Podróż w czasie

Przez lata był dostępny dla wybranych. Wchodzili tu jedynie ci, którzy odpowiadali za bezpieczeństwo mieszkańców ówczesnego województwa chełmskiego. Przygotowywano tu raporty i tworzono mapy zagrożeń, które były przesyłane do stolicy. Dziś schron Zespołu Kierowania Obroną Cywilną Wojewody Chełmskiego jest dostępny dla zwiedzających.
Znajduje się w podziemiach Gmachu. Ma wciąż sprawną radiostację oraz system wentylacyjny i ewakuacyjny, wyprowadzony daleko poza budynek. Przez ponad dwie dekady działały w nim zespoły analizy skażeń oraz alarmowania i łączności. Mowa o Schronie dla Zespołu Kierowania Obroną Cywilną Wojewody Chełmskiego, który funkcjonował na potrzeby Wojewódzkiego Inspektoratu Obrony Cywilnej. Jego budowa była następstwem zimnej wojny i zagrożeń, jakie ta ze sobą niosła. Swoją funkcję przestał pełnić w 1998 roku, kiedy w życie weszła reforma administracyjno-samorządowa.
Od niedawna schron jest dostępny dla zwiedzających. A to za sprawą przygotowanego przez chełmską delegaturę Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego programu edukacyjnego, którego celem jest popularyzowanie historii Gmachu Dyrekcji Kolei. W ubiegłym tygodniu schron został zaprezentowany podczas spotkania promującego ten program. Wstępem do zwiedzania był wykład Stanisławy Rudnik, kierownik chełmskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Lublinie, która opowiadała o osiedlu Dyrekcja, jako wybitnym osiągnięciu polskiej myśli technicznej. Jak podkreślała Katarzyna Zawiślak, kierownik chełmskiej delegatury LUW, schron nie zachowałby się w tak dobrym stanie, gdyby nie Waldemar Pietraszyk, archiwista chełmskiej delegatury LUW, który przed laty był pracownikiem WIOC. To właśnie on, wspólnie z dr. Ryszardem Sudułem, wykładowcą WSSMiKS, oprowadzał po schronie.
Wchodząc do schronu łatwo odnieść wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie do przełomu lat 70. i 80. Wszystkie eksponaty, które się tu znajdują, zostały wykonane ręcznie.
– Kiedyś nie było komputerów, czy ekranów ciekłokrystalicznych. To, co jest w środku – mapy, plansze, podświetlenia, kable, podłączenia – to jest mrówcza praca człowieka. Zespół pracowników, który tu działał, wykonywał czynności planistyczne i czynności na wypadek zagrożenia. Gdy działo się coś niepokojącego, to właśnie tu zapadały ważne decyzje. Tu odbywała się komunikacja z samorządami oraz służbami – strażą pożarną, wojskiem, policją, obroną cywilną kraju – mówił dr Ryszard Suduł.
W praktyce w schronie działały dwa zespoły. Pierwszy – do analizy skażeń oraz drugi do alarmowania i łączności. Po otrzymaniu danych dotyczących zagrożeń (prawdziwych lub w przypadku ćwiczeń symulowanych) ze wszystkich gmin województwa, sanepidu, inspekcji weterynaryjnej, służb mundurowych itp. przekazywali je do jednostek nadrzędnych, do Warszawy. Co miesiąc na wypadek zagrożeń odbywały się ćwiczenia.
– Wynajmowaliśmy nawet z aeroklubu w Zamościu samolot, który też przezywał nam dane. W schronie jest radiostacja do łączności z jego pilotem. Działa do dziś – mówi W. Pietrzyk.
Realnym zagrożeniem, z jakim przyszło się zmierzyć załodze centrum analizowania i alarmowania, był wybuch w elektrowni jądrowej w Czarnobylu.
– Podręczny sprzęt, jakim wówczas dysponowaliśmy, wykrywał, że coś jest w powietrzu, ale nie wiedzieliśmy do końca, co to jest – wspomina W. Pietrzyk. – Trudno było obliczyć dawkę napromieniowania. Nie mieliśmy przeliczników, ani tabel. Dopiero po kilku dniach opracowano w Warszawie nowe tabele, na podstawie których mogliśmy je obliczać.
Jak wyjaśniał R. Suduł, po wybuchu w Czarnobylu wszystkie instytucje i służby, które posiadały urządzenia do wykrywania skażeń, miały obowiązek codziennego kilkakrotnego monitorowania powietrza.
– Pełniąc funkcję oficera dyżurnego też takie badania prowadziłem i nie pamiętam, aby były u nas skażenia, które przekraczałoby znacznie normy, ale na pewno były – mówił R. Suduł.
Ze schronu można było również uruchomić syreny alarmowe w całym województwie. Chełmskie jako jedno z pierwszych województw w Polsce miało zintegrowany system alarmowania. Syreny można było włączyć pojedynczo lub wszystkie jednocześnie drogą radiową. W tamtych latach był to jeden z najnowocześniejszych systemów ostrzegania. (kw)