Nadal trują Bug

Strefa ujęcia wody, „trójstyk granic”, Natura 2000 czy szlak rowerowy w ogóle nie przeszkadzają fabryce Sco-Pak w ciągłym truciu Bugu. Do rzeki na styku granic Polski, Białorusi i Ukrainy pompowane są śmierdzące ścieki, mimo że sprawa jest w prokuraturze i u marszałka, a WIOŚ przeprowadza kontrolę za kontrolą.

Ochrona jakości wód przeznaczonych do zaopatrzenia ludności w wodę jest jednym z nadrzędnych celów środowiskowych. Jest on realizowany m.in. poprzez działania określone w planach gospodarowania wodami dla dorzeczy oraz w warunkach korzystania z wód zlewni. Na poziomie lokalnym ochronie jakości wód służy ustanawianie stref ochronnych. Tego rodzaju strefy dzielą się na teren ochrony bezpośredniej i teren ochrony pośredniej ujęcia wody.

Co istotne, na obszarze stref ochronnych ustawodawca dopuszcza możliwość wprowadzania określonych zakazów, nakazów i ograniczenia użytkowana gruntów oraz korzystania z wód. Właśnie taka strefa funkcjonuje w okolicach „trójstyku granic”, niedaleko Orchówka (gm. Włodawa). Niestety, nie ma ona nic wspólnego z ochroną. Przeciwnie, w jej okolicy śmierdzi gorzej niż z szamba. Wszystko za sprawą skrytego pod blachą, która umacnia brzeg, wylotu podziemnego kanału, który obecnie służy fabryce Sco-Pak do zrzucania ścieków do Bugu.

Ujęcie wody dzieli od miejsca zrzutu ścieków zaledwie 20 m

Mimo że sprawa wyszła na światło dzienne jeszcze w ubiegłym roku, to żadna siła nie jest w stanie powstrzymać procederu spuszczania nieoczyszczonych ścieków do rzeki. Władze Sco-Paku w postaci wyznaczonego przez sąd zarządcy wydają się albo nic o tym nie wiedzieć, albo, co gorsza, tolerować taki sposób pozbywania się nieczystości przez zakład.

Katarzyna Hauza, zarządca zakładu, nie odbiera telefonów, ani nie odpisuje na maile. Wędkarze i pogranicznicy z Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej niemal każdego dnia obserwują oznaki wpuszczania do Bugu zanieczyszczeń. – Na żyłkach i plecionkach osadza się coś w rodzaju cuchnącego szlamu.

Zdarza się, że ryby, które jakimś cudem zostały na tym odcinku, są pokryte jakimś żółtawym, śmierdzącym śluzem. Na wodzie widać kolorowe, mieniące się w słońcu plamy, a przy ujściu kanału spustowego fetor jest tak straszny, że nie da się tu długo wytrzymać – mówi napotkany nad Bugiem w Orchówku moczykij. Jedziemy więc we wskazane przez niego miejsce. Na brzegu widać trochę już zaniedbany budynek ujęcia wody, po jego prawej stronie stoi altanka dla turystów, a do brzegu rzeki prowadzi slip dla łodzi i kajaków.

Na wschodnim brzegu wyłożony kostką plac. To Białorusini także postanowili zagospodarować swoją stronę trójstyku – czyli miejsca, które jest jednym z najbardziej promowanych pod względem turystycznym w regionie. Obraz sielanki zaburza jednak straszliwy smród bijący od rzeki. Jego źródła na próżno szukać. – Teraz znajduje się ono pod powierzchnią wody – mówią pogranicznicy, którzy akurat patrolowali ten odcinek.

Odchodzimy kawałek w głąb, bo nad rzeką nie da się wytrzymać. – Dzisiaj i tak nie jest źle. Woda jest w miarę czysta. Najgorzej jest w weekendy. Wtedy do rzeki leci naprawdę syf nie tylko w wielkiej ilości, ale też zapewne o bardzo chemicznym składzie. Dochodzimy do wniosku, że dzieje się tak dlatego, ponieważ w soboty i niedziele służby, w których kompetencji leży m.in. kontrola takich zakładów, nie pracują, więc ryzyko złapania na gorącym uczynku jest o wiele mniejsze – dodają strażnicy.

Z nieoficjalnych informacji dowiadujemy się, że swój istotny „wkład” w trucie Bugu może mieć też sąsiadująca przez płot ze Sco-Pakiem garbarnia, która w latach minionych kilkukrotnie była przyłapywana na wpuszczaniu do rzeki wielkich ilości niezwykle niebezpiecznych ścieków. Nikt nie wie, czy od tamtego czasu coś się zmieniło. Zajrzeć przez płot na teren zakładu się nie da, bo jego właściciel, tuż za siatką, postawił wysoki betonowy parkan.

– Nie sądzę, by zrobił to bez wyraźnego powodu – mówi proszący o anonimowośc rozmówca. – Nikt nie buduje dodatkowego i wysokiego muru, gdy nie ma nic do ukrycia. A według mojej opinii tym zakładem powinny zainteresować się odpowiednie służby i w pierwszej kolejności zbadać, co jego właściciel robi z powstałymi w procesie produkcji, niezwykle szkodliwymi ściekami. Z tego, co mi wiadomo, nie ma żadnej umowy na ich odbiór, ale przecież musi się ich w jakiś sposób pozbywać – dodaje.

W reakcji na nasze zgłoszenie o strasznym fetorze w okolicy ujęcia wody w Orchówku, natychmiast zareagował kierownik chełmskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Inspektorzy przeprowadzili kontrolę oraz pobrali próbki wody na terenie zakładu oraz z Bugu. Ich wyniki znane będą w przyszłym tygodniu. – Niestety, problem jest taki, że Sco-Pak również przeprowadza podobne analizy na własną rękę.

Robi to również w certyfikowanych laboratoriach i tak się składa, że jakimś dziwnym trafem ich próbki spełniają wszystkie normy, podczas gdy te pobrane przez nas je przekraczają. Występuje więc klasyczna sytuacja: słowo przeciwko słowu. Więcej kompetencji od nas ma marszałek, który zastanawia się nad cofnięciem pozwolenia zintegrowanego dla Sco-Paku, lub Wody Polskie, do których również zgłosiliśmy te nieprawidłowości – wyjaśnia Andrzej Wereszczyński, kierownik chełmskiego WIOŚ. (bm)