Gadał jak najęty

Na posiedzeniu komisji zdrowia, rodziny i ochrony środowiska telefon komórkowy radnego Ryszarda Dżamana rozgrzał się niemal do czerwoności. Radny zamiast opuścić salę, rozmawiał przez komórkę jak nakręcony, a na uwagi przewodniczącej Joanny Lis, reagował śmiechem.

Radnym bardzo trudno rozstać się z telefonami komórkowymi nawet na jeden raz w miesiącu, kiedy powinni wytężać umysły podczas sesji. Za drzwiami sali obrad zostawiają sprawy pilne do załatwienia. Czy przez cztery godziny w miesiącu tych spraw naprawdę nie można odłożyć?
Na posiedzeniach rady miasta nie wszyscy radni wyciszają lub wyłączają swoje telefony komórkowe. Jedni, gdy komórka zadzwoni, potrafią wyjść z sali, by nie przeszkadzać pozostałym, inni zaś, aby się ukryć, przyjmują przedziwne pozycje i starają się po cichu krótko porozmawiać. Są jednak też tacy, którzy zapominają, że uczestniczą w posiedzeniu rady miasta i gadają przez telefon jak nakręceni. Przy okazji przeszkadzają innym.
Na ostatnim posiedzeniu komisji zdrowia, rodziny i ochrony środowiska o tym, że trwają obrady najwyraźniej zapomniał Ryszard Dżaman. Odebrał telefon i przez kilka minut rozmawiał tak głośno, że inni radni oraz osoby zaproszone mieli problem ze zrozumieniem tego, o czym mówili urzędnicy. W końcu radnemu uwagę zwróciła przewodnicząca komisji Joanna Lis. Dżaman, zamiast przeprosić i wyjść z sali, śmiał się i dalej prowadził rozmowę.
Dobry obyczaj nakazuje wyłączyć przed sesją komórkę. W końcu podatnicy radnemu Dżamanowi płacą diety nie po to, by ten rozmawiał na posiedzeniach rady przez telefon. A może w przyszłości należałoby na drzwiach sali obrad umieścić odpowiedni znak zakazujący rozmów przez komórki w trakcie sesji czy komisji? (s)