Gruźlica, borelioza, HIV i oporni rodzice

Według raportu o stanie bezpieczeństwa sanitarnego Chełma alarmująco wzrosła liczba zachorowań na gruźlicę, boreliozę, ospę wietrzną, zarejestrowano nowe zakażenia HIV. Przez tzw. „opornych” rodziców, czyli tych, którzy nie szczepią swoich pociech, dramatycznie spadł odsetek dzieci zaszczepionych na odrę. Wynosi 96,7 proc., a jeśli spadnie poniżej 95 grozi nam epidemia. – „Zarąbię, jeśli zaszczepisz” – miała powiedzieć jedna z matek z tzw. ruchu antyszczepionkowców.

Według raportu o stanie bezpieczeństwa sanitarnego Chełma za 2018 rok sytuacja epidemiologiczna w Chełmie jest jeszcze „stabilna”, ale niektóre wskaźniki są bardzo alarmujące. Chodzi przede wszystkim o bardzo duży wzrost zachorowalności na gruźlicę.

W 2017 odnotowano w powiecie chełmskim 5 przypadków tej choroby, a w 2018 roku było ich już 13. Kolejne alarmujące statystyki dotyczą boreliozy, na którą choruje coraz więcej osób. Na 191 ognisk chorób zakaźnych odnotowanych w 2018 roku w powiecie chełmskim większość stanowiły właśnie zachorowania na boreliozę – 88 (w 2017 r. – 75).

– Na boreliozę nie ma szczepionki – mówiła podczas komisji rodziny, zdrowia i ochrony środowiska Elżbieta Kuryk, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie. – To bardzo podstępna choroba, która może rozwijać się latami, nie dając wyraźnych objawów albo takie, na które pacjent nawet nie zwraca uwagi. Choroba może dać o sobie znać nawet po kilkudziesięciu latach od ugryzienia przez kleszcza.

Lepsza diagnostyka i świadomość społeczeństwa odnośnie boreliozy przekłada się na większą rozpoznawalność tej choroby. Niestety, odnotowujemy też duże ilości gruźlicy. Pocieszające jest to, że na razie gruźlicę odnotowywaliśmy nie u dzieci, a tylko u dorosłych – głównie nadużywających alkoholu.

Także rekordowy w ostatnich latach jest wzrost zachorowań na ospę wietrzną. W 2018 r. stwierdzono ją u 227 osób (w 2017 r. – 219). Zarejestrowano też dwa nowe zakażenia HIV, podczas gdy w 2017 r. tego typu „ujawnień” nie było. Nastąpił wzrost zachorowań na wirusowe zakażenia jelitowe i płonicę.

Wystąpiły pojedyncze przypadki kiły, wzw typu ostrego, bakteryjnego i wirusowego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych. Nie odnotowano za to zachorowań m.in. na dur brzuszny, błonicę, krztusiec, różyczkę, czerwonkę, epec, tężec, świnkę, toksoplazmozę, włośnicę, aids, rzeżączkę, inwazyjną chorobę meningokokową czy pneumokokową.

Zarąbię, jak zaszczepisz

Dyrektor Kuryk z niepokojem patrzy na statystyki dotyczące szczepień ochronnych dla dzieci. W przypadku odry, świnki i różyczki wskaźnik zaszczepiania, czyli tzw. procent uodpornienia dzieci i młodzieży, od kilku lat znacząco spada. W 2016 roku wynosił 98,8 proc., w 2017 r. – 97,4 proc., a w 2018 roku spadł już do 96,7 proc. Dyrektor Kuryk mówi, że gdy odsetek ten spadnie poniżej 95 proc. to może zacząć się szerzyć epidemia.

W 2018 r. chełmski sanepid nie odnotował ani jednego przypadku odry (18-letni Ukrainiec, uczeń, którego w listopadzie ub.r. leczono na odrę w chełmskim szpitalu był mieszkańcem powiatu włodawskiego).

W tym roku statystyki te na pewno nie będą już tak optymistyczne, bo dwa tygodnie temu pierwszy od kilkudziesięciu lat przypadek odry stwierdzono u mieszkańca powiatu chełmskiego (2-letniego dziecka). Chorobę tę prawdopodobnie „przywleczono” z Ukrainy. Sytuacja ta niepokoi także chełmskich radnych.

– W naszych szkołach uczy się bardzo dużo młodzieży ukraińskiej. Czy oni się szczepili? Czy sanepid ma nad tym kontrolę? – pytała radna Irena Machowicz. – Jestem pielęgniarką z punktu szczepień. Chciałabym też wiedzieć, jakie są postępowania wobec rodziców, którzy nie szczepią dzieci.

Dyrektor Kuryk poinformowała, że sprawdzono, czy ukraińscy uczniowie w szkołach w Chełmie i w powiecie chełmskim, byli szczepieni. Przyznaje, że były problemy z pozyskaniem świadczących o tym dokumentów, ale ostatecznie udało się to zweryfikować.

– To prawda, że uczy się u nas sporo dzieci i młodzieży z Ukrainy i bardzo obawiamy się zawleczenia odry z Ukrainy – mówiła dyrektor Kuryk. – Ukraińscy uczniowie, którzy nie byli zaszczepieni, zostali przez nas nieodpłatnie zaszczepieni.

Jeśli chodzi o tak zwanych rodziców „opornych”, czyli takich, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci, to toczy się obecnie wobec nich ponad sto postępowań. To dla nas bolesne. Szczepienia są tak ogromnym dobrodziejstwem, że każdy powinien z nich korzystać. Szkoda mi tych rodziców, którzy tego nie robią.

Pozostają pod wpływem jakiś szumów medialnych. Mają zamieszanie w głowie, bo nie wierzę, że wynika to z ich złej woli. Rodzice ci czasem wymagają, aby podpisać im oświadczenie, że u ich dziecka nie wystąpią powikłania poszczepienne. Takiej gwarancji nikt – ani lekarz ani producent szczepionki – nie może dać. Od wielu lat pracuję w sanepidzie i nie było u nas ani jednego ciężkiego powikłania poszczepiennego.

Dyrektor Kuryk przytoczyła słowa jednej z matek z powiatu chełmskiego. Kobieta miała powiedzieć „jeśli zaszczepisz moje dziecko, to cię zarąbię”. Radny Tomasz Otkała dopytywał, czy dyrektorzy chełmskich przedszkoli mają wiedzą, które dzieci nie zostały zaszczepione.

– Rodzice nie muszą informować o tym dyrektorów. Niektóre miasta podejmują decyzje o obowiązku informowania w tej sprawie, ale u nas tego nie ma – odpowiedziała dyrektor Kuryk.

Do tematu odniósł się też Mariusz Żabiński, dyrektor MSP ZOZ w Chełmie, relacjonując efekt programów zdrowotnych realizowanych przez placówkę. Stwierdził, że niechęć niektórych rodziców do szczepień uwidoczniła się także przy realizacji programu ochrony dzieci przed inwazyjną chorobą pneumokokową.

W 2018 roku zaszczepiono w ramach tego programu 62 dzieci, nie wykorzystując założonego planu. O ile w poprzednich latach szczepionki na tę chorobę rozchodziły się w trzy, cztery tygodnie, tak w ubiegłym roku nie było nimi wystarczającego zainteresowania wśród chełmian. (mo)