Ogień zabrał wszystko

– Nie mamy nic. Wszystkiego musimy dorabiać się od nowa. Ktoś przyjdzie, popatrzy z boku i powie: „No, stało się”. Stało się, ale jak dalej żyć? – zastanawiają się Krystyna i Janusz Kras z Raciborowic-Kolonii w gminie Białopole. Dom, w którym mieszkali z dwiema córkami oraz niepełnosprawnymi mamą i bratem pana Janusza, spłonął. Poszkodowani chcieliby go odbudować, ale sami nie są w stanie. Potrzebują naszej pomocy.

Do pożaru doszło w poniedziałek, 30 stycznia. W domu Krystyny i Janusza Krasów akurat nikogo nie było.
– Żona przed południem pojechała z mamą do okulisty. Zabrała też córki. Ja z bratem byłem w lesie, bo „robię” tam działkę, a on mi trochę pomaga. Wracaliśmy obaj do domu po godzinie 16 i zauważyliśmy, że z komina wydobywa się czarny dym. Później zobaczyliśmy dym wychodzący jakby spod dachu. Kiedy otworzyłem drzwi, buchnęło gorącym powietrzem, a w środku było czarno od dymu. Pobiegłem do mieszkania mamy i brata, bo mają oddzielne wejście. Z nerwów nie mogłem znaleźć klucza. Musiałem wyważać drzwi. A w środku też było mnóstwo dymu – opowiada pan Janusz.
Mężczyzna wezwał straż pożarną. Z nerwów zapomniał numeru, dzwonił więc pod 112.
– Dyspozytor pytał, czy ogień jest już na dachu, ale wtedy był on jeszcze cały. Wycofałem auto z podwórka, bo jest „w gazie” i czekałem na strażaków, ale ich ciągle nie było. Zadzwoniłem więc drugi raz. Powiedziano mi, że są już w drodze. Kiedy przyjechali, dach już płonął. Okazało się też, że najbliższy hydrant jest zamarznięty i przynajmniej dwa wozy musiały kursować po wodę. Nie ocalało praktycznie nic. Strażacy wynieśli dwie butle z gazem i wózek inwalidzki mamy. On, o dziwo, nie spalił się – mówi mieszkaniec Raciborowic-Kolonii.
Jak wyjaśnia mł. bryg. Wojciech Chudoba, rzecznik chełmskich strażaków, prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. Akcja trwała 3,5 godziny, a uczestniczyło w niej 24 strażaków – dwa zastępy PSP i trzy OSP. Straty oszacowano wstępnie na 150 tys. zł.
Dochody małżeństwa z Raciborowic-Kolonii są skromne. Mają dwa hektary pola i po hektarze łąki oraz lasu.
– Mąż jest tylko na KRUS-ie. Nie może podjąć stałej pracy, bo choruje na serce. Ja wcześniej pracowałam w waflarni, więc wpadał dodatkowy grosz, ale teraz jestem w domu na wychowawczym i zajmuję się dziewczynkami. Młodsza niedawno skończyła roczek. Dobrze, że jest jeszcze na tyle mała, że nie będzie pamiętać tego pożaru. Starsza z córek ma siedem lat. Rozumie, co się stało i bardzo to przeżywa – opowiada Krystyna Kras.
Na co dzień pod opieką pani Krystyny jest również matka i brat męża. Oboje są niepełnosprawni – teściowa przeszła udar, a szwagier ma porażenie mózgowe. Po pożarze Krasowie zatrzymali się u brata pana Janusza, ale – jak zaznaczają – to rozwiązanie tyko na chwilę, bo nie chcą siedzieć rodzinie na głowie.
– Jedenaście osób w jednym domu to zdecydowanie za dużo – mówią.
Pomocną dłoń do pogorzelców wyciągnął Urząd Gminy, proponując mieszkanie zastępcze.
– Już we wtorek rano zwołaliśmy sztab zarządzania kryzysowego i ustaliliśmy, że przekażemy rodzinie lokal zastępczy i wypłacimy 6 tys. zł zasiłku na bieżące potrzeby. Zapadła też decyzja o stworzeniu rachunku bankowego, na który będzie można wpłacać pieniądze dla nich. O tym, jak im pomóc, będziemy rozmawiać też na najbliższej sesji. Na pewno nie zostawimy ich na lodzie – zapewnia Waldemar Szykuła, sekretarz gminy Białopole.
– Jesteśmy bardzo wdzięczni gminie, że tak szybko zareagowała – mówi pani Krystyna. – Zaproponowano nam mieszkanie, ale jest ono bardzo małe. To tylko kuchnia i pokój. Ciężko będzie nam się tam pomieścić w szóstkę, dlatego szukamy mieszkania, w którym moglibyśmy zatrzymać się na jakiś miesiąc lub dwa. Najgorsze w tym jest to, że spalił się nie tylko nasz dom, ale też dom teściowej i szwagra. Martwimy się, jak i gdzie ich ulokować. Gdybyśmy byli sami, pewnie wyjechalibyśmy za granicę. Ale nie możemy, bo czujemy się za nich odpowiedzialni. Najważniejsze, że nikt z nas nie ucierpiał. Całe szczęście, że to nie stało się w nocy, bo dziś gazety pisałyby o nas w nekrologach. Cieszymy się, że żyjemy.
Małżeństwo z Raciborowic nie wie jeszcze czy docelowo będzie szukać nowego domu, czy też wybuduje kolejny w miejscu starego.
– Mieszkaliśmy tu dziesięć lat. Zanim się wprowadziliśmy, wszystko wyremontowaliśmy. Wymieniliśmy dach i wszystkie instalacje. Nie zdążyliśmy jeszcze wymienić wszystkich okien. To, czy tu zostaniemy, zależy od środków finansowych, jakie będziemy mieli. Teraz trzeba nam cierpliwości, zdrowia no i pieniędzy. Od nich – niestety – dużo zależy. Postawienie nowego domu, nawet w stanie surowym, to jednak duże koszty. Może lepiej byłoby kupić jakieś siedlisko na wsi. Na razie szukamy miejsca, gdzie moglibyśmy się w szóstkę zatrzymać na miesiąc lub dwa – mówią.
Dom, podobnie jak całe gospodarstwo Krasów, było ubezpieczone. Rzeczoznawca był już na miejscu i oszacował straty.


– Nie wiemy, na co możemy liczyć i jak zostanie to potraktowane. Zostaliśmy w tym, w czym staliśmy. Nie mamy nic – czajnika, garnka, patelni, tapczanu, pościeli. Wszystkiego musimy dorabiać się od nowa. Wszystko od zera. Jak dalej żyć? – pytają ze łzami w oczach.
Krasowie doceniają wsparcie, które już dostali. Są wdzięczni wszystkim, którzy w tych trudnych dla nich dniach okazali im serce.
– Dziękujemy wszystkim ludziom, którzy zechcieli nam pomóc, gminie, sołtysowi i naszym strażakom. Otrzymaliśmy duże wsparcie, zwłaszcza psychiczne. Nie spodziewaliśmy się tego. Jednak potrzeb jest naprawdę wiele – przyznają.
Rodzinie potrzeba praktycznie wszystkiego oprócz ubrań. Dostali ich mnóstwo, choć nie wszystkie z tych rzeczy pasują. Niektórzy kupili dziewczynkom nowe rzeczy, ale część jest za mała, bo obie są dosyć duże jak na swój wiek – młodsza nosi rozmiar 110, a starsza 158. Rodzinie przydałoby się mleko modyfikowane NAN 3, pieluchy Dada 5, kaszki i inne produkty z długim terminem przydatności. Jednak ich największym marzeniem jest to, aby znów mieszkać u siebie, dlatego zbierają pieniądze na nowy dom.
– Nawet jeśli ktoś wpłaci na ten cel wartość bochenka chleba, będziemy bardzo wdzięczni – mówią.
Nasi Czytelnicy już wiele razy udowodnili, że mają wielkie serca i nie są obojętni na los innych ludzi. Dlatego zwracamy się do Państwa z gorącym apelem o pomoc dla poszkodowanej rodziny. Nie zostawiajmy ich samym sobie. Dzięki naszej pomocy będą mogli znów mieszkać u siebie. Wpłaty można dokonywać na nr konta bankowego: BS Białopole: 21 8202 0006 0000 0146 3000 0010 z dopiskiem „Pomoc dla Pogorzelców”. Osoby, które chciałyby pomóc rodzinie Krasów w inny sposób, prosimy o kontakt z redakcją – tel. nr 82 565 44 44 wew. 24. (kw)