Do pełni szczęścia zabrakło tylko złota

Rok 2000 – Piotr Osiak wraz z byłymi zawodnikami, trenerami i działaczami sekcji bokserskiej świdnickiej Avii podczas 50-lecia klubu, które odbyło się 14 grudnia 2002 roku w nieistniejącej już dzisiaj hali w parku. W pięknym jubileuszu uczestniczyli m.in. Henryk Kukier, Mieczysław Wółkiewicz, Jerzy Wiater, Ryszard Sitkowski i Waldemar Kowalski. Piotr Osiak podczas uroczystości odebrał Złotą Odznakę PZB, którą wręczyli mu Waldemar Zduńczuk, prezes LOZB i Jerzy Kulej, dwukrotny mistrz olimpijski

Piotr Osiak to jedna z najbarwniejszych postaci lubelskiego sportu. Przed 50 laty trzykrotnie stawał na podium Mistrzostw Polski Seniorów w Boksie. Złota jednak nie zdobył, choć zabrakło bardzo niewiele. W ringu stoczył w sumie 125 walk. Dokładnie tyle samo spotkań przesędziował później na… piłkarskich ligowych boiskach. Jego pasją było również pływanie długodystansowe.

Piotr Osiak urodził się 25 września 1949 roku w rodzinie robotniczo-chłopskiej w Gołębiu koło Puław. Gdyby nie to, że był chłopakiem ze wsi, zapewne nigdy nie zostałby bokserem.

– W klasie w techniku mechanicznym przy ulicy Długosza, w którym rozpocząłem naukę jesienią 1963 roku, miałem kolegę Zbyszka Zdurskiego, który strasznie mi dokuczał. On taki miastowy, a ja chłopak ze wsi. W końcu nie wytrzymałem i na jednej z lekcji przyłożyłem mu w nos, aż polała się krew. Tak zaczęła się moja przygoda z boksem – uśmiecha się Piotr Osiak.

Do pięściarstwa na poważnie namówił go kolega ze szkolnego internatu Jacek Szukałczyk.

– Boksował już w szkole i był „gwiazdą”. Chciałem być tak jak on, by na przerwach wszyscy o mnie mówili i pokazywali na mnie palcem: To idzie ten bokser – wyznaje Piotr Osiak i wspomina, że mierzył wtedy niewiele ponad 160 cm.

Pierwszy raz na trening do Domu Żołnierza wybrał się z kolegą w 1966 roku.

– Zajęcia prowadził trener Józef Drewicz. To on nauczył mnie boksu. Później miałem okazję trenować pod okiem Stanisława Bombolewskiego i Henryka Kukiera – kontynuuje Piotr Osiak.

Po raz pierwszy przed publicznością wystąpił, gdy miał niespełna 17 lat, w meczu juniorów Lublinianki z Avią. Walkę wygrał. W następnym pojedynku zaboksował w drużynie Lublina przeciwko Warszawie. Przegrał w hali Koziołek przy ulicy Lubartowskiej z Aleksandrem Wieczorkowskim z Polonii, późniejszym mistrzem Polski juniorów w kat. 71 kg z 1968 r.

– Ta porażka sprawiła, że zaciąłem się na boks, zacząłem trenować jeszcze bardziej intensywnie – przyznaje. Opłaciło się!

W 1967 roku we Włocławku zdobył brązowy medal mistrzostw Polski Juniorów (w tych zawodach jego klubowy kolega z Lublinianki, Marian Samuś, wygrał kat. do 51 kg!).

Rok później był już seniorem i walczył w Lubliniance w spotkaniach o wejście do II lgi, a następnie w ligowych meczach.

W 1969 roku po raz pierwszy pojechał na Mistrzostwa Polski Seniorów i z Mielca przywiózł brązowy medal!

W pierwszej walce pokonał Kazimierza Nolberta z Poznania. W ćwierćfinale zwyciężył 4:1 Grzankę z Krakowa i miał już zagwarantowany co najmniej brązowy medal. Walkę o finał kategorii półśredniej przegrał nieznacznie z finalistą Mistrzostw Polski 1968 Zdzisławem Filipiakiem z Widzewa Łódź, który ostatecznie w pojedynku o złoto, podobnie jak rok wcześniej, musiał uznać wyższość Sylwestra Kaczyńskiego z Legii Warszawa.

Udane występy w mistrzostwach juniorów oraz pierwszy medal w seniorach sprawiły, że młodego pięściarza z Lublina zauważył legendarny Feliks „Papa” Stamm, ojciec największych sukcesów polskiego pięściarstwa. Nie bez znaczenia był też zapewne fakt, że Stammowi w tamtych czasach w kadrze pomagał „ojciec” lubelskiego boksu Stanisław Zalewski. Z panem Stasiem Osiak zresztą przyjaźnił się aż do jego śmierci, w lipca 2001 roku.

– Dla mnie, młodego pięściarza, przebywanie na zgrupowaniu z takimi zawodnikami, jak mistrzowie olimpijscy Jerzy Kulej i Marian Kasprzak, podpatrywanie ich było wielkim przeżyciem – wspomina Piotr Osiak.

Wracając myślami do zgrupowań kadry w Cetniewie, naszemu pięściarzowi przypomina się dość ciekawa historia.

– Pewnego razu w czwartkowe popołudnie z Januszem Gortatem, Świętym ze Śląska i Mieczysławem Paździorem poszliśmy na miasto nieco się odprężyć. We Władysławowie wszyscy nas rozpoznawali, zaczepiali. Wiedzieli że to „chłopcy” Stamma. Wypiliśmy jedno, dwa piwka i zaczęła się awantura z miejscowymi. Wynik takiej konfrontacji z góry był znany. Po powrocie do ośrodka trener Stamm był wściekły. Postanowił, że ukarze dwóch zawodników, Świętego i Paździora, wyrzucając ich ze zgrupowania. Gortata, który był w tej grupie najbardziej obiecujący i mnie, najmłodszego, postanowił oszczędzić. Do tego w „nagrodę” Stamm wystawił mnie do sobotniego meczu w Gdańsku, w którym Wybrzeże zmierzyło się z Dynamem Berlin. Pierwszą rundę boksowało mi się zupełnie nieźle, ale z upływem czasu czułem się coraz gorzej. Na szczęście w drugiej rundzie trafiłem Niemca i pojedynek dobiegł końca. Gdyby walka trwała trzy rundy, zapewne bym przegrał i moja przygoda z kadrą mogła dobiec końca – mówi Piotr Osiak.

Po raz drugi na podium Mistrzostw Polski Seniorów lublinianin stanął w Katowicach, w zawodach rozgrywanych na przełomie sierpnia i września 1971 roku. Znowu sięgnął po brąz. W pierwszej walce odniósł zwycięstwo nad Michałem Puziem z Wrocławia (DQ 3), a w kolejnej pokonał 4:1 Zbigniewa Kickę z Katowic. W ćwierćfinale wygrał na punkty ze Zdzisławem Filipiakiem, rewanżując się zawodnikowi z Łodzi za porażkę sprzed dwóch lat z półfinału z Mielca.

W walce o finał, po zaciętym starciu znowu musiał uznać wyższość rywala, tym razem Józefa Krzywosza z Mazura Ełk.

Choć ponownie był „tylko” brązowy, nadal powoływano go do reprezentacji Polski. 4 listopada 1971 roku stoczył walkę podczas meczu międzypaństwowego we Wrocławiu z Niemiecką Republiką Federalną. Przegrał na punkty z Gunnarem Munchowem. Po pojedynku obaj bokserzy długo ze sobą rozmawiali. Aż trudno w to uwierzyć, ale ich znajomość z ringu przetrwała do dzisiaj.

– Na zaproszenie Gunnara byłem kilkakrotnie w Niemczech. On kilka razy przyjeżdżał także do Lublina. Był między innymi na weselach moich córek – dodaje Piotr Osiak.

Przypomnijmy, że mecz Polacy wygrali 14:6, a w składzie naszej reprezentacji, oprócz Osiaka, boksował między innymi Wiesław Rudkowski, były wicemistrz olimpijski i mistrz Europy, który kilkakrotnie przyjeżdzał do Lublina na zaproszenie Osiaka, gdy ten był prezesem Lubelskiego Okręgowego Związku Bokserskiego.

Piotr Osiak najbliższy wywalczenia mistrzowskiego tytułu w wadze półśredniej był podczas krajowego czempionatu, rozgrywanego od 16 do 23 kwietnia 1972 roku w Nowej Hucie.

W pierwszej walce już w 2. rundzie rozprawił się z Janem Żylińskim z Białegostoku. W ćwierćfinale bez problemów pokonał Walentego Wójcika z Rzeszowa. Jeszcze łatwiejszą przeprawę miał w półfinale, bo rywal Jan Madej z Metalu Tarnów oddał walkę walkowerem.

W finale Osiak zmierzył się z broniącym tytułu Andrzejem Stawskim z Błękitnych Kielce. Niestety, po niezwykle zaciętej i emocjonującej walce sędziowie przyznali wygraną rywalowi.

Czego zabrakło, by wywalczyć upragnione złoto mistrzostw Polski?

– Przy wyrównanej walce mistrz zawsze ma łatwiej. By go pokonać, trzeba być zdecydowanie lepszym, wyraźnie zaznaczać mocnymi ciosami swoją przewagę. Sędziowie tak orzekli, a z ich werdyktami się nie dyskutuje – podsumowuje Piotr Osiak.

W wyniku rozwiązania sekcji bokserskiej WKS Lublinianka Piotr Osiak zasilił lokalnego rywala, świdnicką Avię, w barwach, której boksował do 1976 roku.

– Założyłem sobie, że zawieszę rękawice na kołku, gdy skończę wieczorowe studia w Wyższej Szkole Inżynierskiej w Lublinie. Uczelnię ukończyłem w 1976 roku. Ta decyzja nie podobała się klubowym działaczom Avii. Tak jak większość zawodników, boksujących w świdnickim klubie pracowałem w WSK-PZL na produkcji motocykli i to nie tylko na papierze, jak co poniektórzy. Mój kierownik Bogdan Tomczak dostał polecenie z klubu i miał mi tak dać w kość, żeby mi się odechciało pracować i bym jak najszybciej wrócił do boksu. Zdania nie zmieniłem – mówi.

Piotr Osiak boksował w sumie przez 10 lat. Stoczył 125 walk, z których blisko setkę wygrał! Z ringu schodził pokonany 21 razy, kilka pojedynków zremisował. Do boksu wrócił po blisko 35. latach. W 2010 roku został prezesem LOZB i trzeba przyznać, że kierowanie związkiem przez jedną kadencję, gdy piastował funkcję sternika LOZB, szło mu sprawnie. Okręg lubelski w 2011 roku był organizatorem finałów Mistrzostw Polski Juniorów, a dwa lata później, po raz pierwszy w historii, Mistrzostw Polski Kobiet. Osiak zadbał też o należytą rangę Memoriału Stanisława Zalewskiego. Wymyślił Stanisławy, nagrody-statuetki przyznawane przy okazji zawodów osobom zasłużonym dla lubelskiego pięściarstwa. Odbudował w okręgu także struktury sędziowskie.

Przedstawiając sylwetkę Piotra Osiaka, nie można zapominać o tym, że po zakończeniu kariery pięściarskiej został sędzią piłkarskim. Przesędziował 125 spotkań, czyli dokładnie tyle samo, ile stoczył walk w ringu.

Z powodzeniem startował również w pływackich maratonach, m.in. na Zalewie Zemborzyckim i to z sukcesami!

W lubelskim sporcie Piotr Osiak zawsze będzie jednak kojarzony z boksem, w którym odnosił sukcesy. Krzysztof Basiński