Doktor na telefon

Telefonicznie albo za pośrednictwem internetu możemy zwrócić się o poradę do swojego lekarza rodzinnego. Minister zdrowia właśnie „doprecyzował” przepisy, które umożliwiają zdalny kontakt z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej. Ale konia z rzędem temu, kto wiedział, że jest taka możliwość i jak w praktyce wygląda. Bo sami lekarze tego nie wiedzą.

1 listopada weszło w życie rozporządzenie ministra zdrowia, zmieniające rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej. Do zapisów o poradach lekarskich udzielanych pacjentom w bezpośrednim kontakcie w warunkach ambulatoryjnych (w podstawowej opiece zdrowotnej oraz nocnej i świątecznej opiece medycznej) dodano zapis o możliwości udzielania porad na odległość za pomocą systemów teleinformatycznych lub systemów łączności.

Ta sama zmiana dotyczy pielęgniarek i położnych pracujących w POZ. One też mogą udzielać „teleporad”. Wygląda na to, że gdy nas coś boli, to możemy o tym porozmawiać z doktorem telefonicznie. A czy możemy wysłać mu zdjęcie zmiany na skórze albo nagrać kaszel, by ocenił czy jest się czym przejmować? No właśnie – tu zaczynają się schody.

Andrzej Ziębakowski, lekarz z Zawadówki, mówi, że doradzał pacjentom przez telefon.

– Jeśli lekarz ma doświadczenie i przede wszystkim zna pacjenta, to w pewnych sytuacjach może mu pomóc przez telefon, np. doradzić dawkowanie przepisanego wcześniej leku, ale samego leczenia przez telefon unikałbym – mówi i podaje przykład, gdy poradził swojej mamie, która mieszka daleko i nie jest jego pacjentką. – Moja diagnoza nie była trafiona i mama musiała udać się do swojego lekarza rodzinnego. Ale miałem też przypadek, że pacjent przez telefon skarżył się na skoki ciśnienia. I na szczęście kazałem przyjechać mu do ośrodka zdrowia. Po badaniach i skierowaniu na prześwietlenie okazało się, że miał guza mózgu.

Ziębakowski mówi, że nie oceniałby przez telefon np. zmian skórnych, bo opis pacjenta może odbiegać od rzeczywistości. – I „zwykła” krostka okazuje się czyrakiem wymagającym określonych leków – mówi.

Rozporządzenie ministra nie precyzuje, jakiego rodzaju porad można udzielać telefonicznie. Nie mówi też, jak takie porady mają wyglądać od strony technicznej, czyli np. w jaki sposób i w jakich godzinach mają być udzielane. Bo chyba lekarz badający pacjenta na miejscu nie będzie rzucał wszystkiego, gdy zadzwoni telefon, albo przyjdzie e-mail?

Narodowy Fundusz Zdrowia, z którym lekarze rodzinni podpisują umowy w ramach POZ przerzuca w tej kwestii odpowiedzialność na doktorów.
– Przychodnie POZ powinny podjąć skuteczne działania organizacyjne, które umożliwią pacjentom korzystanie z porad „na telefon” a o przyjętych rozwiązaniach pacjenci powinni być poinformowani przez placówki medyczne w sposób powszechnie przyjęty, w szczególności poprzez wywieszenie stosownej informacji w miejscach udzielania świadczeń lub opublikowanie na swoich stronach internetowych – informuje Małgorzata Bartoszek, rzecznik prasowy Lubelskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ.

Byliśmy przed tygodniem w dwóch ośrodkach zdrowia w Chełmie i w żadnym informacji na temat „teleporad” nie dostrzegliśmy.

O nowe rozporządzenie i zasady funkcjonowania porad na odległość zapytaliśmy ministerstwo zdrowia. Ale odpowiedź nie rozwiała piętrzących się wątpliwości. Zdaniem biura prasowego nowe rozporządzenie jedynie doprecyzowuje możliwość udzielania świadczeń zdrowotnych za pośrednictwem systemów teleinformatycznych lub systemów łączności w podstawowej opiece zdrowotnej.

– Możliwość udzielania świadczeń zdrowotnych za pośrednictwem narzędzi teleinformatycznych ma zadanie pomóc w profilaktyce lub terapii pacjentów, a nie zastąpić kontakt lekarza z pacjentem – informuje Sylwia Wądrzyk, dyrektor biura komunikacji w ministerstwie zdrowia. Urzędnicy ministra przekonują też, że udzielanie „teleporad” nie jest w zasadzie niczym nowym.

– Mnie, jako osobę zarządzającą, zastanawia też inna sprawa – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. medycznych w chełmskim szpitalu, który od kilku lat ma także POZ. – Jak jest z odpowiedzialnością za porady udzielane przez telefon? Przecież prawdopodobieństwo pomyłki w diagnozie na odległość jest znacznie większe niż wtedy, gdy widzimy pacjenta.

Czy nie spowoduje to wysypu roszczeń wobec placówek służby zdrowia, które takich porad udzielają? Jak zweryfikować czy ten, który dzwoni, jest tym za kogo się podaje? Jak będzie z ewidencjonowaniem takich porad? Pacjent, który korzysta z porady lekarza rodzinnego, rejestruje się, jego wizyta odnotowana jest w karcie, ma w niej zapisane np. dawkowanie leku, przebieg choroby, diagnozę czy inne informacje. A co z takim telepacjentem?

L. Litwin zastanawia się też czy zdalną poradę traktować tak jak pełnoprawną. Czy wpisywać w dokumentację medyczną i jak rozliczać. – Bo jeśli lekarz np. dostaje pieniądze od udzielonej porady, to może zechce dodatkowych pieniędzy także za telepracę? – zastanawia się. – To usprawnienie rodzi coraz więcej pytań.

Ale prawdziwe problemy zaczną się, gdy o możliwości teleporad dowiedzą się pacjenci i zechcą szeroko korzystać z nowego, przysługującego im prawa. Będę skarżyć się na swoich lekarzy rodzinnych, do których nie będą w stanie się dodzwonić. I krytykować takie „usprawnienie”, gdy doktorzy, tak na wszelki wypadek – asekuracyjnie, będą zapraszać ich jednak do osobistej wizyty. (bf)