Miejskie opowieści na płótnie

Artystka na tle swoich prac w hallu DK LSM

Od ćwierćwiecza łączy w swej twórczości malarstwo, rysunek, grafikę – formy przetwarzane dziś także komputerowo. Wernisaż wystawy najnowszych obrazów artystki: „Portret miasta” odbył się 20 marca w Domu Kultury LSM. To cykl artystycznych opowieści o kobietach wpisanych w kontekst miast. Czy wśród nich będzie również Lublin?


Kamila Kowalik (córka znanego lubelskiego dziennikarza Krzysztofa Stankiewicza) maluje od najmłodszych lat, jednak jej prawdziwe spotkanie ze sztalugą i paletą miało miejsce w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Lublinie, które ukończyła w 1995 roku. Patrzeć okiem artysty, komponować przestrzeń na płótnie, operować kolorem i fakturą uczyła się na Wydziale Artystycznym UMCS. Rozwijała też swe umiejętności plastyczne na zajęciach w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Lublinie.
Mimo długiej już pracy twórczej i setek namalowanych obrazów artystka nie miała wielu wystaw. Pytana, dlaczego tak rzadko eksponuje publicznie swoje prace, mówi: – Niezręcznie mi się przyznać, ale moje obrazy przeważnie krótko stoją gotowe na sztalugach. Niewiele też wisi na ścianach pracowni czy w domu. Po prostu szybko znajdują nabywców – w tym wielu z zagranicy, dlatego nie było mi dane urządzać wystaw.
Ta w hallu DK LSM jest jej trzecim indywidualnym pokazem.

Wystawa „Portret miasta”

…jest efektem eskapady wiodącej po metropoliach świata. To subtelna projekcja doświadczeń z podróży od Rzymu i Wenecji, przez Barcelonę, Paryż i Londyn po Nowy York. Na 10 dużych płótnach autorka łączy postaci kobiet oraz figury charakterystyczne dla pejzażu najsławniejszych miast. Kryje tam zagadkowe skojarzenia i miraże albo wprost wskazuje miejsca, które zmieniły ją samą. Kreatywnie miesza się tu jej zachwyt, wspomnienie, tęsknota, i bodaj marzenie o kolejnych celach artystycznej wędrówki. Wernisaż pokazał, jak bardzo porusza to odbiorców.

Uwielbia opisywać świat

– Gdy zamykam się ze swymi płótnami, pędzlami i farbami, czuję się wyróżniona. Skupiam się na własnym wnętrzu, emocjach, nastrojach. Po prostu, opowiadam na płótnie kolejną historię – mówi Kamila Kowalik.
Malarka stosuje farby akrylowe, tusz, czasami kredkę. Bywa, że umieszcza na swych obrazach skrawki tektury, postrzępione płótno lub kryształki… Tworzy w ten sposób kolaż o niespotykanej fakturze.
– To zawsze intryguje, bo z bliska wyglądają zupełnie inaczej, prosi się wręcz o… dotyk, wodzenie palcem po tych nierównościach. Niech wzrok obserwatora będzie mimo woli wciągany w głąb tej przestrzeni, którą tworzę – sugeruje artystka.
W niezwykły sposób łączy też kolory. Na wielu obrazach można stwierdzić jaskrawe barwy ściągające uwagę. W innych dominuje szarość, lecz jednocześnie spotkamy tam bliki złota i srebra. Wszystko to składa się na charakterystyczny klimat i nastrój tych dzieł.
– Radość malowania przychodzi mi niekiedy z trudem. Jestem żoną i matką dwóch córek, prowadzę dom. To ogranicza czas, który chciałabym poświęcić sztuce. Na szczęście mam ogromną pomoc i oparcie w mężu – mówi malarka i bezustannie myśli o kolejnych „miejskich opowieściach”. Gdy podsuwam jej pomysł namalowania Lublina o twarzy pięknej kobiety, z radością go podchwytuje.
– Zgadzam się, taki portret byłby wizytówką miasta, które kocham – kończy z uśmiechem.
Marek Rybołowicz