Lekarze zostawili SOR

Nie pomogły negocjacje, rozmowy i wszelkie ustępstwa, na jakie gotowa była pójść dyrekcja chełmskiego szpitala. Lekarze ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego nie wycofali wypowiedzeń i SOR się posypał. W miniony weekend jeszcze udało się zlepić obsadę, która w nagłych przypadkach pomagała pacjentom. Ale co będzie, nie wiadomo.

Problemy ze Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym nie pojawiły się nagle. Od lat dyrekcja miała kłopot z poskładaniem grafiku dyżurów. Nasilało się to jednak głównie przed sezonem urlopowym. A i praca na oddziale kiedyś była trudniejsza i było znacznie więcej pacjentów niż teraz. Co się zatem stało, że lekarze z chełmskiego SOR złożyli wypowiedzenia? Ich zdaniem zmieniły się okoliczności i znowu są obciążeni ponad siły. Przestał działać SOR we Włodawie, problemy z odziałem ratunkowym ma oddział w Krasnymstawie. I wszyscy pacjenci z tych terenów, chcąc nie chcąc, po pomoc muszą jechać do Chełma. A tutaj mogą zastać zamknięte drzwi.

– Lekarze złożyli wypowiedzenia miesiąc temu. W tym czasie spotykaliśmy się wiele razy, negocjowaliśmy, ustalaliśmy nowe warunki i zasady pracy, bo wbrew powszechnej opinii wcale nie chodziło o pieniądze. Wydawało się nawet, że doszliśmy do jakiegoś konsensusu i przygotowywaliśmy już postulaty na piśmie, które dyrekcja gotowa była zaakceptować (tak naprawdę bez wyjątku wszystkie żądania lekarzy). Ale w piątek ostatniego dnia maja medycy stwierdzili, że jednak wypowiedzeń nie wycofują i zrobił się poważny problem – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora szpitala ds. medycznych. – Lekarze, którzy przyjeżdżali na dyżury z Lublina i Świdnika, stwierdzili, że im jednak za ciężko.

Jakby tego było mało, to trójka lekarzy z SOR, która nie zrezygnowała z pracy, nie mogła poratować oddziału. Jeden wyjechał na zaplanowany urlop, a dwóch zachorowało. To nie wszystko. Nawet karetka, która służy do rozwożenia pacjentów z SOR, popsuła się.

– Powiadomiliśmy koordynatora wojewódzkiego o sytuacji i zabezpieczyliśmy obsadę SOR na weekend lekarzami z innych oddziałów – mówi Lech Litwin, ale przyznaje, że to tylko doraźna akcja ratunkowa i nie wie, jak oddział będzie funkcjonował od poniedziałku. – Chcę zebrać kierowników kluczowych oddziałów i może wymyślimy jakąś inną ścieżkę przyjęć pacjentów, żeby doraźnie zabezpieczyć pomoc w nagłych przypadkach. Będę też chciał rozmawiać z wojewodą i marszałkiem województwa na temat wsparcia z zewnątrz.

Do sprawy wrócimy. (bf)

News will be here