Idą na Europę

Przed przyjazdem polskich pograniczników do Macedonii cena przemytu przez granicę jednego uchodźcy wynosiła ok. 300 euro. Po 2 tygodniach pracy SG wzrosła do ok. 800 euro. Polacy złapali ok. 1800 nielegalnych imigrantów. Żaden inny kontyngent tego nie dokonał. Ale ilu imigrantów zdążyło przedrzeć się w głąb Europy zanim pojawili się nasi? Setki tysięcy?

Macedonia nie radzi sobie z falą niechcianych przybyszów. Na granicy z Grecją od miesięcy rozgrywają się dantejskie sceny. Tysiące uchodźców tłoczą się na dworcu kolejowym Gewgelija, a każdego dnia grupy nielegalnych imigrantów próbują przejść przez góry.
Po 10-dniowym szkoleniu w Lubaniu 4 maja do Macedonii pojechał 30-osobowy kontyngent straży granicznej. Wśród funkcjonariuszy była 6-osobowa załoga z Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie.
– Musieliśmy wiedzieć, jak podchodzić do tych ludzi, żeby nie wywoływać u nich agresywnych zachowań – mówi Łukasz, jeden z uczestników akcji.
Żeby się nie wyróżniać, część polskich pograniczników zapuściła zarost. Do brodatych mężczyzn podchodzi się tam z należytym szacunkiem.
Pierwszy dzień w Gewgeliji to zderzenie z macedońską rzeczywistością. Tamtejsze służby bezpieczeństwa reprezentują zupełnie inny poziom niż w Polsce. O wiele niższy. Macedońskie Biuro Ochrony Rządu można porównać do zwykłej, polskiej firmy ochroniarskiej, w której nierzadko zatrudnieni są emeryci i osoby z orzeczeniem o niepełnosprawności. Do kwestii bezpieczeństwa mieszkańców podchodzą na luzie, z przymrużeniem oka. Na wiadomość od polskich funkcjonariuszy, że zbliża się do nich grupa uchodźców, policjanci patrzą na zegarek i mówią: „zaraz zmiana warty”. Dlatego na widok umundurowanych Polaków w kominiarkach na głowach, kamizelkach kuloodpornych i z bronią przy pasku większość macedońskich funkcjonariuszy otworzyła oczy ze zdumienia.
– Populacja w Macedonii to nieco ponad 2 miliony osób, w tym 25% muzułmanów. Policjantów jest strasznie mało i nie dają sobie rady. Na dodatek muzułmanie też służą w policji. Tydzień przed naszym przyjazdem policjant muzułmański zastrzelił na służbie prawosławnego funkcjonariusza. A my mieliśmy pracować z muzułmaninem… Pierwszej nocy był strach. Kiedy jechaliśmy, on siedział z tyłu w samochodzie. Co rusz odwracaliśmy się i go pilnowaliśmy. Później oczywiście okazało się, że nasz towarzysz jest całkowicie normalny – opowiada Łukasz.
Ich zadaniem było uszczelnianie granicy na odcinku z Grecją (na odcinku do 20 km) i „wyłapywanie” nielegalnych imigrantów. Ze wzgórz widzieli obóz dla uchodźców w Indomeni. Ogromny. Koczowało w nim 9,5 tysiąca osób. Pomiędzy obozowiskiem w Grecji a stroną macedońską ustawiono podwójne ogrodzenie z drutami kolczastymi. Macedończycy musieli się bronić, bo pod naporem uchodźców poprzednie bramy się uginały. Granicy pilnowało wojsko.

Sól w oczy przemytników

Z całego kontyngentu w terenie pracowało 25 funkcjonariuszy. Do 20 czerwca zatrzymali ok. 1800 nielegalnych imigrantów. To absolutny rekord. Zatrzymywali całe grupy uchodźców. Już drugiego dnia służby – 17 osób. Szli nocą po wzgórzach i już prawie udało im się dotrzeć do miasteczka, kiedy na ekranach kamer termowizyjnych pokazały się „ciepłe obiekty”.
Największa ujęta grupa – 110 osób. Dorośli i dzieci. Wycieńczeni. Od wielu tygodni w drodze. Na widok wody, którą podawali im pogranicznicy, włączały się w nich pierwotne instynkty. Wyrywali sobie butelkę, byli gotowi się za nią pobić. – Uspokajaliśmy ich, oddawaliśmy wszystko, co mieliśmy ze sobą. Pilnowaliśmy grupy do czasu przyjazdu wojska, które zajmowało się odbiorem zatrzymanych – mówi jeden z funkcjonariuszy SG.
Ok. 10 km od granicy, na wzgórzu (kilkanaście razy wyższym od Góry Chełmskiej) zobaczyli ok. 80-letniego mężczyznę na wózku inwalidzkim. Rodzina musiała go nie tylko wwieźć na sam szczyt, ale i pokonać z inwalidą wcześniejsze dwa 4-metrowe ogrodzenia. Niewyobrażalne.
Najdalej od granicy (ok. 20 km) Polacy zatrzymali kolejnych 30 uchodźców. Uciekali busem. Auto nie zatrzymało się do kontroli na autostradzie. Pościg trwał 10 minut. Kierowca stracił panowanie nad kierownicą i zaraz za wiaduktem wylądował w przydrożnym rowie.
Uchodźcy, którzy przekraczali nielegalnie granicę, dokładnie wiedzieli, gdzie mają się udać. W wyznaczonym miejscu czekali na nich przemytnicy ludzi. To oni za opłatą pomagali im w przedostaniu się dalej. Głównie do Niemiec.
Przed przyjazdem Polaków cena przemytu jednego uchodźcy do granicy macedońsko-serbskiej wynosiła ok. 300 euro. Po 2 tygodniach pracy mundurowych z SG wzrosła do ok. 800 euro. Biedni uchodźcy nie są w stanie uzbierać takich kwot. Do Europy próbują przedostać się bogaci.
– Znajdowaliśmy przy nich przekazy pocztowe na dwa tysiące euro z różnych miejsc w Europie, Wiednia, Berlina. Macedończycy opowiadali o podstawianych pociągach, o tym, jak ci ludzie byli w stanie zrobić wszystko, by przedostać się w głąb Europy. Mężczyźni zabierali matkom małe dzieci, by dzięki nim dostać się do pociągu. A co potem działo się z tymi dziećmi, nie wiadomo. Można się tylko domyślać… Na pace tira siedziało 78 Albańczyków. Kierowca twierdził, że nie wiedział o pasażerach. Służby macedońskie puściły go wolno. U nas by tak nie było…
Uchodźcy wracali do obozu, a razem z nimi rozchodziła się informacja o przybyciu Polaków, którzy nagle zaczęli ich zatrzymywać. Bardzo szybko polski kontyngent trafił na listę wrogów przemytników. Musieli się pilnować. Ludzie przemytników wiedzieli, jak wyglądają mundurowi z SG, rozpoznawali ich po cywilnemu na ulicach miasta. Członkowie mafii mogli czaić się na każdym kroku. Nie wiadomo, do czego byli zdolni. Przez naszych ich biznes podupadał.

Idą jak burza

Większość mieszkańców terenów przygranicznych z Grecją to rolnicy. Żyją z upraw, biednie i spokojnie. To oni przekazywali pogranicznikom informację o tym, gdzie kryją się uchodźcy. Nielegalni imigranci całymi grupami wchodzili nocą na ich posesje, kradli warzywa i owoce. Wychodząc, zostawiali za sobą jedynie zniszczenie. Nad ranem działka i szklarnie Macedończyków wyglądały jak po przejściu huraganu. – Więcej wytłukli i zdeptali, niż zjedli – mówili Polakom zrozpaczeni rolnicy.
Logika uchodźców. Zakładają skarpetki na butach, żeby nie zostawiać śladów i zmylić w ten sposób straże. W opozycji do tego – syf w miejscu ostatniego odpoczynku. Po jednej nocy 10-osobowa grupa uchodźców jest w stanie zostawić po sobie niewyobrażalny chlew. Sterta zużytych opakowań, brudnych pieluch, szmat, resztek jedzenia, strzykawek. Wyrzucają za siebie wszystko, jak leci.

Oni się nie zasymilują

Po samych tatuażach można rozpoznać przynależność wyznaniową imigranta. Polacy od razu zabierali też podejrzanym telefony komórkowe i przeglądali zawartość. Macedończycy tak nie działali… A część młodych zatrzymanych miała w telefonach nagrania egzekucji. Kilkunastoletni chłopcy. 13-latkowie.
Jeden z takich miał poczekać w Gewgeliji do rana, następnie wybrać z Western Union 1500 euro, opłacić przemytnika i wsiąść do autobusu z kierunkiem na Berlin. 3-osobową grupę Polacy ujęli na jednej z głównych ulic miasteczka.
Funkcjonariusze przyznają, że macedońscy muzułmanie w większości żyją z chrześcijanami normalnie, ale nie ma szans, by „tamci” się zasymilowali. Są roszczeniowi. Im większa grupa zatrzymanych, tym gorzej. W grupie czują się silni i mają swoje żądania. Po tygodniach, a nawet miesiącach, włóczęgi potrafią domagać się smaczniejszych posiłków i napojów, wygodniejszych łóżek.
Ilu muzułmanów przed przyjazdem Polaków mogło opuścić Macedonię i wyruszyć w głąb Europy? Aż strach pomyśleć. Ci, którzy pojechali na misję, mówią o setkach tysięcy.
Jedno jest pewne. Pogranicznikom, którzy udali się na misję, należy się ogromny szacunek. Nie znali terenu, pojechali w ciemno. Zrobili więcej dla obrony granic przed napływem nielegalnych imigrantów, niż ktokolwiek przed nimi. 
Paulina Ciesielska