Kobieta nie żyje, lekarze niewinni

Sąd Rejonowy w Chełmie uniewinnił dwóch chirurgów od zarzutu narażenia pacjentki na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Kobieta dwa razy trafiła do szpitala z tymi samymi dolegliwościami, ale nikt nie wykrył u niej guza. W konsekwencji zmarła.

7 lipca 2012 roku kobieta zgłosiła się do chełmskiego szpitala ze skierowaniem od lekarza rodzinnego. Trafiła na oddział chirurgiczny ze wstępnym rozpoznaniem niedrożności jelit. Zapadła decyzja o operacji, a zabieg laparotomii zwiadowczej przeprowadził następnego dnia Roman Z., asystował Jacek B. W trakcie zabiegu lekarz uwolnił zrosty jelit, które – jego zdaniem – były powodem niedrożności. Nie zauważył żadnych zmian w obrębie jamy brzusznej. 13 lipca kobieta została wypisana ze szpitala, ale 26 lipca po raz drugi trafiła na oddział z bólami, niepokojącą utratą wagi, nudnościami i ogólnym osłabieniem. Lekarze zrobili podstawowe badania i wprowadzili leczenie zachowawcze, uznając, że mają do czynienia z niedrożnością porażenną jelit o charakterze przepuszczającym, związaną z odbytą operacją. Kobieta dostała leki rozkurczowe i kroplówkę, a 30 lipca opuściła szpital. Po raz trzeci trafiła do szpitala 4 września, wciąż uskarżając się na bóle. Wówczas okazało się, że ma guza zagięcia śledzionowego okrężnicy. 7 września guz został wycięty, a 10 września pacjentka zmarła.

Prokuratura wszczęła śledztwo przeciwko lekarzom, którzy w lipcu opiekowali się zmarłą pacjentką i wystąpiła do Zakładu Medycyny Sądowej przy Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku o opinię w tej sprawie. Biegli natomiast uznali, że podczas pierwszej operacji dokonano niestarannej śródoperacyjnej kontroli jamy brzusznej, gdyż robiący zabieg Roman Z. nie stwierdził obecności guza, który – zdaniem biegłych – narastał od kilkunastu miesięcy. Dokładna inspekcja pozwoliłaby na trafną diagnozę i usunięcie guza.

Z kolei podczas późniejszego pobytu pacjentki w szpitalu (26-30.07.2012) lekarze, Edward T. oraz kierownik oddziału Andrzej O., bezzasadnie nie pogłębili diagnostyki o kolonoskopię, markery nowotworowe i tomografię, które pozwoliłyby znaleźć przyczynę spadku wagi i kolejnego nawrotu niedrożności następującej niecałe 2 tygodnie po usunięciu zrostów jelit, a jedynie zadowolili się ustąpieniem objawów.

Zdaniem biegłych lekarze powinni wziąć pod uwagę fakt, że niedrożność o charakterze przepuszczającym jest charakterystyczna dla guzów jelita grubego. To wszystko – nierozpoznanie od razu guza i niepogłębienie późniejszej diagnostyki – miało wpływ na zagrożenie zdrowia i życia pacjentki.

Prokuratura postawiła w stan oskarżenia Romana Z., Andrzeja O. i Edwarda T., zaś materiały w sprawie asystującego przy operacji Jacka B. zostały wyłączone do oddzielnego postępowania. Cała trójka miała odpowiadać przed sądem za narażenie pacjentki na utratę życia lub zdrowia (Roman Z. – nieumyślne narażenie).

Roman Z. został poddany badaniu psychiatrycznemu w związku z wykrytym u niego guzem mózgu. Biegli stwierdzili, że przez chorobę występowały u lekarza zaburzenia poznawcze, przejawia on reakcję adaptacyjno-depresyjną, miał ograniczoną w znacznym stopniu poczytalność i nie jest zdolny do uczestnictwa w procesie.

Powołany przez śledczych kolejny zespół biegłych miał jednak w tej sprawie kompletnie inne zdanie – według nich Z. miał zdolność rozpoznania czynów i kierowania nimi oraz jak najbardziej może stanąć przed sądem. Sam oskarżony razem z kierownikiem chirurgii odmówili wyjaśnień i nie przyznali się do stawianych nim zarzutów. Edward T. również nie przyznał się, twierdząc, że decyzje w procesie leczenia pacjentów podejmuje wyłącznie ordynator.

Oskarżony Roman Z. (który notabene w 2012 roku wciąż pracował w szpitalu, mimo prawomocnego wyroku sądu za łapówki i fabrykowanie dokumentacji medycznej oraz zakazu wykonywania zawodu) zmarł w trakcie procesu, w 2016 r.

Sąd, w trakcie ciągnącego się przez lata procesu, wystąpił zaś o opinię uzupełniającą do Narodowego Instytutu Onkologii im. M. Curie-Skłodowskiej. Ta spłynęła wiosną tego roku. Naczelny specjalista onkolog podważył w niej słowa biegłych z ZMS UM w Białymstoku, twierdząc, że guz u pacjentki był umiejscowiony w taki sposób, że jego identyfikacja była niezmiernie trudna. Chirurg nie miał możliwości zobaczenia go, a jedynie wyczucia, natomiast pilny tryb operacji uniemożliwił wykonanie pełnej diagnostyki obrazowej.

W kontekście zaś zarzutów stawianych Andrzejowi O. i Edwardowi T. – nie można mówić o charakterystycznych objawach niedrożności dla guzów, bo podobne mogą występować po każdej operacji w obrębie jamy brzusznej. Kolonoskopia co prawda pozwoliłaby na wykrycie guza, ale nie było wskazań do jej przeprowadzenia. Lekarze poprawnie wprowadzili standardowe leczenie, od reakcji na które uzależnione jest dalsze. W tym przypadku natomiast u pacjentki ustąpiły dolegliwości, więc można było uznać, że były one związane z przebytą wcześniej operacją.

W świetle tego, 29 października 2020 r., Sąd Rejonowy w Chełmie uniewinnił chirurga i kierownika oddziału. Prokuratura wystąpiła o uzasadnienie wyroku – to pierwszy krok do wniesienia apelacji. (pc)