Koniec bestii spod Parczewa

Był prawdziwą bestią w ludzkiej skórze. W okolicy bali się go wszyscy, bo – zanim zgwałcił i udusił przypadkową kobietę – siedział za udział w śmiertelnym pobiciu, a dzień przed morderstwem odwiedził komisariat w związku z pobiciem znajomego. To właśnie Mirosław T. spod Parczewa powiesił się przed świętami we włodawskim więzieniu.

Zbrodnia, do której doszło w kwietniu 2004 roku niedaleko Parczewa, wstrząsnęła całą Polską. Mirosław T. napadł na jadącą rowerem do pracy 47-letnią kobietę. Zaciągnął ją w krzaki, brutalnie zgwałcił, a po wszystkim zacisnął na jej szyi apaszkę i trzymał tak długo, aż kobieta wyzionęła ducha. By ukryć ślady zbrodni, wrzucił jej ciało i rower do rzeki Piwonii. Na jej brzegu do dziś stoi krzyż upamiętniający tragicznie zmarłą. Zabójca został bardzo szybko ujęty.

Policjanci ustalili, że był on widziany przez kilka osób w okolicach miejsca, w którym zginęła kobieta. Natychmiast powiązali jego przeszłość i wytypowali go jako głównego podejrzanego. Niestety, nie było to tak oczywiste dla sądu pierwszej instancji, który uniewinnił Mirosława T. od zarzucanego mu czynu. To było szokiem i dla rodziny, i dla prokuratury, która złożyła apelację. Sąd ją uwzględnił i tym razem wydał wyrok dożywocia. Niestety, przez błędy formalne, sprawa znowu musiała być rozpatrywana od początku, ale ostatecznie w 2011 roku, a więc siedem lat po zbrodni, sąd wydał prawomocny wyrok i skazał podejrzanego na karę dożywotniego więzienia. Na tę rozprawę Mirosław T. był już dowożony z Zakładu Karnego we Włodawie, do którego trafił dwa lata po zabójstwie pani Jadwigi.

15 grudnia 2022 roku mężczyzna powiesił się na pasku w celi izolacyjnej. Zostawił list pożegnalny, ale śledczy nie ujawniają jego treści. (bm)