Jak to w sylwestra…

Jak co roku świdniccy strażacy i policjanci mieli w sylwestra i Nowy Rok więcej pracy niż na co dzień, ale jak oceniają zgodnie przedstawiciele obydwu służb, było w miarę spokojnie.

Pierwsza sylwestrowa interwencja strażaków nie miała nic wspólnego z noworoczną zabawą. Zostali wezwani do mieszkania przy ul. Jarzębinowej, gdzie z kuchenki ulatniał się gaz. Okazało się, że w trakcie gotowania woda zalała jeden z palników, ale nawet po jego wyłączeniu znad kuchenki nadal unosiła się silna woń gazu. Do pomocy z uporaniem się z problemem wezwano pogotowie gazowe.

Kolejna z wtorkowych interwencji już były typowe dla sylwestra. Chwilę po północy przy ul. Pileckiego zapaliły się kontenery na śmieci. Wszystko wskazuje na to, że zajęły się od fajerwerków. Sylwestrowe petardy były również przyczyną pożaru samochodu dostawczego przy ul. Targowej. Tyle, że w tym przypadku pożar nie był dziełem przypadku, ale ktoś celowo wrzucił pirotechniczne ładunki do kabiny auta. W pierwszy dzień nowego roku strażacy mieli jeszcze jeden wyjazd. Zostali zaalarmowani przez mieszkańców jednego z bloków przy ul. Okulickiego, że z mieszkania ich sąsiada wydobywa się dym, a nikt nie reaguje na stukanie do drzwi. Kiedy strażacy próbowali dostać się do środka przez okno, właściciel lokalu otworzył drzwi. Okazało się, że przysnął, a dym pochodził z przypalającego się jedzenia. Ucierpiał tylko garnek.

– Jak co roku odnotowaliśmy kilka zdarzeń i pożarów, ale nie były one poważne i co najważniejsze nie było osób pokrzywdzonych. Był to w miarę spokojny sylwester i Nowy Rok – podsumowuje st. kpt. Paweł Dańko, oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Świdniku.

Podobnie ocenia przełom roku świdnicka policja. Obyło się bez zdarzeń kryminalnych i wypadków. Kilku delikwentów przesadziło jednak z alkoholem. JN