia i przeszła modernizację. Rekontrola nie wykazała uchybień.
Pozytywnie o wyglądzie schroniska wypowiada się również Maria Gulanowska ze Świdnickiego Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami, ale martwi ją co innego. – Radysy to jest kolos, w którym w kwietniu było ok. 3,5 tys. psów. W dodatku jest oddalone od większych miast, co utrudnia adopcję zwierząt i kontrolowanie, co się z nimi dzieje – mówi Maria Gulanowska. – To jest przedsiębiorstwo nastawione na zarabianie, a nie na opiekę nad psami.

Przedstawiciele Stowarzyszenia zastanawiają się również, jak będzie wyglądała kwestia odławiania psów przez przedstawicieli schroniska, tym bardziej że z Radys do Świdnika jest ponad 320 kilometrów. Okazuje się, że odławianiem zwierząt będzie się zajmował kto inny. – Propozycja jest taka, żeby straż miejska razem z lekarzem weterynarii podejmowały interwencję w ciągu 24 godzin od zgłoszenia o bezdomnym zwierzęciu – mówi Łukasz Reszka. – Po odłowieniu pies zostanie przebadany i zostanie na terenie miasta maksymalnie do trzech tygodni. W tym czasie właściciel będzie miał szansę na odebranie czworonoga. Jeśli się nie zgłosi, pies trafi do schroniska w Radysach.
(kal)