Kochał ją, ona go zabiła. Sąd wydał wyrok

Zamiast powiedzieć „Z nami koniec” udała, że zabiera Mariusza na romantyczny spacer. Tam czekał na nich jej kochanek. Marta K. trzymała Mariusza za głowę, a tamten strzelał z pistoletu i dźgał nożem. Dlaczego? Bo wszystko było dobrze do czasu, aż Mariusz – który tak bardzo kochał Martę i kupował jej drogie ubrania – dowiedział się, że jest tym drugim.

Morderstwo Mariusza Ś. wstrząsnęło całym Siedliszczem, bo choć formalnie mężczyzna był mieszkańcem sąsiedniej gminy Milejów (pow. łęczyński), wszyscy go tu znali. Jego rodzinna wieś, Dąbrowa, graniczy z Wolą Korybutową (gm. Siedliszcze), a ojciec Mariusza od lat jest członkiem kapeli „Siedliszczanie znad Wieprza”, która bryluje na przeglądach piosenek ludowych.

Mariusz Ś. (36 lat) od 8 lat pracował w Belgii przy montażu okien. Miał pewną i dobrze płatną pracę, ale był samotny. Latem 2016 r. przez Internet poznał Martę K. (34 l.). Kobieta pracowała w Niemczech, ale okazało się, że pochodzi ze wsi położonej nieopodal rodzinnego domu Mariusza.

– Cieszył się, że poznał dziewczynę stąd, około 18 km od niego. Gdy przyjeżdżał do Polski, jeden dzień był w domu, a potem od razu do niej jechał. Czasem się o to denerwowaliśmy, bo wiadomo, mógłby posiedzieć dłużej i pomóc rodzicom, porąbać drzewo. Ale on był taki zakochany – opowiadał nam przed dwoma laty ojciec Mariusza.

Opłacił jej powrót do rodzinnego domu, a sam zarabiał na oboje za granicą. Rozpieszczał ukochaną, jak tylko mógł. Kupował markowe ubrania, kosztowne prezenty. Nawet kiedy w środę (12 kwietnia 2017 r.) zjechał do Polski, miał ze sobą kolejne drogie buty dla Marty. Do domu wpadł tylko na chwilę, a potem od razu pojechał do niej. Nigdy nie wrócił, jego ciało do dziś spoczywa gdzieś na dnie Wieprza.

Kochała, dopóki dawał

Śledczy ustalili, że Marta K. od 7 lat była w luźnym związku z Dariuszem M. (50 l.) – schodzili się i rozstawali. W międzyczasie kobieta poznała Mariusza i od razu dostrzegła w nim idealne źródło utrzymania – na miejscu miała kochanka, a drugi, ślepo zakochany, regularnie wysyłał jej pieniądze. Jednak Mariusz dowiedział się, że partnerka przyprawia mu rogi. Ale omotała go do tego stopnia, że uwierzył w jej zapewnienia o zakończeniu tamtej „relacji”. W końcu obiecała mu to, a on ją kochał i chciał z nią być.

Kiedy tego feralnego kwietniowego dnia Mariusz zjechał do rodzinnych Ciechanek Marty, wieczorem oboje udali się na spacer po tamtejszym tzw. placu buraczanym. Tam czekał już na nich kochanek kobiety – wyszedł parze naprzeciw, udając pijanego. Podszedł i uderzył Mariusza z pięści w twarz. Zaatakowany próbował uciekać, ale sprawca dogonił go i co najmniej trzy razy uderzył pałką teleskopową. Mariusz padł. Próbował się podnieść z ziemi, ale wtedy Marta K. podała kochankowi odbezpieczony pistolet pneumatyczny, po czym złapała Mariusza za głowę i przytrzymała, by oprawca mógł strzelić. Dariusz M. miał oddać co najmniej cztery strzały w skroń Mariusza i dwukrotnie wbić mu nóż w klatkę piersiową. Po wszystkim kochankowie zabrali z portfela denata ponad 3,6 tys. zł i wrzucili ciało do rzeki.

To nie było zabójstwo w afekcie – kochankowie mieli ułożony plan i przygotowaną plandekę na zwłoki. Wyczyścili samochód, spalili zaplamione krwią ubrania, zatarli ślady. Następnego dnia kobieta zgłosiła się na policję i powiedziała, że Mariusz został uprowadzony przez trzech zamaskowanych bandytów. W trakcie składania wyjaśnień, zaczęła się jednak plątać w zeznaniach. Prawda wyszła na jaw, a kobieta przyznała się i „wsypała” swojego kochanka. Oboje zostali aresztowani.

Choć początkowo oboje też częściowo przyznali się do winy, później wycofali zeznania i odmówili składania wyjaśnień. Mimo że w dalszym ciągu nie znaleziono ciała Mariusza, zabezpieczone na miejscu zbrodni dowody były jednak niepodważalne.

Po ponad dwóch latach od morderstwa, w ubiegłą środę (27 listopada), Sąd Okręgowy w Lublinie wydał wyrok: Marta K. i Dariusz M. działali wspólnie i w porozumieniu z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia. Oboje zostali skazani na 25 lat pozbawienia wolności i 10 lat pozbawienia praw publicznych. Oboje muszą też zapłacić po 55 tys. zł rodzinie Mariusza Ś. Wyrok jest nieprawomocny. (pc)