Odgrodzone

To historia ku przestrodze. Historia matki i córki, dwóch najbliższych sobie – zdawać by się mogło – osób. Ale w tym przypadku matka i córka pogrążone są w konflikcie, który obie doprowadził na skraj załamania nerwowego. 81-letnia matka ma za złe córce, że odgrodziła się od niej wielkim, blaszanym płotem, ograniczając jej dostęp do światła dziennego. Córka obwinia matkę za to, że od dwóch miesięcy ma odciętą wodę. O rodzinnym zatargu wiedzą wójt, ksiądz, sołtys, policja, prokuratura, nadzór budowlany. Obie kobiety mówią, że chcą tylko w spokoju dożyć swoich dni. Chyba pora zakopać topór wojenny…

Z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu. To przysłowie i tak nie oddaje emocji i rozgoryczenia towarzyszących w ostatnim czasie matce i córce ze wsi pod Chełmem. O konflikcie wie cała okolica, ale końca sporu nie widać. Szkoda, bo obie strony przypłacają to zdrowiem.

 

Zasłona z blachy

Pani Władysława ma 81 lat. Przeszła wiele operacji. W ubiegłym roku zmarł jej mąż. Kobieta płacze przedstawiając swoją wersję zdarzeń. W ostatnim latach, a zwłaszcza miesiącach nawarstwiło się kłopotów. 81-latka opowiada, że kilkanaście lat temu przekazała (wraz z mężem) swojej córce działkę, wydzieloną geodezyjnie z jej posesji. Córka mieszka tam do dziś razem ze swoim mężem.

Jednak bliskie sąsiedztwo rodzinie nie służy, bo relacje z czasem zaostrzyły się. Do tego stopnia, że córka pani Władysławy w ostatnim czasie ustawiła na granicy działek wysokie, blaszane ogrodzenie. Stoi w odległości metr dziesięć od domu pani Władysławy. O ten płot 81-latka ma do córki największy żal.

– Wyglądając przez okna swojego mieszkania widzę tylko blachę, która zasłania mi światło dzienne – mówi z płaczem pani Władysława. – W domu jest ciemno. Nie mam nic przeciwko ogrodzeniu w tym miejscu, ale niech ono będzie z siatki. Ten płot ustawili pewnego sierpniowego dnia, kiedy pojechałam rano do lekarza do Zamościa. Gdy wróciłam wieczorem, ogrodzenie już stało. Tak się zdenerwowałam, że ciśnienie mi skoczyło.

Upadłam na podłogę i tak leżałam przez kilka godzin. Na szczęście, potem ocknęłam się, podniosłam na kolana i jakoś doczołgałam do łóżka. Rano przyjechała moja opiekunka, która zawiadomiła karetkę. Dostałam lek pod język i poczułam się lepiej. Chciałabym tylko spokojnie dożyć dni, które są mi zasądzone.

Starsza pani prosiła o interwencję w tej sprawie w różnych instytucjach. Była w Urzędzie Gminy Chełm, Komendzie Miejskiej Policji w Chełmie (dziękuje jednemu z mundurowych, który pomógł jej, gdy źle się poczuła), Prokuraturze Rejonowej w Chełmie. Wyjaśniano jej, że może skierować sprawę do sądu.

– Nie chcę pozywać do sądu własnego dziecka – mówi stanowczo starsza pani.

O poradę zwróciła się też do radcy prawnego, który pomógł jej sporządzić pismo adresowane do nadzoru budowlanego. Ale rozstrzygnięcie tej sprawy wcale nie jest takie proste. Blaszane ogrodzenie, o którym mowa, nie przekracza 2,20 m, czyli nie wymagało żadnego pozwolenia na budowę ani zgłoszenia projektu. Nie naruszono też granic nieruchomości.

Druga strona medalu – dwa miesiące bez wody

Córka 81-latki zapewnia, że cała ta sytuacja dla niej także jest udręką. Zapewnia, że niejednokrotnie wyciągała do mamy rękę na zgodę. Ale trudno się z nią porozumieć. Twierdzi, że blaszane ogrodzenie postawiła po to, aby nie słyszeć krytyki pod swoim adresem i, aby nie dochodziło już do wymiany zdań. Córka 81-latki mówi, że marzy tylko od świętym spokoju, bo również ma problemy zdrowotne.

– Schodzę mamie z drogi, aby ograniczyć sytuacje konfliktowe. Chciałam spokojnie korzystać ze swojego podwórka, dlatego postawiliśmy to blaszane ogrodzenie – mówi z płaczem kobieta. – Unikam prowokacji i rozmów z mamą, bo nie chcę awantur. Przez ten spór mamy od dwóch miesięcy odłączoną wodę, mundurowi przyjeżdżają na wywiady środowiskowe. Wstyd, bo o tej sytuacji wiedzą już wszyscy sąsiedzi, ksiądz, urzędnicy. Przypłacamy to zdrowiem. Ogrodzenia nie usunę, bo wtedy będzie jeszcze gorzej.

Mirosław Mysiak, kierownik Wydziału Rolnictwa, Ochrony Środowiska i Obrony Cywilnej UG Chełm, mówi, że to konflikt rodzinny i tylko w gronie rodzinnym należy dojść do porozumienia.

– Jeśli chodzi o wykonanie nowego przyłącza wodnego, to leży to w gestii właściciela nieruchomości – mówi kierownik Mysiak. – Znamy relacje dwóch stron, każda ma swoje racje, ale to wewnętrzny konflikt. (mo)