Opętani

Czasem z pokoju dochodzą nieludzkie wrzaski. Opętany skacze po meblach, rzuca Biblią, rozrywa różaniec, krzyczy, przeklina. Egzorcysta, o. Krzysztof Modras, nie raz musiał wzywać innych na pomoc…


Jak informuje ks. Adam Jaszcz, wicekanclerz i rzecznik prasowy Archidiecezji Lubelskiej, w Chełmie nie ma egzorcystów. Ale problem dręczenia przez złego ducha lub opętań zdarza się coraz częściej. Wszędzie. Ojciec Krzysztof Modras, przeor Klasztoru Dominikanów w Lublinie, jest egzorcystą archidiecezjalnym. Uprawnienia zdobył stosunkowo niedawno – w sierpniu 2016 roku. Każdego dnia odbiera mnóstwo telefonów. Z pomocy egzorcysty skorzystać chcą mieszkańcy Chełma, Krasnegostawu i całego województwa lubelskiego, ale też spoza. Zdarza, że ludzie dzwonią także z zagranicy, m.in. z Norwegii i Włoch. Ojciec Modras najpierw przyjmował trzy, cztery osoby dziennie. Takie jest zapotrzebowanie. Niedawno o. Modras został przeorem klasztoru i w sprawie egzorcyzmów oraz problemów z tym związanych przyjmuje obecnie jedną, dwie osoby dziennie.

Duchowni pełniący posługę egzorcysty działają na podstawie specjalnej instrukcji wydanej przez Episkopat Polski. Współpracują w tym zakresie z lekarzami. W pierwszej kolejności potrzebne jest zaświadczenie od psychiatry. To, że ktoś słyszy głosy lub coś widzi, nie zawsze jest oznaką opętania i – jak mówi o. Modras – atakiem złych duchów. Czasami to oznaka choroby psychicznej, np. schizofrenii. Często zdarza się, że zgłaszają się do niego osoby, które od dawna uczęszczają do specjalistów, biorą silne leki psychotropowe, ale nie dostrzegają poprawy swego stanu. O. Modras zaczyna od rozmowy z osobą cierpiącą, jej rodziną, rodzicami, bo problem często dotyczy młodzieży, a nawet dzieci. Najmłodszą osobą, której udzielał pomocy było 2-letnie dziecko. Matka zgłosiła się po pomoc do egzorcysty, bo według niej 2-latek „dziwnie” się zachowywał. O. Modras mówi, że interweniował także w sprawie kilkuletnich dzieci. Podczas modlitwy najczęściej usypiały.

– W wielu przypadkach nie ma mowy o opętaniu, nie ma potrzeby przeprowadzania egzorcyzmów – mówi o. Modras. – Gdy zgłaszają się do mnie rodzice, bo mają trudności z dzieckiem, zawsze mówię im, że ono jest niewinne, a problemy tkwią w dorosłych. Często ludzie dzwonią do mnie, bo mają problemy duchowe i potrzebują po prostu rozmowy, zrozumienia. We wszystkich przypadkach modlę się z tymi osobami, nie muszą to być egzorcyzmy. Każdy człowiek jest różny, ma inną osobowość, inną historię. Wiele problemów bierze się z relacji z rodzicami z okresu dziecięcego. Spotykam się z problemami wychowawczymi, ale też patologicznymi, gdzie w grę wchodzą nałogi – alkohol, narkotyki, przemoc fizyczna, psychiczna. Często taka osoba zraniona w dzieciństwie szuka zrozumienia w różnego rodzaju grupach, sektach. Działanie złych duchów, opętanie, gdy również ciało jest pod kontrolą złego ducha to już ostatni etap. Takie osoby żyją wśród nas, a ich problemy często bywają dla postronnych niezauważalne. Problem wychodzi podczas modlitwy. Osoba traci świadomość, zmienia się jej wyraz twarzy, głos. Na przykład kobieta zaczyna mówić męskim głosem.

Dochodzi do agresywnych zachowań. Rzucanie się na ziemię, krzyki, rozrywanie różańca, niszczenie obrazów, biblii, stuły. Z takimi przypadkami miałem do czynienia. Złe duchy wyczuwają, w jakim celu osoba cierpiąca do mnie przychodzi. Czasami wystarczy, że położę rękę na czole lub głowie osoby opętanej, a ona już mówi, iż czuje w tym miejscu palenie. Przebieg egzorcyzmu jest określony przez rytuał ustanowiony przez kościół oraz instrukcję wydaną przez episkopat. Egzorcyzm większy, zarezerwowany dla egzorcystów, obejmuje pokropienie wodą święconą, Litanię do Wszystkich Świętych, czytanie pisma świętego, wyznanie wiary i formuły egzorcyzmu błagalne oraz rozkazujące. Każdy egzorcysta dodaje tu modlitwy, który uzna za stosowne w danych okolicznościach, na przykład różaniec. Zazwyczaj trudny jest moment odnawiania przyrzeczeń chrztu świętego. Wtedy trzeba wyrzec się szatana, a u osoby opętanej często dochodzi do blokady. Nie jest w stanie wypowiedzieć tych słów, jakby zamykało się jej gardło.

O. Modras wygospodarował specjalne pomieszczenie z kaplicą w podziemiach Bazyliki, w którym przeprowadza rozmowy i odprawia egzorcyzmy. Ludzie często dziwią się, gdy dochodzą z niego nieludzkie krzyki. O. Modras przyznaje, że jemu dotąd nie zdarzyło się doznać ciężkiego urazu podczas przeprowadzania egzorcyzmów.

– Podczas modlitwy nad osobą opętaną złymi duchami słyszałem słowa „nic ci nie możemy zrobić, bo jesteś pod opieką” – mówi o. Modras. – I rzeczywiście, do tej pory szczęśliwie udało mi się uniknąć kontuzji czy wypadku podczas egzorcyzmów. Wiem jednak, że innym egzorcystom takie fizyczne ataki się zdarzały. Pokój, w którym odmawiam egzorcyzmy nie raz był zdemolowany. Osoby często nabywają w tych sytuacjach nadzwyczajnej siły. Zdarzało się, że potrzebowałem pomocy, gdy osoba nagle zaczynała biegać, skakać po meblach, rzucać książkami. Zdarzyło się jednemu znanemu mi egzorcyście, że w trakcie takiego ataku agresji pewna młoda osoba przywiązana była do fotela, ale udało jej się rozerwać pasy, zniszczyć fotel. Ja nie krępuję fizycznie osób. Dlatego muszę wzywać innych na pomoc, bo fizycznie nie zawsze daję rady zapanować w przypadku takich ataków. Gdy chodzi o osoby małoletnie wymagam, aby byli przy tym rodzice.

O. Modras mówi, że na młodych ludzi często źle wpływa internet i świat wirtualny. Przerażonym rodzicom, którzy proszą go o pomoc mówi zawsze, że dziecko jest najsłabszym, niewinnym ogniwem. Z doświadczenia przeora wynika, że w zasadzie zawsze problemy i trudności wychowawcze biorą się z winy dorosłych, rodziców. O. Modras mówi też, że jego interwencje w przypadku młodzieży są impulsem dla całej rodziny do zmiany stylu życia. Cieszy się, gdy może pomóc cierpiącym, ale przyznaje, że odprawianie egzorcyzmów jest bardzo wyczerpujące psychicznie. Najgorsze są smsy z przekleństwami i wyzwiskami pod adresem przeora. Jak mówi o. Modras na początku był zszokowany, że takie wiadomości może wysłać do niego osoba, której próbuje przecież pomóc. Ale ludzie ci często nie są świadomi tego, co robią. Zdarza się, że potem przepraszają. Dotąd przyjął już kilkaset osób.

– Nie wszystkim można pomóc – mówi o. Modras. – Jeśli osoba dobrowolnie oddaje się złemu duchowi, nie współpracuje, to czasem po prostu niewiele można zdziałać. Tu chodzi o manifestację złych duchów, sam bez mocy Jezusa nic bym nie zrobił. (mo)