Policyjno-sądowy finał marszu

W starciach z chuliganami, próbującymi zablokować paradę równości, rannych zostało ośmiu policjantów

Dwie osoby trafiły do aresztu, a 15 zostało objętych dozorem policji po zamieszkach, jakie w trakcie Marszu Równości wszczęli jego przeciwnicy. Zawiadomienie do prokuratury złożyli też narodowcy, którzy w zachowaniu uczestników marszu dopatrzyli się znieważenia symboli narodowych.


Pierwszy Marsz Równości przeszedł ulicami Lublina w sobotę, 13 października. Emocje wśród mieszkańców zaczął jednak wzbudzać znacznie wcześniej, bo już pod koniec września.

Organizatorzy przekonywali, że ich celem jest „ochrona przed dyskryminacją i wykluczeniem”. Przeciwnicy odpowiadali, że to prowokacja wymierzona w społeczność katolicką i domagali się, aby prezydent Krzysztof Żuk wydał zakaz organizacji marszu.

K. Żuk początkowo nie chciał tego zrobić, ale gdy swój kontrmarsz zaplanowali przedstawiciele środowisk narodowych, poprosił Dariusza Dudzika, miejskiego komendanta policji, o „wydanie jednoznacznej opinii w kwestii ewentualnego zagrożenia bezpieczeństwa mieszkańców”. Komendant zasugerował, że „spotkanie w jednym miejscu ludzi o przeciwstawnych poglądach może doprowadzić do konfliktu i być zagrożeniem”. Prezydenta to przekonało i zakazał organizacji marszu. Organizatorzy odwołali się do Sądu Okręgowego, który podtrzymał tę decyzję. Na organizację marszu zgodził się jednak Sąd Apelacyjny, który rozpatrywał kolejne odwołanie. Pozwolił też na przeprowadzenie kontrmanifestacji.

Dużo agresji

Zgodnie z przewidywaniami atmosfera od początku była napięta. Marsz Równości kilkakrotnie musiał zmienić trasę. Pierwsze problemy pojawiły się już na samym początku, dlatego uczestnicy zamiast na ul. Kowalską, zostali skierowani na al. Tysiąclecia. Kolejna blokada czekała na nich na ul. Świętoduskiej – tam w stronę poprzedzających marsz policjantów poleciały kamienie, butelki i petardy. Ośmiu funkcjonariuszy zostało rannych, a ponad 20 chuliganów zatrzymanych.

Najbardziej bulwersujący jest przypadek ataku 34-latka na jednego z mundurowych gazem pieprzowym. – Zdarzenie zostało zarejestrowane przez kamery. Po publikacji wizerunku w mediach sprawca sam zgłosił się na komisariat. Dotychczas nie był karany. Za czynną napaść grozi mu 10 lat więzienia – relacjonuje komisarz Andrzej Fijołek z biura prasowego KWP. 34-latek jest jedną z dwóch osób, które po zamieszkach zostały tymczasowo aresztowane przez sąd. 15 chuliganów dostało dozór policji, a wobec pozostałych osób nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych.

Narodowcy zawiadamiają prokuraturę

Do Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ wpłynęło też zawiadomienie, które złożyli przedstawiciele Obozu Narodowo-Radykalnego. Dotyczy publicznego znieważenia symboli narodowych, którego mieli się dopuścić uczestnicy Marszu Równości. – Mając na celu dobre imię naszej ojczyzny, jak i ochronę symboli narodowych: flagi i godła, wnioskujemy o wszczęcie postępowania z urzędu, ustalenie sprawców i pociągnięcie ich do odpowiedzialności.

Do dostarczonego do prokuratury wniosku, został dołączony materiał dowodowy w postaci fotografii, na których utrwalono popełnione przestępstwo – to fragment wysłanego do mediów komunikatu, pod którym podpisała się Brygada Lubelska Obozu Narodowo-Radykalnego. – Potwierdzam, że takie zawiadomienie wpłynęło. Dotyczy artykułu 137 kodeksu karnego („Kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku” – przyp. aut.). Prokurator prowadzi tzw. czynności sprawdzające – tłumaczy Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Grzegorz Rekiel