O kurka wodna!

2000 zł kary dostał rolnik spod Chełma od powiatowego lekarza weterynarii za to, że jego drób nie był zamknięty w kurniku, czego wymaga minister rolnictwa w związku z zagrożeniem ptasią grypą. Nie mniej dotkliwe mandaty nakłada też policja, chociaż w województwie lubelskim nie odnotowano dotąd ani jednego przypadku choroby. – Walka z ptasią grypą polega na karaniu rolników? Jak długo jeszcze? – denerwują się gospodarze.
O rozporządzeniu ministra rolnictwa w sprawie zarządzenia środków związanych z wystąpieniem wysoce zjadliwej grypy ptaków pisaliśmy już na naszych łamach. Od 20 grudnia 2016 roku rolnicy, nawet ci najmniejsi, muszą trzymać drób w zamkniętych pomieszczeniach. Chodzi o to, aby nie miały styczności z innymi ptakami, które mogą przenosić grypę. Przez to kurki i kaczki nie mają prawa biegać po podwórku i podjadać trawki i robaków. A kary za samowolne „wypasanie” ptaków są naprawdę dotkliwe. Od około 800 do nawet 7 tysięcy złotych. Przekonało się o tym już kilku rolników, których kontrolował Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Chełmie.
– Do tej pory nałożyliśmy 3 kary w wysokości od 800 do 2000 zł – przyznaje Agnieszka Lis, Powiatowy Lekarz Weterynarii z Chełma.
Kilkanaście mandatów wlepiła za to rolnikom policja, która kontroluje gospodarstwa wspólnie z weterynarią.
– Wspólne służby polegały na sprawdzeniu gospodarstw na terenie m.in. gmin Ruda-Huta, Siedliszcze, Chełm i Dorohusk pod kątem przestrzegania przepisów rozporządzenia – mówi Ewa Czyż, rzecznik prasowa Komendanta Miejskiego Policji w Chełmie. – Kontrole skończyły się nałożeniem 11 mandatów w wysokości od 50 do 200 zł. Kodeks przewiduje za to nawet 1500 zł.
Rolnicy denerwują się nalotami policji i skarżą, że walka z ptasią grypą ogranicza się do karania ich mandatami. – Łatwo jest wydać rozporządzenie, zrzucić na barki ludzi jego wykonanie i wlepiać kary. Jak długo jeszcze? – pytają.
– W teorii w ciągu 30 dni od stwierdzenia ostatniego przypadku zachorowania na ptasią grypę wszystko wróci do normy, ale co chwilę pojawiają się nowe przypadki zachorowań, na szczęście poza naszym województwem – mówi A. Lis. – Wirus ma taką specyfikę, że im wyższa jest temperatura, tym krócej żyje, więc im będzie cieplej tym szybciej powinien zniknąć.
A. Lis przekonuje, że działania lekarzy weterynarii odnoszą pozytywny skutek. – Jak widać po ilości i wysokościach kar, podchodzimy do tego bardzo wyrozumiale – uważa. – Przez to, że nie mieliśmy w województwie dotąd żadnego przypadku ptasiej grypy, nasze zakłady drobiowe jako jedyne mogą eksportować żywność – mówi. (bf)