Ładowarka zmiażdżyła mu głowę

Młody mężczyzna zginął w trakcie robót budowlanych na terenie chełmskiej jednostki wojskowej. Sprawę jego śmierci bada specjalny dział prokuratury w Lublinie. Gdy na teren jednostki zawitały służby z zewnątrz, okazało się, że niektórzy pracują pijani…

Pewne na razie jest tyle, że w środę rano (28 października) 27-letni pracownik firmy budowlanej, wykonującej zlecenie na terenie chełmskiej jednostki wojskowej, kierował ładowarką. W pewnym momencie inni robotnicy zauważyli, jak młody mężczyzna traci przytomność i wypada z kabiny maszyny. To były ułamki sekund. Nikt nie mógł nic zrobić. Tylne koło ładowarki przejechało po głowie 27-latka. Widok był makabryczny. Mężczyzna zginął od razu.

Na teren jednostki wojskowej przyjechało pogotowie, ale jedyne, co im zostało, to stwierdzić zgon. Powiadomiono policję, inspekcję pracy, która wysłała również swojego pracownika do oceny sytuacji, a także specjalną jednostkę Prokuratury Rejonowej w Lublinie do spraw wojskowych. Na jaw wyszło, że kolega 27-latka z pracy był pod wpływem alkoholu. Czy zmarły również? Tego oficjalnie nie wiadomo.

Jak tłumaczy zastępca Prokuratora Rejonowego w Lublinie ds. wojskowych, płk Robert Dąbek, kluczowe dla sprawy będą wyniki sekcji zwłok. Wówczas okaże się, czy 27-latek kierował maszyną budowlaną pijany lub pod wpływem jakichś substancji. Poza tym konieczne jest sprawdzenie czy pracował legalnie, czy posiadał uprawnienia do kierowania tego typu maszyną, kto odpowiadał za zlecenie mu tego zadania i nadzorowanie jego pracy etc. (pc)