Niejasności na komisji

Chełmscy radni na komisji budżetu i rozwoju gospodarczego przez dłuższy czas nie wiedzieli, co oznaczały przygotowane zmiany w budżecie. Uzasadnienie do projektu uchwały i wyjaśnienia kilku urzędników sprawujących kierownicze funkcje były całkowicie niezrozumiałe. Dopiero wicedyrektor Departamentu Inwestycji i Rozwoju Katarzyna Fik objaśniła, o co chodzi…

Piątkowa nadzwyczajna sesja rady miasta, a wcześniej komisja budżetu i rozwoju gospodarczego, zawierały dwa punkty merytoryczne. Pierwszy dotyczył zmian w budżecie miasta, drugi zmian w wieloletniej prognozie finansowej. Projekt uchwały radnym przedstawiła skarbnik miasta Emilia Ignatowicz-Steć. Zamiast fachowego wyjaśnienia, przeczytała kilka mało zrozumiałych zdań z kartki, którą radni wcześniej dostali. Chodziło o przesunięcie wydatków na kwotę 440 200 zł. Urzędnicy zabrali pieniądze z kilku działów, transportu, oświaty, pomocy społecznej i przerzucili je do innych m.in. gospodarki mieszkaniowej, czy ochrony zdrowia.

Kontrowersje wywołała jednak kwota 104 tys. zł, jaką urzędnicy zamierzają przeznaczyć „na wszczęcie procedury in house na zarządzanie i administrowaniem publicznym zasobem miasta Chełm przez spółkę PUM”. Na sali obrad chyba nie było radnego, który wiedziałby o co w tym wszystkim chodzi, bo temat w uzasadnieniu pisemnym nie został rozwinięty. Radni chcieli znać szczegóły, ale skarbnik Ignatowicz-Steć sprawiała wrażenie, jakby sama nie wiedziała, w jaki sposób ma wyjaśnić cały temat, by radni zrozumieli.

Radny Dariusz Grabczuk pytał o kwotę 104 tys. zł, na co te pieniądze, chciał się też dowiedzieć z czego wynika zmniejszenie o 44 tys. zł z działu transport i łączność, ale z odpowiedzi uzyskanej przez skarbnik Ignatowicz-Steć niewiele się dowiedział. Pani skarbnik oznajmiła, że 104 tys. zł potrzebne jest na zwiększenie planu, by miasto mogło podpisać umowę.

Nie wyjaśniła jednak, o jaką umowę chodzi, ale też radny Grabczuk nie dopytał, choć przyznał po komisji, że z wyjaśnień skarbnik Ignatowicz-Steć niewiele zrozumiał. W kwestii zmniejszenia pieniędzy z działu transport i łączność urzędniczka stwierdziła, że w Departamencie Budżetu pojawiły się oszczędności, a żeby w innym dziale zwiększyć plan, trzeba dokonać przesunięć.

Radny Tomasz Kazimierczak pytał o procedurę in house, bo nie znał tego terminu. Wytłumaczyć próbował mu p.o. dyrektora Departamentu Komunalnego, Adrian Gański, który od niedawna pracuje w urzędzie. – Chodzi o zarządzanie i administrowanie lokalnym zasobem miasta, czyli zarządzanie mieszkaniami komunalnymi – odparł krótko.

Udzielona odpowiedź radnego Kazimierczaka nie usatysfakcjonowała. Wicedyrektor Gański, który po raz pierwszy wystąpił przed radnymi i z tego powodu był wyraźnie stremowany, nie wyjaśnił problemu na tyle, by zamknąć dyskusję. Zadania tego podjęła się Agnieszka Kruk, wiceprezydent Chełma, ale wciąż były pytania.

Z jej wyjaśnień wynika, że wcześniej miasto zawierało z PUM porozumienia na zarządzanie lokalami mieszkaniowymi, a obecnie zgodnie z obowiązującym prawem musi przeprowadzić procedurę w trybie zamówień publicznych. Dopiero Katarzyna Fik, wicedyrektor Departamentu Inwestycji i Rozwoju w kilku zdaniach wytłumaczyła, co to takiego jest procedura in house. – Pewne działania PUM realizował na podstawie porozumień. Teraz będzie dalej realizował te same działania, tylko na podstawie procedury zamówień publicznych, w trybie in house, co pozwoli na udzielenie zamówienia z wolnej ręki.

Zamawiający może tego dokonać w stosunku do własnej jednostki, jeśli spełnione są trzy następujące warunki. Po pierwsze musi sprawować kontrolę nad jednostką, po drugie – 90 procent realizowanych zadań przed taki podmiot dotyczy działalności na rzecz zamawiającego, a po trzecie – w takim przedsiębiorstwie nie może być udziału kapitału prywatnego – stwierdziła K. Fik. Pieniądze z budżetu miasta trafią do PUM na zarządzanie. (s)