Nasz człowiek w Pitbullu

Jan Fabiańczyk z Rejowca. Najpierw Patryk Vega, reżyser kasowego „Pitbulla”, ujął część jego opowieści w książkowym bestsellerze „Złe psy”. Teraz, w najnowszej produkcji „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”, Janek zagrał jedną z ról i często pojawia się na ekranie.
O Janie Fabiańczyku zrobiło się głośno pod koniec ubiegłego roku, gdy okazało się, że 46-letni były chełmski policjant współpracuje z Patrykiem Vegą i dostarczył mnóstwo historii do bestsellera „Złe psy”. Po niecałym roku widać, że to dopiero początek sławy Janka. W najnowszej części „Pitbull. Niebezpieczne kobiety” zagrał drugoplanową rolę „Eńka”, prawej ręki „Cukra”.
– To była wielka niespodzianka. Do tej pory byłem jedynie konsultantem w filmie, aż nagle – pod koniec marca, czyli dwa miesiące przed rozpoczęciem zdjęć – zadzwonił do mnie Patryk i zapytał, czy nie zagrałbym w kolejnej części. Spotkaliśmy się, pokazał mi scenariusz i powiedział, że mam zagrać gangstera. Uznał, że na pewno sobie poradzę, bo całe życie obracałem się wśród gangsterów, a poza tym kamera mnie kocha. Zgodziłem się, bo przecież Patrykowi się nie odmawia – śmieje się Janek.
Pierwszy klaps był 18 maja. Od godz. 6 do 23 na planie zdjęciowym. Janek na własnej skórze przekonał się, że zawód aktora to przede wszystkim ciężka praca. Sceny, które w efekcie trwają 3 minuty, kręci się czasami nawet i 3 dni. Jeśli dana scena była kręcona przy bezchmurnym niebie, podczas prac przy następnej ekipa musiała czekać, aż się rozpogodzi. – Scen nie kręci się chronologicznie. Przez pierwszy tydzień na planie niesamowicie się opaliłem, więc gdy dokręcaliśmy pod koniec początkowe sceny – musiałem spędzać godzinę na „make-upie”, żeby przykryć pudrem całą opaleniznę. Nie mogłem się też sam golić, za wszystko odpowiadały charakteryzatorki. Miały moje zdjęcie z poprzedniej sceny i sprawiały, że wyglądałem tak samo.
Okazało się, że kaskader, który miał odgrywać za niego niebezpieczne sceny, kompletnie go nie przypomina. Machnął ręką, sam wsiadł do auta z Alicją Bachledą Curuś i zaczął driftować. – Mieliśmy też razem jedną trudną scenę, kręciliśmy ją przez cztery godziny. Alicja musiała mnie zabić, uderzała moją głową o maskę auta. Odruchowo broniłem się, a Ala jest drobną kobietą, nie ma za wiele siły, więc całość nie wyglądała zbyt naturalnie. Po dwóch godzinach szumiało mi w głowie i powiedziałem, że jest mi już wszystko jedno – niech uderzy najmocniej, jak potrafi. Ala cztery razy walnęła moją głową o maskę tak, że aż echo poszło. Trzy dni chodziłem spuchnięty. Ala powiedziała mi wprost, że żaden aktor nie zagrałby takiej sceny, a wysłużył się kaskaderem. Tylko taki naturszczyk jak ja – opowiada. Na dodatek sama charakteryzacja trwała sześć godzin. Sztuczna krew dostała mi się do oka i źrenica zmieniła kolor. Jedna była niebieska, a druga brązowa. Ekipa śmiała się, że wyglądam jak husky.
Koniec zdjęć w czerwcu, a w listopadzie premiera. Ogromny sukces, w ciągu dziesięciu dni 1 700 000 widzów. W grudniu odbędzie się premiera innej produkcji („Owoce zatrutego drzewa”), w której Janek wystąpił razem Piotrem Stramowskim (filmowy „Majami”), a w przyszłym roku kolejny projekt. Powodzenia! (pc)