Głośno i kolorowo – bo na ludowo

Jarmark Jagielloński w Lublinie zdominował życie miasta w miniony weekend. Od piątku do niedzieli (16-18 sierpnia) Stare Miasto i jego pobliże emanowało tradycyjną kulturą i sztuką. Koncertowali też wspólnie mistrzowie muzyki tradycyjnej i gwiazdy polskiej estrady.

Program składał się z ponad 100 wydarzeń, a imprezie patronowała… pszczoła

Jak co roku Jarmark zaczął się od kury… ruchomego jej pomnika z blachy miedzianej ponad 2-metrowej wysokości. Parada wokół niej na uliczkach Starego Miasta odbywała się kilkakroć w ciągu każdego dnia. Okalała ją grupa artystów rodzimej Fundacji Sztukmistrze tryskających humorem sytuacyjnym, dających popisy akrobatyki, żonglerki płonącymi maczugami a nawet koszykami.

Towarzyszył im 6-osobowy zespół Orquestrina Trama z Hiszpanii grając rytmy inspirowane tradycją Pirenejów, kraju Basków, Aragonii i Andory. Objazdowy spektakl rozpoczynał swój tour przed Trybunałem Koronnym a kończył u wrót Zamku. Cóż, w tym roku było bez charyzmatycznego wodzireja, bez energetycznych bębniarzy i kobziarzy – to już nie ta sama kura…

Ów barwny korowód z trudem przeciskał się między straganami pełnymi rękodzieła i sztuki ludowej. Kramy rzemieślników oferowały asortyment od kowalstwa przez ceramikę, plecionkarstwo, koronki, wyszywanki, stroje ludowe aż po wszelkie ozdoby i zabawki. Ponadto wszechobecne świątki, dewocjonalia. Obok polskich twórców byli też Białorusini i Węgrzy, Słowacy i Ukraińcy. Również Litwini – w ramach 450, rocznicy Unii: wprost przed ratuszem, symbolicznie rozłożyli swój warsztat Egidiju i Audra – małżeństwo kowali artystycznych z Wilna.

O kramach z jadłem i napitkiem staropolskim już nie wspomnę – w ich obfitości można by to uznać za nieprzyzwoite. Wiele z tych stoisk uginało się pod garncami z miodem i innymi smakołykami, które zawdzięczamy małym pracowitym owadom – bowiem ich kultura i dorobek były hasłem tegorocznej imprezy.

Co krok akcenty pszczele

Takim też była (i jest, bo nadal działa) wystawa „Miodem płynące” – opowieść o doskonałości natury, o idealnych owadach, o pięknie i szlachetnej materii, którą tworzą. Jej autor Stanisław Brach – artysta z Krakowa, w sposób wysublimowany przetwarza wątki związane z życiem i światem pszczół, a idea jego projektu wykracza daleko poza doznania estetyczne. Porcelana, która stanowi główny materiał instalacji, nawiązuje do doskonałości struktur budowanych przez owady. Jednocześnie zwraca uwagę na „kruchość” gatunku pszczół, eksploatowanych i niszczonych przez człowieka. Wystawę można oglądać nadal, do 14 września czynną w godz. 14-18 od wtorku do soboty (Galeria Gardzienice, ul. Grodzka 5a).

O niezwykłym świecie pszczół słyszeliśmy w trakcie spotkań otwartych pt. „Be with bee” w auli klasztoru dominikanów. Prowadzili je wykładowcy Letniej Szkoły Pszczelarstwa: Marcin Sudziński i Elżbieta Gajowiak. Z kolei Katarzyna Jagiełło (Greenpeace Polska) mówiła o działaniach w kwestii ochrony pszczół i popularyzacji wiedzy na ich temat. Nie zabrakło degustacji miodów.

W sobotę i niedzielę sala widowiskowa Warsztatów Kultury była miejscem pokazu filmów z pszczołą w roli głównej: od kilku dokumentów przyrodoznawczych po film fabularny o sielskim życiu na prowincji.

Muzyczne akcenty Jarmarku

W piątek na dziedzińcu Zamku przeżyliśmy unikalny w skali kraju koncert. „Re:tradycja” to produkcja Warsztatów Kultury, w ramach której artyści znani ze współczesnej sceny muzycznej spotykają się w repertuarze muzyki ludowej z jej codziennymi wykonawcami. Powstaje w ten sposób zupełnie nowa artystycznie jakość. Tak też było i tego wieczora. Koncert rozpoczęli Adam Bałdych (skrzypce) i Krzysztof Dys (fortepian) grający razem z Kapelą Jana Kmity – konfrontując wzajemnie raz to nowoczesne frazy stylizowane na ludowo, raz to oryginalne brzmienia weselnej kapeli. Następnie scenę ozdobiły urocze seniorki z Zespołu Śpiewaczego Dobrowoda (Podlasie), z którymi współbrzmiała na swój aktorski sposób Katarzyna Groniec.

Zjawiskowo zaprezentowała się pieśniarka Janiną Pydo (Biłgoraj) w towarzystwie swojej kapeli. Temat jej piosenek podchwycili Dorota (mocny, etniczny wokal) i Henryk Miśkiewicz (klarnet i saksofony). Wspólnie śpiewając i muzykując wciągnęli do zabawy wielu (z około 2 tys.) widzów koncertu. Jak zauważają internauci „pani Janina dała czadu, zwłaszcza w ostatniej solówce”. Jej śmiały tekst o uciechach wiejskiej dziewczyny wzbudził entuzjazm publiczności, występ nagrodzono brawami na stojąco.
Tego sukcesu nie podzieliła Monika Brodka zapowiadana jako głośny finał wieczoru. Jej mix wokalny z Barbarą Biegun – śpiewaczką z Beskidu Żywieckiego nie dawał już takich przeżyć, no, może poza jednym utworem. I stanowczo zbyt krótko – słychać opinie z widowni. Za to towarzysząca im Kapela Ficek-Blachura dała świetny dźwiękowy collage góralszczyzny i „nizin” – patrząc na mapę Polski.

Głośno i wyraziście

…akcentowali swą tożsamość ludową cudzoziemscy goście. W sobotę za sprawą członków grupy Rodopi Ensemble dziedziniec Zamku Lubelskiego pulsował rytmem społeczności greckiej mieszkającej na terenie Tracji i Azji Mniejszej. To miejsce na styku kulturowych szlaków: północ-południe i wschód-zachód jest ponoć domem antycznych herosów, bogów. Szczególnie dobrze znane z kultu Dionizosa – boga wina, płodności, rozkoszy. Potwierdził to autentyzm w przekazie Greków, muzyce z serc płynącej. Ich etniczne skrzypce, kobza, mandolina, keyboard i bębenki porwały wielu słuchaczy do spontanicznego tańca.

W chwilę później inny już ogień na tejże scenie. Kwartet ‘Ndiaz z francuskiej Bretanii z siłą big-bandu pokazał kto jest muzyczną gwiazdą Jarmarku: Youn Kamm swą trąbką dał nam odczuć atmosferę fiesty, Timothee dowiódł, że jego saksofony wibrują we wszelkich możliwych tonacjach, Yann Corre miał akordeon zanurzony w brazylijskim forrň, a Jerome Kerihuel bębnił niespotykaną techniką perkusyjną. To tylko kwartet, zaś cały zamek był pełen muzyki… A odpowiedź widowni? Kilka setek ludzi hula w pląsach na kamiennym dziedzińcu. Francuzi urzeczeni odbiorem wielokrotnie bisują, publiczność szczęśliwie zmęczona…

Kto chciał kończyć każdy dzień Jarmarku z głośnym przytupem korzystał z zaproszeń na tradycyjną potańcówkę przy placu Dominikańskim. W piątek grała tu dla nas Orkiestra Jarmarku Jagiellońskiego, w dalsze wieczory m.in. Kapela Butrynów, Kapela Zwykli Ludzie oraz Kapela Dobrzeliniacy. Tysiące ludzi (na przemian) korzystało z okazji by gromadnie kręcić oberki, mazurki, kujawiaki. Niemal do rana.

W tym roku Jarmark nie był już tak „na bogato”. – Ach, gdzież ci rycerze i średniowieczni muzykanci, jak przed kilku laty, gdzie tamten klimat? – pyta ktoś dużej grupy warszawiaków zagadniętych o wrażenia.

Wdrożono nowinki organizacyjne – np. zamknięcie dla ruchu pojazdów na całe dnie ul. Królewskiej. I z punktu widzenia kierowców można było mieć obawy, że Jarmark sparaliżuje życie w śródmieściu. Jednak nie, to decyzja korzystna dla 100-tysięcznej imprezy skoncentrowanej na tym właśnie odcinku.

Marek Rybołowicz