Na głuszca

Po sejmowej debacie m.in. na temat zerwanych rozmów na dostawę śmigłowców wielozadaniowych dla Sił Zbrojnych RP oraz uchylenia rąbka dalszych planów Ministerstwa Obrony Narodowej wiemy nieco, ale tylko nieco więcej na co może liczyć PZL-Świdnik.
Osoby zbliżone do MON i posłowie PiS robią tajemnicze miny, wskazując, że trwają „delikatne i zakulisowe rozmowy”. Tymczasem nawet życzliwi planom rządu eksperci wskazują, że wciąż chyba brakuje jasnej strategii zarówno zakupowej, jak i w ogóle polityki obronnej Polski.

Wkraczają śledczy

Tymczasem jednak zwycięskim przetargiem dla francuskich Caracali, rozstrzygniętym pod rządami Platformy Obywatelskiej, zajęły się prokuratura i Centralne Biuro Antykorupcyjne, zawiadomione m.in. przez posłów PiS. – Nasi poprzednicy chcieli sprzedać polskie interesy gospodarcze w zamian za swoje korzyści polityczne i geopolityczne – grzmi poseł Artur Soboń. – Trzeba wszystkim wyjaśnić, że to nie jest przetarg w oparciu o prawo zamówień publicznych, bo gdyby tak było, to on byłby już kilkakrotnie unieważniony. Na początku mówiło się, że kupimy dwadzieścia śmigłowców, następnie siedemdziesiąt, a w dniu wyboru oferty ogłoszono, że za cenę siedemdziesięciu śmigłowców kupimy ich pięćdziesiąt. Widzimy więc, jak poprzedni rząd w tym postępowaniu przetargowym kręcił, zmieniał swoje oczekiwania i warunki dla uczestników tego przetargu. Wszyscy, którzy bronią tej decyzji, mówią, że kosztowało to tak dużo, ponieważ były to wersje specjalistyczne tych śmigłowców. Jednak to, jak będą wyglądać i w co będą uzbrojone, wiadomo było już na etapie projektowania tego zamówienia. Siedemdziesiąt śmigłowców miało nas kosztować 11 mld zł. Następnie okazało się, że pieniędzy nie starczy, bo Francuzi zażądali 13,3 mld zł. W wyniku tych negocjacji cena śmigłowców rosła. Jeszcze nikt na świecie nie zapłacił tyle za te śmigłowce – wylicza świdnicki parlamentarzysta.
Z kolei podczas sejmowej debaty Soboń jeszcze ostrzej zaatakował obecną opozycję, wołając: – Kupując Caracale, za polskie pieniądze, zlikwidowalibyśmy polskie zakłady. Zdarza się tak w cywilizowanym świecie, że strony nie dochodzą do porozumienia w twardych negocjacjach biznesowych. Cóż, zdarza się, ale normalnie się to akceptuje. W mentalności postkolonialnej nie da się tego zaakceptować, widać, że wy wciąż w tym tkwicie! – wołał Soboń. PO odgryzła się zapowiedzią wniosku o powołanie komisji śledczej mającej zbadać zerwanie rozmów z Francuzami, a także zarzucając ministrowi Antoniemu Macierewiczowi związki z amerykańskim lobbystą, Alfonso D’Amato.

A może „mangusty”?

Nieoficjalnie mówi się, że trickiem, który ma pozwolić Świdnikowi uszczknąć coś z tortu, ewidentnie jednak szykowanego „pod Amerykanów”, czyli należące do Sikorsky Aircraft Corporation zakłady w Mielcu, miałoby być zwiększenie dostaw śmigłowca PZL W-3PL Głuszec (czyli bojowej odmiany Sokoła). Sęk w tym, że dotychczas PZL-Świdnik miało problemy nawet z realizacją wcześniejszego zamówienia 8 szt. na potrzeby Sił Zbrojnych. „Zaledwie” dwuletni poślizg w dostawach mocno nadszarpnął autorytet świdnickiej firmy i póki co nie odbudowało go nawet terminowe zmodernizowanie dwóch z pięciu zaplanowanych helikopterów W-3RM Anakonda dla Polskiej Marynarki Wojennej.
Co gorsza, MON narobiło dodatkowego zamieszania deklaracją o przystąpieniu do wspólnego konstruowania bliżej niesprecyzowanego rodzaju śmigłowca bojowego do spółki z ukraińskim przemysłem zbrojeniowym. Cały pomysł zdziwił goszczącego w Lublinie eksperta z dziedziny wojskowości, prof. dr hab. nauk wojskowych, Romualda Szeremietiewa. – Dość to niejasne. Minister Antoni Macierewicz powiedział, że rozpatrywane są wstępne oferty PZL Mielec i PZL-Świdnik jeśli chodzi o zakup planowanych 50 śmigłowców. Dodał, że niezależnie od tego kontraktu polskie ministerstwo obrony rozmawia z producentami ukraińskimi o produkcji środkowo-europejskiego śmigłowca. Według ministra „Ukraińcy mają znakomite silniki. My z kolei mamy zdolności tworzenia skorupy kompozytowej itd. Są tutaj różne możliwości, które razem zebrane mogłyby dać naprawdę ciekawy produkt dla Polski i innych krajów Europy środkowej”. Nie wiadomo jednak, jaki miałby to być śmigłowiec – zastanawia się prof. Szeremietiew, dodając: – Skoro MON zamierza zamiast Caracali kupić śmigłowce w Mielcu i Świdniku to by oznaczało, że maszyna polsko-ukraińska byłaby śmigłowcem szturmowym dla wykonania programu „Kruk”. Zbudowanie całkiem nowego śmigłowca szturmowego przy braku liczących się doświadczeń i ograniczonych możliwościach finansowych jest bardzo ambitnym zadaniem. Wymaga zresztą nie tylko odpowiednich kompetencji, ale i sporo czasu, którego zdaje się już nie mamy. Ponadto fabryki w Mielcu i Świdniku nie są polską własnością, a do tego zakład w Świdniku, należący do Agusta Westland (obecnie Leonardo Helikopters) mógłby zaproponować Polsce śmigłowiec szturmowy Agusta A129 Mangusta (w 2007 r. Augusta wygrała w Turcji przetarg i obecnie buduje 60 tych maszyn dla armii tureckiej). Minister obrony, ogłaszając zamiar budowy z Ukraińcami śmigłowca szturmowego (?), powinien mieć zgodę (wynegocjowane warunki współpracy) właścicieli Mielca i zwłaszcza Świdnika, skoro zamierza użyć ich fabryk w realizacji projektu. To może być trudne, bowiem w rezultacie powstałby śmigłowiec będący na rynku środkowoeuropejskim konkurencją dla produktów firm władających fabrykami w Mielcu i zwłaszcza w Świdniku – podkreśla prof. Szeremietiew.

Jak więc widać – im dalej w las, tym problemów więcej i choć sam powrót do dyskusji nad zakupami sprzętowymi dla wojska polskiego już jest pewną nadzieją dla PZL-Świdnik, to wciąż nie wiadomo, czy na pewno sprawy potoczą się tak dobrze, jak by mogły, czy też (znowu!) zatriumfuje polityka, w tym dobro relacji polsko-amerykańskich czy polsko-ukraińskich…
TAK