Drewno ważniejsze od ludzi

Od kilkunastu dni dwie rodziny z Majdanu Stuleńskiego (gm. Wola Uhruska) są niemal odcięte od świata. Wszystko przez firmę, która przy okazji wycinki drewna doszczętnie zniszczyła drogę. Zwykłym samochodem przejechać się nie da. Przekonało się o tym już kilku kierowców, a nawet proboszcz, który w trakcie kolędy utknął w bagnie.

Polna dróżka wiodąca do dwóch domów w Majdanie Stuleńskim przypomina bardziej szlak rajdu przeprawowego niż gminną drogę. Koleiny, głębokie błoto i kilka miejsc, gdzie nawet piechotą ciężko jest się przeprawić, to teraz na niej obrazek powszechny. A jeszcze kilka miesięcy temu była to szeroka, stabilna i równa dróżka, którą wiódł szlak rowerowy. Jej oblicze całkowicie zmieniło się tuż przed Bożym Narodzeniem za sprawą firmy, która na zlecenie nadleśnictwa prowadziła wyręb lasu nieopodal domu pana Zbigniewa. – Dodatnie temperatury, opady i ciężki sprzęt w mig sprawiły, że z drogi zrobiło się bagno – mówi. – Praktycznie z dnia na dzień zostaliśmy odcięci od świata, bo przejechać dało się tylko ciągnikiem albo terenówką. Oczywiście zgłosiliśmy sprawę do gminy. Reakcja była bardzo szybka, bo na wizję lokalną przyjechali wicewójt, pracownicy Urzędu Gminy a nawet dyrektor szkoły w Woli Uhruskiej, do której chodzi mój niepełnosprawny syn, ponieważ bus dowożący go z i do szkoły nie mógł do nas dotrzeć. Wszyscy byli jednogłośni, że trzeba coś z tym zrobić i jeszcze przed sylwestrem przysłano koparkę, która drogę wyrównała. Niestety, już po Nowym Roku drwale wrócili i teraz jest jeszcze gorzej – zżyma się pan Zbigniew. Z powodu braku perspektyw na szybkie osuszenie drogi nasz rozmówca zaopatrzył się w jedyne słuszne rozwiązanie – samochód terenowy. – Ja sobie poradzę, ale obok mieszka samotna starsza pani, do której w razie potrzeby nie dojedzie ani straż ani pogotowie, a jej bliscy mają problem z dowiezieniem zakupów – dodaje pan Zbigniew.
Niestety, wszystko wskazuje na to, że droga nieprzejezdną pozostanie do wiosny, a na pewno do czasu mrozów. – Winowajcą jest zakład usług leśnych, który działa na zlecenie nadleśnictwa – mówi Leszek Jóźwiak, wicewójt gminy Wola Uhruska. – Ich ciężki sprzęt niszczy drogę, a my nic nie możemy na to poradzić, bo to przecież droga publiczna i każdy może z niej korzystać, a stawianie zakazów mija się z celem, gdy nie ma kto ich respektować. Wprawdzie przed sylwestrem próbowaliśmy sytuację trochę naprawić, ale dopóki ziemia jest rozmoknięta, żadne starania nie przyniosą efektu, a nawet przeciwnie, pogorszą tylko sytuację. Dlatego wstrzymujemy się z naprawą drogi do wiosny, gdy droga osuszy się na tyle, że będzie można na nią wjechać ciężarówką z piachem, czy żwirem. Sytuacja tych ludzi jest na tyle dobra, że mają możliwość dojechania do domów drogą przez las. Jest ona jednak dłuższa i tylko trochę bardziej komfortowa od tej normalnej. Niestety, nic nie możemy poradzić oprócz zwrócenia się do firmy o odrobinę zdrowego rozsądku i nie wjeżdżanie ciężkim sprzętem do lasu, choć zdaję sobie sprawę, że wielkiego skutku to nie przyniesie – dodaje Jóźwiak. (bm)