Obleśny doktor z wyrokiem

Antoni W. został uznany za winnego zarzucanych mu czynów. Pełnomocnik trzech pokrzywdzonych kobiet stwierdził, że jest zadowolony z wyroku. „Chodziło o napiętnowanie zachowania doktora” - powiedział dziennikarzom

– Wzywał do siebie, bo chciał obmacywać, kazał nosić mini. Bałam się wsiąść do windy, bo często tam na mnie czekał – tak w mediach o swoim dramacie opowiadały młode lekarki, które miał molestować były już ordynator oddziału gastroenterologii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy al. Kraśnickiej w Lublinie. Z oskarżonym doktorem Antonim W. pokrzywdzone musiały jeszcze raz spotkać się twarzą w twarz. Tym razem było to na sali sądowej. Po 3 latach procesu w ubiegłym tygodniu zapadł wyrok.


Lekarz do niczego się nie przyznawał. Kiedy w 2015 r. rozpoczynał się proces, pewny siebie wkroczył na salę rozpraw. Zupełni inny obraz malował się na twarzach jego ofiar. Niektóre z nich nawet płakały. Sprawa została jednak utajniona i toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Teraz niejawne pozostało samo uzasadnienie wyroku. Oskarżony Antoni W. został uznany winnym niegodnych i nagannych zachowań. Kara, którą w czwartek wymierzyła mu sędzia Agnieszka Kołodziej to rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata, a także 4500 zł grzywny. Doktor otrzymał również zakaz zbliżania się do pokrzywdzonych. Przez 4 lata nie może też sprawować funkcji kierowniczych w placówkach medycznych. Musi też zapłacić zadośćuczynienie – w sumie 31 tys. zł.

Skandal w szpitalu wybuchł zimą 2015 r., kiedy do dyrekcji zgłosiła się jedna z pracownic. Przyszła razem z mężem. Kobieta z płaczem opowiadała o koszmarze, który przeżywała w pracy. Jej bezpośredni przełożony miał ją podszczypywać, obmacywać i składać seksualne propozycje. Jej relacja była na tyle wstrząsająca, że kierownictwo placówki podjęło szybkie wewnętrzne śledztwo. Okazało się, że podobne przykrości spotkały trzy inne młode lekarki. Dyrekcja wezwała ordynatora na dywanik. Po tej rozmowie doktor został zwolniony i dostał godzinę na opuszczenie swojego gabinetu.

Sprawa trafiła do prokuratury, która wszczęła postępowanie. W końcu zebrane dowody pozwoliły śledczym na przedstawienie byłemu ordynatorowi czterech zarzutów, dotyczących każdej z czterech pokrzywdzonych kobiet.

– Chodzi o nękanie, czyli stalking lekarek rezydentek oraz nakłanianie ich do poddania się innym czynnościom seksualnym, wykorzystując stosunki zależności zawodowej – wyliczała wówczas rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Prokuratura, kierując akt oskarżenia, zaznaczała, że Antoni W. nie przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia, tłumacząc, że kontakty z podwładnymi pracownicami miały wyłącznie charakter zawodowy.

Z relacji poszkodowanych lekarek wynika, że swój koszmar w pracy przeżywały co najmniej od 2012 r.

– Kazał mi nosić mini, bo chce oglądać moje nogi. Molestował mnie, kiedy byłam panną, byłam w ciąży i wyszłam za mąż – opowiadała jedna z ofiar lubelskiej gazecie. – Raz ganiał mnie dookoła stołu, bo chciał mnie obmacywać. Płakałam, a on był coraz bardziej zadowolony.

Wyrok jest nieprawomocny. LL