Kampania na ostro

Politycy PiS kontra urzędnicy marszałka

Może nie jest zbyt merytorycznie, ale przynajmniej z przytupem. Kampania samorządowa nabrała rumieńców, jeśli za takie można uznać dwie polityczne awantury, do których doszło w centrum Lublina. Najpierw urzędnicy marszałka województwa starli się z aktywem PiS-u. Następnie PiS-owcy postanowili odreagować i kiedy kolejny ich wiec zakłócił KOD, o mało w ruch nie poszły pięści.

Najpierw w polityczną awanturę przerodziła się konferencja ministra inwestycji i rozwoju na placu przed Centrum Spotkania Kultur. Na tę konferencję zaprosił dziennikarzy Sylwester Tułajew, poseł PiS i kandydat na prezydenta Lublina. Pierwotnie miała się odbyć przed siedzibą Urzędu Marszałkowskiego, ale w ostatniej chwili została przeniesiona na sąsiedni plac Teatralny przed Centrum Spotkania Kultur.

Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju, przekonywał, że sytuacja ekonomiczna Polski pod rządami Zjednoczonej Prawicy, jest bardzo dobra. – Mamy jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Unii Europejskiej i bardzo niski poziom bezrobocia. Ostatnie dane pokazują, że 2/3 społeczeństwa jest zadowolone ze swojej sytuacji finansowej – stwierdził.

Pomału atmosfera zaczęła się zagęszczać. – Inaczej sytuacja wygląda w województwie lubelskim, które jest wśród najbiedniejszych regionów UE. Lubelszczyzna nie wykorzystuje swojej szansy i wyraźnie odstaje. Martwi poziom wykorzystania unijnych pieniędzy. Wszystko wskazuje na to, że 80 milionów euro unijnych środków, które zostało przyznane waszemu regionowi, przepadnie (chodzi o tzw. Regionalny Program Operacyjny – przyp. aut.) – powiedział minister Kwieciński, obarczając winą rządzącą województwem koalicję PO-PSL.

W trakcie konferencji na placu pojawił się marszałek województwa Sławomir Sosnowski (PSL) i wicemarszałkowie, którym towarzyszyło około 100 urzędników. – To kłamstwo – odpowiedział marszałek Sosnowski na zarzuty ministra. Wicemarszałek Sejmu Beata Mazurek, która przyjechała do Lublina wraz z Kwiecińskim, zapowiedziała „złożenie do urzędu pisma z prośbą o wyjaśnienie wydatkowania środków europejskich”.

– Ale ja tu jestem, pani poseł, proszę mi to pismo dać – zareagował marszałek Sosnowski. A kiedy PiS-owska delegacja zaczęła się wycofywać, zgromadzeni na placu urzędnicy zaczęli skandować pod ich adresem „tchórze, kłamcy”. Do mikrofonu przemówił Sosnowski.. – Ryzyko przepadku środków unijnych jest minimalne. Nasi ludzie pracowali w pocie czoła, aby temu zapobiec. To wstyd, aby przedstawiciel rządu szkalował w tym miejscu województwo – nie przebierał w słowach i sugerował, że „rządząca partia rzucała im kłody pod nogi, aby pieniądze nie zostały wykorzystane”. Z kolei Beata Mazurek ostro oceniła przerwanie konferencji przez politycznych oponentów. – To kabaret. Urzędnicy marszałka nie pracują, tylko wiecują – stwierdziła rzeczniczka PiS opuszczając plac Teatralny

Chociaż politycy PiS nie wykazali się refleksem i zimną krwią w tej konfrontacji, postanowili to nadrobić, zadając skądinąd interesujące pytanie, kto płaci ponad setce pracowników samorządowych za demonstracje polityczne w godzinach pracy? Radni Marek Wojciechowski i Michał Mulawa zaczęli nawet kontrolować departamenty zaangażowane w kontrakcję, by sprawdzić książki wyjść. W większości przypadków im ich odmówiono, a przy okazji zarzucono… naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych. – Nasi pracownicy wyszli na kawę i spotkali wiecującego ministra, który coś o nich mówił, więc mu odpowiedzieli – podkpiwał wicemarszałek Krzysztof Grabczuk (PO).

„Matka Polka” kontra „Dojna zmiana”

Nie do śmiechu było natomiast byłej premier Beacie Szydło, która przyjechała do Lublina wesprzeć kampanię prezydencką Sylwestra Tułajewa i zderzyła się na placu Litewskim z kontrpikietą „szarych obywateli”, jakoś dziwnie przypominających raczej Obywateli RP i sympatyków KOD. Szydło również została zwymyślana od „kłamczuch”. Gdy zachwalała Tułajewa, z szeregów „demokratów” rozlegało się buczenie, a kiedy była premier mówiła o sukcesach swojego i obecnego rządu – reakcją były okrzyki: „Oddaj pieniądze!” i „Dojna zmiana!”. Zniecierpliwieni zwolennicy PiS w końcu odpowiedzieli na prowokacje, co tylko rozochociło wyraźnie czekających na rozwój rozróby demonstrantów. I naprawdę niewiele brakowało, by rzeczywiście w ruch poszły pięści. Na szczęście w ostatniej chwili interweniowała policja, co pozwoliło na pewne ostudzenie emocji, choć przerzucanie się epitetami ponad głowami funkcjonariuszy trwało w najlepsze. Niezrażona tym była premier Beata Szydło weszła w tłum zwolenników, przez których przyjmowana była entuzjastycznie.

TAK, Grzegorz Rekiel