Postępowanie w sprawie śniętych ryb w Uherce i Stańkowie zostało umorzone. Śledczy nie dopatrzyli się winy pracowników miejskiej oczyszczalni, chociaż postępowanie potwierdza, że to zrzut brudnych ścieków przyczynił się do katastrofy w rzece i zbiorniku. Wymierne straty, idące w dziesiątki tysięcy złotych, poniósł chełmski okręg PZW, który złożył już zażalenie na decyzję o umorzeniu.
O śniętych rybach było głośno w lipcu minionego roku. Najpierw martwe ryby pojawiły się w Uherce a potem w zbiorniku w Stańkowie. W samej rzece była to przeważnie drobnica, ale w Stańkowie padły setki dorodnych okazów sandaczy, leszczy, krąpi i wielu innych gatunków. Wędkarze, którym pomagali strażacy z OSP wyławiali codziennie po kilkaset kilogramów padłych ryb – łącznie ponad 3,5 ton ryb w Stańkowie o wartości ponad 75 tys. zł. Ich utylizacja kosztował ponad 8 tys. zł a wapnowanie zbiornika kolejne 3,5 tys. zł.
Sprawę nagłośnił Marcin Łopacki, powiatowy radny z gminy Chełm, który pracuje także w Wodach Polskich. Zrobił zdjęcia i nagrał film, na którym było widać ciemny szlam, wypływający do rzeki z rur miejskiej oczyszczalni. I to ją Wody Polskie i wędkarze obwiniali o spowodowanie katastrofy. Sprawa trafiła do policji i prokuratury. A teraz śledztwo zostało umorzone. Co prawda nie ma wątpliwości, że do śnięcia ryb przyczynił się zrzut ścieków do Uherki. Ale śledczy uznali, że nie zawinił człowiek, bo nikt celowo nie nakazał zrzucenia nieoczyszczonych ścieków do rzeki a urządzenie tj. sonda mierząca poziom ścieków w jednym ze zbiorników. A wszystko zbiegło się z dużymi opadami deszczu w tamtym czasie. Z powodu awarii sondy operator w oczyszczalni nie wiedział o spiętrzeniu ścieków i nie mógł od razu zareagować. Śledczy uznali, że pracownik oczyszczalni zareagował prawidłowo, po tym jak stwierdził awarię, dlatego nie doszło do jeszcze większej katastrofy.
Można przyjąć tłumaczenie, że nie zawinił człowiek, ale wymierne straty i to ogromne, ponieśli wędkarze. Dlatego chełmski okręg PZW złożył zażalenie na decyzję o umorzeniu śledztwa.
A M. Łopacki opublikował w internecie oświadczenie, w którym oburza się z powodu umorzenia postępowania.
– Jako radny powiatu chełmskiego i mieszkaniec gminy Chełm nie mogę milczeć wobec decyzji Prokuratury Rejonowej w Chełmie o umorzeniu postępowania w sprawie rażącego skażenia rzeki Uherki i zbiornika Stańków. Rzeka Uherka nie jest kanałem ściekowym. To żywy ciek wodny, który przepływa przez Chełm i powiat chełmski wpływając do rzeki granicznej Bug. Skażenie na taką skalę to realne zagrożenie dla środowiska i zdrowia mieszkańców. Władze miasta powinny o nią dbać a nie traktować jak część miejskiej oczyszczalni! Publicznie pytam: kto podjął decyzję o zrzucie zanieczyszczeń do rzeki, gdzie i kiedy pobrano próbki do badań, dlaczego odpowiedzialność za zniszczenie ekosystemu kończy się mandatem? Dziś zwykły obywatel za wycięcie drzewa bez pozwolenia ponosi większe konsekwencje niż podmiot odpowiedzialny za zatrucie rzeki i śmierć ton ryb. Na takie standardy nie ma zgody. Będę domagał się ponownego rozpatrzenia sprawy przez prokuraturę wyższej instancji, pełnej jawności ustaleń i realnej odpowiedzialności winnych. Nie zgadzam się na bezkarność. Nie zgadzam się na zamiatanie sprawy pod dywan – napisał Łopacki. (reb)

































