Gorzki smak pandemii

Producent legendarnych agarków i miętowych dropsów i jedyny w regionie zakład pracy chronionej, firma SPIN, znalazł się w tragicznej sytuacji. Nie dość, że od lat refundacja do stanowisk pracy dla osób niepełnosprawnych stoi w miejscu, a płaca minimalna rośnie, to teraz pandemia ograniczyła produkcję i wręcz zdemolowała handel słodyczami. Los kilkudziesięciu pracowników, osób poważnie doświadczonych przez los, zawisł na włosku. Bez tej firmy sobie nie poradzą.

Spółdzielnię Pracy Inwalidów SPIN znają nie tylko chełmianie. Od kilkudziesięciu lat firma zajmuje się produkcją cukierniczą. A smak jej agarków i miętowych dropsów znają całe pokolenia. Słodkości ze SPIN-u są wyjątkowe, bo pozbawione konserwantów, ulepszaczy i produkowane wyłącznie z naturalnych składników. Ale firma jest wyjątkowa także z innego powodu.

To jedyny w regionie zakład pracy chronionej. Spora grupa pracowników SPIN porusza się na wózkach inwalidzkich albo o kulach. Ponad 85 proc. załogi stanowią osoby niepełnosprawne. Takie, dla których nie ma miejsca w innych zakładach. Bo te albo nie chcą zatrudniać osób niepełnosprawnych, albo nie mają ku temu warunków. Utrzymaniu miejsc pracy osób niepełnosprawnych nie sprzyja też państwo.

Za niskie dopłaty

Koszty, jakie ponosi SPIN zatrudniając niepełnosprawnych (w związku ze statusem zakładu pracy chronionej), są inne niż w standardowej firmie.

– Nasi pracownicy, ze znacznym i umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, pracują w systemie siedmiogodzinnym, mają dodatkową przerwę w pracy i prawo do dziesięciu dni dodatkowego urlopu rehabilitacyjnego – mówi Leszek Bajkowski, prezes SPIN.

Firma musi zabezpieczyć własną przychodnię opieki zdrowotnej, czyli opłacić pielęgniarkę i lekarza. Miejsca pracy są specjalnie przystosowane dla osób niepełnosprawnych poruszających się na wózkach i kulach. To wszystko ogromnie podnosi koszty pracy i dlatego Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych dopłaca do pensji pracowników w zakładach pracy chronionej. Stawki zależą od stopnia niepełnosprawności i schorzenia. Dopłaty powinny rekompensować ponadprzeciętne koszty ponoszone przez firmy, ale od 2014 roku stawki nie były waloryzowane.

– Były ustalone od ówczesnych pensji minimalnych a te przez ostatnie sześć lat sporo wzrosły – mówi prezes Bajkowski.

Pensja minimalna w 2014 roku wynosiła 1680 zł brutto. Od stycznia tego roku to już 2600 zł. W 2021 roku rząd obiecał podnieść minimalną płacę do 3000 zł a od 2023 roku ma ona wynosić już 4 tys. zł. Co stanie się ze spółdzielnią, która już dzisiaj ma ogromne problemy finansowe?

– Niestety, mimo działań organizacji zrzeszających osoby niepełnosprawne, monitów do parlamentarzystów, rzecznika osób niepełnosprawnych w rządzie, temat nie spotyka się z odzewem – mówi Bajkowski. – Stąd też w ostatnich latach dziesiątki zakładów pracy chronionej przestało istnieć.

Wirus podcina nogi

Chełmska firma ratuje się, jak może. Ograniczała koszty, sprzedała część swojego majątku, m.in. działkę po ośrodku wczasowym nad Jeziorem Białym i część hal, które wynajmowała od niej przez lata inna lokalna firma. Ale pandemia koronawirusa, do której doszło w ostatnich tygodniach, może zupełnie dobić producenta słodyczy.

– Przez całe zamieszanie z wirusem musieliśmy wstrzymać produkcję na dwa tygodnie – mówi L. Bajkowski. – Wszystkie firmy siedzą na bombie. Sytuacja jest ciężka, bo przedstawiciele handlowi nie są wpuszczani do sklepów. Hurtownie ograniczają zamówienia, bo słodycze nie są przecież artykułami pierwszej potrzeby. Tak jak wszyscy staramy się przetrwać ten trudny okres. Po przerwie na chwilę wracamy z produkcją, żeby mieć jakieś stany magazynowe w razie ewentualnych zamówień. Ale obawiamy się o to, co będzie.

Chodzi zwłaszcza o pracowników. Niektóre firmy, z powodu pandemii, już zaczęły redukcję zatrudnienia. Z niemal 60-osobowej załogi SPIN, 85 proc. ma orzeczenie o niepełnosprawności. Ze względu na ich choroby większość nie ma szans na znalezienie pracy poza rynkiem chronionym. A SPIN daje im możliwość nie tylko utrzymania się i zarabiania na chleb, ale szansę na rehabilitację poprzez pracę, zapewnienie kontaktu z innymi ludźmi, co jest niezwykle ważne w przypadku osób niepełnosprawnych.

Tarcza muska problem

Specjalnego wsparcia dla zakładów pracy chronionej nie przewiduje też, przegłosowana przed tygodniem przez parlament, tarcza antykryzysowa. Co prawda na trzy miesiące podnosi kwoty miesięcznego dofinansowania do wynagrodzeń pracowników, ale o minimalne kwoty. Być może dałoby to sensowny efekt, gdyby stawki były liczone od dzisiejszej płacy minimalnej, a nie tej sprzed sześciu lat.

Wsparcie dla chełmskiej firmy powinni zaoferować lokalni włodarze i parlamentarzyści. Prezydent Chełma Jakub Banaszek wydaje się mieć bardzo dobre kontakty w ministerstwach i rządzie. Mógłby zwrócić uwagę decydentów na problemy chełmskiego producenta.

– Agarek to mój ulubiony cukierek, którym częstowali mnie dziadkowie i którego całe pudełko zawiozłem kiedyś wicepremierowi Jarosławowi Gowinowi – zaskoczył nas prezydent. – Przeanalizuję tę sytuację i zwrócę się do odpowiednich osób, m.in. do minister Jadwigi Emilewicz z prośbą o przyjrzenie się tej sprawie. Zrobię, co mogę, bo to rzeczywiście poważna sprawa, która dotyka wyjątkową firmę i wyjątkową grupę ludzi.

Wspierajmy firmy w kryzysie

Skutki pandemii odczuje sporo firm. O to, by je wspierać, prezydent zabiega m.in. w Internecie, promując akcję „Żyj po chełmsku – wspieraj lokalne firmy”.

– Akcja to zarówno wyjście naprzeciw problemom chełmian, którzy mają ograniczony dostęp do towarów lub usług, jak również wsparcie działalności lokalnych firm w tych wyjątkowych okolicznościach – pisze na swoim profilu facebookowym J. Banaszek.

Z inicjatywy prezydenta powstaje baza chełmskich przedsiębiorców, którzy oferują swoje produkty zdalnie lub z dowozem do mieszkańców, np. restauracje, sklepy, kwiaciarnie, szkoły edukacyjne itp.

A my zachęcamy dodatkowo, by – robiąc zakupy w sklepach stacjonarnych – zwracać uwagę na to, skąd pochodzą kupowane przez nas produkty. Część tych najpotrzebniejszych, np. nabiał i pieczywo, wytwarzane są przecież na miejscu. A gdy najdzie nas ochota na coś słodkiego, to poszukajmy na półce wspomnianych agarków lub innych cukierków z szerokiego asortymentu spółdzielni SPIN. Będą smakować jeszcze bardziej, gdy pomyślimy, że kupując lokalny produkt wspieramy lokalną firmę. (bf)