Kiedy kuria odda „straszny” obraz?

Nie brakuje głosów, że obraz powinien wrócić albo do kościoła, albo do synagogi w Wojsławicach i opatrzonym stosownym wyjaśnieniem być dostępnym dla odwiedzających

Po naszym artykule sprzed kilkunastu tygodni pt. „Straszny obraz wywędrował z Wojsławic”, mieszkańcy zwrócili się do radnego Antoniego Farfosa, o podjęcie starań, by obraz wrócił do Wojsławic. I radny starania podjął, ale…

Pochodzący z XVIII wieku obraz, przedstawiający rzekomy mord rytualny wojsławickich Żydów na chrześcijańskim dziecku, przez lata był w kościele pw. Michała Archanioła w Wojsławicach, a później na miejscowej plebanii. Mniej więcej przed dwoma laty malowidło jednak zniknęło, na co zwrócono uwagę dopiero podczas ubiegłorocznych Spotkań Trzech Kultur w Wojsławicach.

Okazało się, że obraz trafił do Muzeum Archidiecezjalnego w Lublinie. Jak wyjaśnił ks. kanonik Zbigniew Kasprzyk, proboszcz parafii pw. św. Michała Archanioła, obraz został przekazany do muzeum w celu renowacji. Po naszym artykule sprawą obrazu zainteresowało się wielu mieszkańców Wojsławic, którzy uważają, że powinien on wrócić do ich miejscowości – albo do kościoła, albo np. do urządzonej w byłej synagodze Izby Tradycji Ziemi Wojsławickiej, gdzie znajduje się wystawa stała ukazującą dzieje lokalnej społeczności, a nawet wzmianka o „strasznym” obrazie.

Mieszkańcy poprosili o interwencję w tej sprawie radnego Antoniego Farfosa, a ten zwrócił się z tym do przewodniczącego Rady Gminy Wojsławice Adama Łopockiego. Przewodniczący wystosował pismo do metropolity lubelskiego ks. abp. Stanisława Budzika przedstawiające stanowisko mieszkańców Wojsławic w sprawie obrazu. Jeszcze w czerwcu tego roku do Urzędu Gminy Wojsławice przyszła odpowiedź z Archidiecezji Lubelskiej, podpisana przez ks. bp Mieczysława Cisło.

– …wspomniany obraz o treści żydowskiej jest własnością kościelną, konkretnie Archidiecezji Lubelskiej i obecnie, jak wiele innych obiektów, znajduje się w zasobach muzeum archidiecezji… Wymaga on fachowej konserwacji z racji złego stanu materialnego. Obraz przez bliżej nieokreślony czas znajdował się na plebanii, wcześniej w kościele. Proboszczowie mieli duży problem z umiejscowieniem, jak i zabezpieczeniem, dlatego został przekazany do muzeum archidiecezji i zabezpieczony” – wyjaśnia na wstępie bp Cisło. Z dalszej części pisma wynika, że Kuria obrazu zwrócić do Wojsławic nie planuje.

– …zważywszy na kontrowersyjną treść obrazu nie może być on umieszczony w kościele, gdyż nie pozwalają na to normy liturgiczne… Nie może też być w synagodze, pomimo że pełni ona teraz funkcję muzeum, gdyż treść obrazu stanowi bolesną dla Żydów obrazę. … Umieszczenie wojsławickiego obrazu w synagodze byłoby obrazą dla Żydów, gdyż wzmacniałoby wskrzeszenie klimatu fałszywych oskarżeń, które dalej funkcjonują w niektórych umysłach Polaków i Europejczyków. …Wojsławicki obraz nie przysparza chluby naszej ziemi. Wskrzesza jedynie pamięć o bolesnych i tragicznych losach polskich Żydów, polskich obywateli, którzy wraz z rodzinami tworzyli społeczność państwową, dając bezcenny wkład w nasze życie narodowe. Niemieccy naziści wydali wyrok śmierci dla tego narodu, mordując w bestialski sposób 6 mln Żydów.” – podsumowuje bp Cisło.

Takim stanowiskiem zaskoczeni są mieszkańcy oczekujący powrotu obrazu. Ich zdaniem w żaden sposób nie obraża on Żydów i nie wskrzesza klimatu fałszywego oskarżenia, a jest zapisem pewnego historycznego wydarzenia, które miało miejsce w Wojsławicach, a jego okoliczności zostały dokładnie wyjaśnione. Znana jest również historia powstania samego obrazu. Mieszkańcy uważają, że obraz, będący niewątpliwie kulturalną atrakcją Wojsławic, powinien nią pozostać, ewentualnie, by nie było żadnych wątpliwości, powinien zostać opatrzony stosowną informacją dotyczącą historii wojsławickiej zbrodni i samego obrazu. Podobnie uważa Paweł Wira, dyrektor chełmskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Lublinie.

– Obraz ma ścisły związek z Wojsławicami, z historią miejscowości i jej mieszkańcami – mówi Paweł Wira. – Obraz też nigdy nie wzbudzał żadnych emocji ani nie prowokował. Gdyby wrócił do Wojsławic, zostałby poddany konserwacji – zapowiada.

Według dyrektora Wiry idealnym miejscem dla obrazu byłby ratusz w Wojsławicach. Tam byłby należycie wyeksponowany i zabezpieczony. Jednocześnie dostępny byłby dla turystów czy innych osób zainteresowanych miejscowością trzech kultur o bogatej historii i tradycji, a mieszkańcy mieliby swój obraz dosłownie po sąsiedzku. Juliusz Stachira

Historia wojsławickiej zbrodni i „strasznego obrazu”

Dość drastyczny w swojej wymowie obraz ściśle związany jest z Wojsławicami i zbrodnią, która miała się tu wydarzyć w 1761 roku. Przed Świętami Wielkanocnymi z rzeki przepływającej przez Wojsławice wyłowiono bardzo okaleczone i zmaltretowane zwłoki trzyletniego chłopca. Bez trudu rozpoznano ciało synka Marcina i Katarzyny Andrzejuków ze wsi Czarnołozy – Mikołaja. O zbrodnię na tle rytualnym oskarżono miejscowych Żydów. Według rozpowszechnianej wtedy wersji wydarzenia, Żydzi zamęczyli w lochach pod ratuszem chrześcijańskie dziecko a zwłoki wrzucili do pobliskiej rzeki. Oskarżenie do sądu wniósł burgrabia rodziny Potockich, właścicieli Wojsławic. W piśmie procesowym jako oskarżeni wymienieni są: Sender Zykieluk, Herszek Jozefowicz, Lejba Moszkowicz zwany Siennickim, Josek Szymułowicz oraz cała gmina żydowska. Oczywiście była to prowokacja i celowe działanie.

Według dokumentów procesowych podstawiona kobieta podająca się za żonę jednego z wojsławickich rabinów doniosła miejscowemu proboszczowi, że jej mąż dokonał rytualnego zabójstwa dziecka. Prawdopodobnie faktycznie była członkinią sekty frankistów, którzy na polecenie swojego guru Jakuba Franka osiedlili się w Wojsławicach z zamiarem wyrzucenia stąd Żydów i przejęcia miasteczka. W tym celu sfabrykowali dowody winy starozakonnych. Najprawdopodobniej sami stali za zabójstwem małego Mikołaja Andrzejuka.

Sprawa trafiła do sądu w Krasnymstawie, gdzie poddani okrutnym torturom Żydzi przyznali się do niepopełnionej zbrodni. Skazano ich na ćwiartowanie żywcem. Jednak za wstawiennictwem krasnostawskich jezuitów Żydom, którzy wyrazili chęć przyjęcia chrztu, zamieniono ćwiartowanie na karę ścięcia. Rabin Herszko Józefowicz umarł podczas tortur. W dokumentach procesowych napisano, że popełnił samobójstwo. Po latach Sąd Papieski orzekł, że oskarżenie było fałszywe, a wyroki wydane wtedy unieważnił.

Obraz został namalowany na zlecenie Marianny z Daniłowiczów Potockiej, właścicielki Wojsławic w 1761 roku. Kasztelanowa Potocka zadecydowała, że obraz ma wisieć w kościele, a konkretnie w kościelnej kruchcie, gdzie znajdował się przez ponad dwa wieki i był ogólnie dostępny. Zmieniał wprawdzie miejsce, bo wisiał też w zakrystii, ale zawsze w kościele. Dopiero kilkadziesiąt lat temu został przeniesiony do plebanii, co księża tłumaczyli potrzebą ukrycia go „przed komunistami, którzy zbytnio zaczęli się interesować obrazem”. Cały czas obraz jednak znajdował się w Wojsławicach.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco!

Najnowsze Wydanie
2026-11-02 Nowy Tydzień tygodnik lokalny
5,00zł Kup Gazetę