Miał czekać, aż go przejadą?

Czy 16-latek, który usiłował rozjechać policjanta, chronionego prawnie funkcjonariusza publicznego, nie popełnia przestępstwa? Czy gdyby go zabił, albo okaleczył, wciąż mówilibyśmy o nim „biedne dziecko”? Uciekinierzy mogli zabić kogoś innego – staranować inne auto, w którym mogli jechać niewinni ludzie Policjant żyje, ale to on będzie się tłumaczył przed prokuratorem, bo w obronie własnej oddał strzały ostrzegawcze.

Zawsze, gdy policjant wyciąga broń i oddaje strzały, sprawa staje się głośna i budzi sprzeczne emocje opinii publicznej. Nie inaczej jest teraz. Szczególnie, że chodzi o nieletnich. Jedni mówią o sprawcy: „to jeszcze dziecko, nie wiedział, co robi”, inni pytają, co by było, gdyby „to dziecko” zabiło funkcjonariusza na służbie albo przypadkową osobę na drodze.

(1 sierpnia) 16-latek, który jest już na tyle „dorosły”, by odróżnić, co jest dobre, a co nie, co wolno, a co może być groźne dla innych, zabrał kluczyki do saaba i z czterema kolegami w wieku od 13-17 lat pojechali nocą na parking przed chełmski Vendo Park, by poszaleć. Auto miało nieprawidłowe oświetlenie, co wychwycił patrol chełmskiej drogówki. Policjanci dali kierowcy (nie wiedząc, kto siedzi w aucie) wyraźne sygnały świetlne i dźwiękowe do zatrzymania, ale kierowca uciekał.

Do pościgu za zbiegiem włączył się drugi radiowóz. Na parkingu przy ul. Hrubieszowskiej policjanci zablokowali pojazd i wysiedli z radiowozów. Wtedy kierowca saaba ruszył prosto na funkcjonariusza, próbując go przejechać. Co w takiej sytuacji miał zrobić policjant? Czekać na śmierć pod kołami? Wyciągnął broń i oddał strzały ostrzegawcze w kierunku saaba. To samo uczynił jego partner, który również nie miał wyboru – nie mógł przecież pozwolić, by na jego oczach zginął inny funkcjonariusz. Kierowca saaba odbił w bok i, rozbijając oba radiowozy, uciekł w stronę lasu. Po namierzeniu porzucanego i podziurawionego od kul auta okazało się, że jechali nim nieletni.

Policjant jest funkcjonariuszem publicznym, chronionym prawem. Artykuł 223 kodeksu karnego mówi jasno: „kto dopuszcza się czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego lub osobę do pomocy mu przybraną podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”. Ale 16-latek, który mógł przecież zabić policjanta, z racji tego, że jest nieletni, nie będzie odpowiadał w procesie karnym.

Zajmie się nim Sąd Rodzinny i Nieletnich, który z zasady nie karze, a wychowuje. Chuligan i niedoszły morderca otrzyma więc kuratora i na tym pewnie sprawa się zakończy. O jakiej więc ochronie prawnej polskich funkcjonariuszy publicznej możemy mówić w praktyce? Jak taka „kara” wpłynie na zachowanie innych młodych i szukających wrażeń? Czy aby nie poczują się bezkarni?

W polskim prawie nieletni może przecież odpowiadać w procesie karnym jak dorosły (decyzję o tym podejmuje prokurator). Tylko że – jak tłumaczy Lech Wieczerza, prokurator rejonowy w Chełmie – wszystko rozbija się o to, jakie intencje miał nastolatek. W praktyce wygląda to tak, że gdy nieletni dopuści się gwałtu, zabójstwa, wzięcia zakładnika, spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu czy katastrofy w ruchu lądowym, wówczas stosowane są wobec niego przepisy kodeksu karnego.

Policjant musiałby zatem stać i cierpliwie czekać, aż młody po nim przejedzie. Wtedy nastolatek odpowiadałby za przestępstwo. A tak, teraz to funkcjonariusz, który się bronił, musi tłumaczyć się przez przełożonymi, Biurem Spraw Wewnętrznych Policji i prokuratorem.

– Postępowanie jest prowadzone w kierunku wykorzystania broni służbowej – mówi podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.

Zgodnie z ustawą o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej o „użyciu” broni mówimy, gdy policjant strzela w stronę konkretnej osoby, a o „wykorzystaniu” – gdy oddaje strzały ostrzegawcze w stronę przedmiotu (np. pojazdu w celu zmuszenia kierowcy do zatrzymania się). Tylko po co policjantom w ogóle daje się broń, skoro z każdorazowego jej wykorzystania, bo nawet nie użycia, w obronie własnej odpowiadają potem w postępowaniu karnym? Za to na tych, którzy zmusili ich do sięgnięcia po ten ostateczny środek przymusu bezpośredniego, prokuratorzy patrzą często łagodnym okiem.

Ostatnia taka sytuacja miała miejsce zimą w Maryninie pod Rejowcem. Wówczas to 27-letni mieszkaniec pow. krasnostawskiego (jechał z dziewczyną ze Świdnika) usiłował przejechać próbującego zatrzymać go policjanta. Funkcjonariusz w obronie własnej strzelił kilka razy w powietrze i w samochód. Kierowca uciekł, ale uderzył w przydrożny słup energetyczny i dachował. Okazało się, że jadąca alfą para jest kompletnie pijana.

27-latek nie usłyszał jednak zarzutu czynnej napaści na funkcjonariusza, a tylko prowadzenia pojazdu po alkoholu, niestosowania się do sygnałów mundurowych, a także zmuszania przemocą lub groźbą bezprawną funkcjonariusza publicznego do zaniechania przez niego prawnej czynności służbowej. Za to sprawą policjanta, który strzelał w obronie przed potrąceniem, zajęła się Prokuratura Rejonowa w Zamościu. Niedawno tamtejsi śledczy rozsądnie zdecydowali, by umorzyć postępowanie wobec braku znamion czynu zabronionego. (pc)