Niespodzianka wisiała w powietrzu

STAL KRAŚNIK – WŁODAWIANKA WŁODAWA 3:1 (0:1)
0:1 – Chodziutko (3), 1:1 – Drozd (76), 2:1 – Pietroń (80), 3:1 – Danielczuk (88 samobójcza).
WŁODAWIANKA: Polak (46 Danielczuk) – Drachanczuk, Soroka, Więcaszek, Bartnik, Aftyka, Chodziutko, Nielipiuk (75 Kuczyński), Błaszczuk, Szmytki, Zdolski (65 Gawroński).
Taktyka Włodawianki na ten mecz była bardzo prosta. Zespół gości ustawił się na swojej połowie i szukał okazji w szybkich kontratakach. – Zagraliśmy podobnie, jak w Chełmie. Z mocnymi rywalami nie wolno się odkryć, pójść na wymianę ciosów, bo może to się źle skończyć – mówi Marek Drob, trener włodawskiej drużyny.
Spotkanie dla goście ułożyło się wręcz wyśmienicie. W 3 min. Adrian Szmytki dostał piłkę na prawej stronie, zagrał w pole karne, a wbiegający Piotr Chodziutko strzelił do siatki. Zaskoczona takim obrotem sprawy Stal ruszyła do ataku, jednak biła głową w mur. – Gospodarze przeważali, ale byliśmy dobrze ustawieni. Największe zagrożenie Stal stwarzała po dośrodkowaniach w pole karne, jednak jakoś radziliśmy sobie i wybijaliśmy piłki. Grę miejscowych prowadził pozyskany przez klub z Kraśnika Nigeryjczyk, trzeba przyznać, zawodnik o niezłych umiejętnościach – opowiada Marek Drob.

Jeszcze przed przerwą wynik mógł podwyższyć Norbert Zdolski. – Wyprowadziliśmy szybką kontrę, Zdolski miał bardzo dobrą sytuację, ale zaplątał się i uderzył za słabo, by pokonać bramkarza – mówi M. Drob. – Po zmianie stron znów stworzyliśmy sobie stuprocentową sytuację do zdobycia gola. Szmytki dostał piłkę, uderzył silnie po ziemi przy samym słupku, jednak golkiper Stali odbił piłkę. Do dobitki ruszył Zdolski, lecz trafił prosto w ręce bramkarza. Po wejściu na boisko doskonałą okazję miał też Daniel Gawroński. Znalazł się w sytuacji „sam na sam”, minął bramkarza i mógł jeszcze „wjechać” z piłką do bramki. Postanowił strzelać i nie trafił – dodaje szkoleniowiec Włodawianki.
Tymczasem Stal uparcie dążyła do zdobycia wyrównującej bramki. W końcu w 76 min. po rzucie rożnym i potwornym zamieszaniu, piłkę do siatki skierował Filip Drozd. Cztery minuty później po wrzutce z rogu na pierwszy słupek obrońcy gości nie upilnowali doświadczonego Damiana Pietronia, który musnął piłkę głową, a ta wpadła do bramki. Włodawianka mogła jeszcze wyrównać, jednak piłka po strzale Gawrońskiego trafiła w poprzeczkę. W samej końcówce błąd popełnił rezerwowy bramkarz włodawian, Maciej Danielczuk, po którym Stal strzeliła trzeciego gola. – Grając na wyjeździe z mocnym przeciwnikiem, jeśli myśli się o zwycięstwie, trzeba wykorzystywać stuprocentowe sytuacje – mówił po meczu Marek Drob. – Mówi się, że sztuką jest mieć pół sytuacji i zdobyć dwa gole. A my dziś tych okazji mieliśmy chyba za dużo…
W kolejnym ligowym meczu Włodawianka w niedzielę 16 bm. o 15.00 zmierzy się u siebie z Powiślakiem Końskowola.(red)