Nieczuli po sąsiedzku

Daszek, który pani Joanna chciałaby wybudować nad wejściem na podjazd dla wózka inwalidzkiego, nie widzieć czemu przeszkadza jej sąsiadom

– Jestem całą tą sytuacją zdruzgotana – mówi znana poetka Joanna Pąk po zebraniu członków Wspólnoty Mieszkaniowej bloku przy ul. Mikołaja Kopernika 16 w Świdniku.
Joanna Pąk od dziecka cierpi na porażenie mózgowe. Mimo to ukończyła studia i wydała kilka tomików poezji, za co została wyróżniona Brązowym Wawrzynem Literackim, Medalem Prezydenta Miasta Lublin i odznaczeniem „Amicus Civitatis – Przyjaciel Miasta”, przyznawanym przez burmistrza Świdnika.


Niepełnosprawna kobieta, mieszkająca razem z matką na parterze bloku przy ul. Kopernika 16 w Świdniku, na początku tego roku wystąpiła do administratora wspólnoty, spółki Pegimek, z prośbą o zbudowanie zadaszenia nad podjazdem dla wózka inwalidzkiego prowadzącego do balkonu jej mieszkania.

– Chodzi o daszek nad samym wyjściem z balkonu na podjazd. W zimie w tym miejscu mojej mamie spadł na głowę śnieżny nawis, który oderwał się z dachu bloku. Mama do dziś odczuwa skutki tego uderzenia i pozostaje pod opieką neurologa – opowiada pani Joanna Pąk. – By to się nie powtórzyło, napisałam w styczniu pismo do Pegimeku z prośbą o zbudowanie takiego daszku, który zapewniałby nam bezpieczeństwo podczas korzystania z podjazdu. Przedsiębiorstwo odpisało, że nie może tego wykonać i sfinansować, bo nieruchomość nie jest ich własnością.

Do tego potrzebna była zgoda mieszkańców wspólnoty.

Podjazd szpeci blok…

W tej sprawie 1 marca, odbyło się zebranie. Pojawiło się na nim 9 osób (w bloku jest łącznie 60 mieszkań). Ci, którzy zabierali głos, nie byli jednak przychylni prośbie pani Joanny.

– Mieszkańcy podali kilka niejasnych powodów takiej odmowy, jak chociażby taki, że podjazd do balkonu psuje wizerunek całego bloku, że podjazd powinien skręcać w lewo, a nie w prawo oraz że został postawiony bez ich zgody – relacjonuje poetka, która dodaje, że na spotkaniu był obecny mężczyzna, który podpisał dokumentację dotyczącą budowy podjazdu i wiedział, że są na niej wszystkie wymagane zgody, w tym wspólnoty, ale nie wziął jej w obronę.

– Niestety ten pan swoim milczeniem pozwalał nie tylko na obrażanie mnie i mojej mamy, ale i ludzi, którzy rządzą naszym miastem i powiatem, bo jak inaczej można nazwać kwestionowanie przez zebranych tego, co zostało zatwierdzone? – pyta Joanna Pąk.

Na spotkaniu pojawiła się też właścicielka mieszkania znajdującego się na drugim końcu bloku. Poetka chciała zapytać ją wprost, w czym przeszkadza jej taki podjazd z dachem, ale nie dopuszczono jej do głosu, twierdząc, że i tak „nikt jej nie zrozumie przez chorobę”. Zarówno ona i jej mama zaznaczają, że poczuły się strasznie upokorzone.

Ostatecznie ustalono jednak, że pani Joanna przedstawi projekt zadaszenia. Mimo to ma ona wątpliwości, co się stanie, jeśli wspólnocie nie przypadnie do gustu wielkość, kolor albo kształt zadaszenia. Pąk nie ukrywa też, że jest to kosztowna inwestycja i sama pewnie nie da rady jej sfinansować, a tu jeszcze nie jest wykluczone, że projekt trafi do kosza.

– Samej nie stać mnie na taki wydatek, ale kto odpowie, jeżeli znów powtórzy się sytuacja ze śniegiem spadającym z dachu? – zastanawia się niepełnosprawna.

Nikomu nie zaglądamy w okna

Joanna Pąk dodaje, że dobre stosunki i uzgodnienia wszelkich zmian z sąsiadami oraz całą Wspólnotą Mieszkaniową są dla niej ważne i nie chce niczego pomijać, ani przed niczym się wzbraniać. Nie może jednak uwierzyć, że choć przestrzega przepisów prawa i darzy sąsiadów szacunkiem, to ci nie okazują jej w tej sytuacji empatii, a wprost przeciwnie – nie liczą się z jej potrzebami.

– Jestem tą sytuacją zdruzgotana. O sąsiadach zwykło się mówić, że są bliżsi niż rodzina. W moim przypadku tak nie jest – podsumowuje Joanna Pąk.

– Sąsiedzi mają do nas pretensję, że z podjazdu korzystają nieraz odwiedzający nas goście, ale jak mamy im tego zabronić? Nie wiem, dlaczego aż tak bardzo komuś to przeszkadza, przecież nie zaglądamy w okna innym ani nie przeszkadzamy i nie kłócimy się z nimi. Natomiast oni sami rzucają różne nieczystości na nasz podjazd i balkon – mówi pani Krystyna, mama Joanny.

W sprawę włączają się lokalni radni. Waldemar Białowąs z Klubu Radnych Koalicji Obywatelskiej w miniony piątek złożył już interpelację do burmistrza Waldemara Jaksona z zapytaniem, czy świdnicka poetka może liczyć na jakąkolwiek pomoc ze strony ratusza. Radny powołuje się na wrażliwość i empatię pani Joanny oraz jej wkład w kulturę. Prosi również np. o zorganizowanie spotkania wszystkich stron, aby rozpocząć mediacje, które mogłyby doprowadzić do jakiegoś rozwiązania.

Joanna Niećko