Kumulacja plag

Ptasia grypa, klęski żywiołowe, niskie ceny skupu, afrykański pomór świń, a ostatnio zamieszanie z akcyzą za paliwo i afera z ubojem „leżaków”, za którą mogą pójść spadek cen i zamówień na wołowinę. Problemy na roli skumulowały się tak, jak nigdy, a rolnicy z powiatu chełmskiego mocno to odczuwają. – Jedynie rynek mleka pozostaje jeszcze stabilny – mówi Piotr Burek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej.


Najpierw była ptasia grypa i związane z tym restrykcje i kary. Wiosną ubiegłego roku po katastrofalnej suszy przyszły zbyt obfite deszcze. Później – śmiesznie niskie ceny skupu owoców. W tym samym czasie rozszalał się ASF. Zwalczanie wirusa w powiecie chełmskim trwa do tej pory (ognisk czyli choroby u świń od dłuższego czasu nie odnotowano, za to znowu rośnie liczba przypadków ASF u dzików – odnotowano ich 24), a wielu rolników nadal ma nałożone nakazy uboju świń.

Kolejne trudności dla rolników wynikały z zamieszania z kodami przy zwrocie podatku akcyzowego za paliwo rolnicze. Zaszkodzić im może także głośna sprawa nielegalnego uboju chorego bydła w ubojni na Mazowszu. Możliwe są spadki cen i zamówień na wołowinę. Wkrótce po wybuchu tej afery na stronie powiatowej inspekcji weterynaryjnej w Chełmie pojawiła się instrukcja ze wskazówkami dla rolników w przypadku konieczności uboju zwierząt gospodarskich tzw. kopytnych poza rzeźnią. Agnieszka Lis, powiatowy lekarz weterynarii w Chełmie, informuje, że rolnicy dzwonili z pytaniami, co mają zrobić, gdy zwierzę na przykład złamie nogę.

– Uświadamiamy hodowców, że nie można wysyłać do rzeźni chorych zwierząt – mówi inspektor Lis. – Jeśli już dojdzie do wypadku i zwierzę na przykład złamie nogę, to trzeba mu jak najszybciej ulżyć w cierpieniu, nie doprowadzać do stanu choroby. W określonych przypadkach i warunkach możliwy jest ubój z konieczności.

Kumulacja na roli

Piotr Burek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej, przyznaje, że powodów do interwencji m.in. w ministerstwie ma mnóstwo.

– Po aferze z „wołowiną” już słyszymy o próbach obniżenia cen przez skupujących wołowinę – mówi prezes Burek. – Ostatnio rzeczywiście wystąpił w rolnictwie szereg problemów. Nastąpiła ich swoistego rodzaju kumulacja. Mleko to jedyny obecnie stabilny rynek. Jest wiele obszarów, w których musimy interweniować.

Jeden z rolników powiatu chełmskiego przyznaje, że od dawna pracuje na roli, ale tylu problemów – wybuchających jeden za drugim – nie przypomina sobie.

– Hodowców trzody chlewnej praktycznie już nie ma, bo ze względu na te wszystkie wymogi nikt już nie chce się tym zajmować – mówi nasz rozmówca. – Ci, co jeszcze świnie trzymają, obawiają się, że jak zrobi się cieplej, wirus znowu się uaktywni. Kiedyś było tak, że ci, co trzymali świnie i na przykład maliny, to wychodzili na swoje z jednej albo drugiej działalności, ale ostatnio żadna już nie jest dochodowa. Jak będzie z tegorocznymi plonami – nie wiadomo. Zobaczymy, jaki będzie marzec, czy wtedy nie wymarznie.

Miastowi często mówią, że rolnicy to mają tyle dopłat, jeżdżą takimi drogimi maszynami. Ale nie wszyscy wiedzą, że choć wiele osób skorzystało z funduszy na modernizację i sprzęt rolniczy, to niektórzy z nich przeinwestowali. Wpadli przez to w pętlę zadłużenia. Wystarczyło, że uprawy nie obrodziły, rolnik nie miał z czego spłacać rat kredytu, a bank przejmował te piękne maszyny. Niektórzy stracili dorobek życia. (mo)