Poświąteczne szaleństwo

Karetka goniła karetkę. Niemal każdy przypadek można było określić jako ciężki – kilku pacjentów policjanci musieli nawet zakuć w kajdanki, by nie zrobili krzywdy sobie i innym. Istne szaleństwo!

Zaczęło się w poniedziałek, 4 stycznia. Policjanci i ratownicy zostali wezwani do pobudzonego mężczyzny z ul. Wojsławickiej. Jak wynikało ze zgłoszenia, 29-latek stanowi zagrożenie dla pozostałych mieszkańców osiedla. Na miejscu zastali wyjątkowo wrogo nastawionego młodego człowieka, który odgrażał się, że wysadzi blok w powietrze. Od jego sąsiadów dowiedzieli się natomiast, że pobudzony mężczyzna mieszka sam i jest dla nich prawdziwym utrapieniem – nierzadko wychodzi na ulicę goły i zaczepia przechodniów. Choć łatwo nie było, w końcu udało się go obezwładnić – zakuty w kajdanki, w asyście policji 29-latek został przetransportowany do szpitala. To był jednak dopiero początek, bo prawdziwe szaleństwo rozpętało się we wtorek.

Już po północy dyspozytor wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego odebrał zgłoszenie do mieszkania na os. Śródmieście w Chełmie. Dzwoniła przerażona matka 17-latki, która chciała wyskoczyć przez okno. Dziewczyna była w przeszłości leczona psychiatrycznie, ma za sobą kilka nieudanych prób samobójczych, a obecnie znajduje się pod opieką młodzieżowego ośrodka wychowawczego (przyjechała do domu na przepustkę). „To było tylko na pokaz” – próbowała się tłumaczyć interweniującym medykom, zanim ci przewieźli ją na oddział dziecięcy szpitala neuropsychiatrycznego w Lublinie.

W ciągu dnia znów karetka na sygnale gnała w kierunku osiedla Śródmieście, a zaraz po niej policyjny radiowóz. Tym razem chodziło o 42-latka, który – jak wynikało ze zgłoszenia – chciał zabić matkę. Sytuacja miała wyglądać w ten sposób, że oboje byli na targu, mężczyzna miał uderzyć matkę, po czym oddalić się. Po jakimś czasie wrócił do domu i, agresywny, zaczął grozić kobiecie. Zlęknięta zadzwoniła po pomoc. Jak się okazało, 42-latek z zaburzeniami był już kierowany na leczenie, ale konsekwentnie odmawiał terapii. W asyście policji został siłą przewieziony do szpitala, podczas gdy jego matka została pod opieką mundurowych.

O godzinie 16:30 przyszło kolejne wezwanie. Agresywna 53-latka ze wsi pod Rejowcem Fabrycznym po kłótni z mężem chciała podpalić dom. Kobieta również trafiła na oddział psychiatryczny.

Nie minęły nawet trzy godziny, a znów karetka na sygnale gnała do pacjenta z zaburzeniami psychicznymi. 45-latek z osiedla Dyrekcja Dolna w Chełmie, który od kilku miesięcy był w ciągu alkoholowym, zamierzał powiesić się. Na miejscu również obecna była policja, w asyście której mężczyzna pojechał do szpitala.

Takiego dnia nie było już dawno. Z jednej strony psycholodzy podkreślają, że pandemia i izolacja mogą doprowadzać właśnie do tego typu sytuacji. Z drugiej strony chełmskie służby podkreślają, że po Bożym Narodzeniu zawsze mają „wysyp” pacjentów z zaburzeniami psychicznymi oraz zaburzeniami zachowania spowodowanymi nadmiernym użyciem alkoholu. Nie w każdym przypadku są to osoby już zdiagnozowane, bo pod wpływem różnych czynników atmosferycznych choroba może się dopiero uaktywnić. Istotną rolę odgrywa też właśnie ilość spożytego w ciągu świąt alkoholu, często w połączeniu z odstawieniem leków. Skutek? Dramat na początku stycznia.

W ubiegłym roku o tej porze chełmska psychiatria wstrzymała przyjmowanie kolejnych pacjentów, bo najzwyczajniej w świecie nie było ich gdzie położyć. Karetki woziły pacjentów z Chełma i powiatu do szpitali: Neuropsychiatrycznego przy ul. Abramowickiej w Lublinie oraz w Radecznicy i Parczewie. (pc)